21 czerwca, sobota
Z Varbergu ruszyłem po śniadaniu. Początkowo wiało niewiele, bo 3B, ale niestety w mordę. Postawiłem grota i genuę i halsując się na silniku początkowo miedzy skałkami wypłynąłem parę mil od brzegu. Przed rutą statków zwrot na lewy hals i tak już zostało do końca. W pewnym momencie odstawiłem silnik i w spokoju powolutku żeglowałem na spotkanie załogi Trolli. Mieli dolecieć po północy.
Tuż przed północą dopłynąłem do rzeki Gota Alv, nad którą leży Goteborg. Postanowiłem stanąć w tym samym miejscu, co w ubiegły roku, w samym centrum miasta. Już przy piątym (!) podejściu, po trzech kwadransach udało mi się szczęśliwie przycumować. Nie było łatwo. Zlany potem wychyliłem jednym haustem puszkę piwa. Uff, znowu się udało…



