Wszystkie wpisy, których autorem jest Bolek

Delfiny i Newlyn

23 czerwca, niedziela

Niewątpliwą atrakcją po wyruszeniu w morze były delfiny. Zawsze ładnie wyglądają.fal-nnew delfinyy1 fal-nnew delfinnyy2Wieczorem dotarliśmy do Newlyn, ostatniego portu rybackiego na południowym wybrzeżu Anglii.

new łodzie rybacjkie new miasto nnew fish  chips nnew skrzyynnki z ryybammi

Rybackie trofea są skrupulatnie mierzone i liczone, trafiają do skrzynek i natychmiast wiezione do odbiorców.

new lobstery  nnew kraby1

Etap 426: Falmouth-…

22 czerwca, sobota

Po południu po długiej podróży autobusem z Londynu dotarłem do Falmouth w Kornwalii, na prawie sam czubek południowo-zachodniej Anglii.

Fal łódki Fal miasto

Spory port z ogromną ilością jachtów stojących i przy pomostach, i na kotwicy.

Fal port2 Fal port1

Czekały już na mnie trzy załogantki, Francuzki – Małgosia, Glorie i Aurelie.

Fal załoga Fal omlet

Po miłym zapoznaniu się Gloria przygotowała najprawdziwszy francuski omlet.

 

Etap 425: Cherbourg-…

18 czerwca, wtorek

W sobotę przyjechali Amadeusz i Antek, którzy pod dowództwem Łukasza Chołaja mają, zgodnie z zaleceniem p. Napoleona, przepłynąć z kontynentu do Anglii.

425 ekipa

Z rozmów telefonicznych i podglądu z AIS wiemy, że w niedzielę w nocy dopłynęli do Weymouth, w poniedziałek się odprawili i we wtorek popłynęli do Torguay. Czekamy na ich relacje i zdjęcia.

LM 424: Ostenda-Cherbourg (podsumowanie)

16 czerwca, niedziela

Wczoraj rano pociągiem do Paryża odjechali Andrzej i Krzysiek. Dzisiaj odlecieli samolotem do Warszawy. Wczoraj w południe samochodem przyjechała ekipa na następny etap. Dzisiaj z Józkiem tym autem ruszyliśmy do Ostendy i już wygodnie i elegancko we dwójkę dwoma autami dotrzemy z przerwą w Eindchoven w dwa dni w poniedziałek do Wrocławia. Uff.

W trakcie etapu 424 przepłynęliśmy 250 Mm w czasie 58 godzin. Na początku musieliśmy płynąć głównie wykorzystując silnik, ale dwa najdłuższe przeskoki zrobiliśmy głównie na żaglach. Wypłynęliśmy z Ostendy w Belgii, we Francji odwiedziliśmy Dunkierkę, stanęliśmy na dwa dni w Boulogne-Sur-Mer i też na dwa dni w Fecamp, a skończyliśmy w Cherbougu.

424 Francja, Anglia

Dziękuję za rejs i związane z nim doświadczenia.

Cherbourg

14 czerwca, piątek

Po dniu przerwy w czwartek o świcie ruszyliśmy z Fecamp prościutko na zachód. Przez cały dzień pięknie wiało od lądu. Ale wieczorem przywiało…

Che Józek Che Andrzej

Przywiało nas do Cherbouga. Jak zwykle po ciemku chodziliśmy w główki portu. Uff.

W mieście przywitał nas pan Napoleon Bonaparte, który nakazał nam przygotować się i ruszyć na podbój Anglii.

Che Napoleon z daleka Che Napoleon z bliska

Jak Cherbourg, to wiadomo parasolki z Cherbourga, więc odwiedziliśmy wytwórnię. Ceny z kosmosu, ale za drugim podejściem Józek się zdecydował nabyć jedną z nich. W ten sposób stracił majątek.

Che parasolki1 Che parasolki2

A tak w ogóle, to miasto jest bardzo ładne – spójrzcie:

Che karuzela Che uliczka3 Che uliczka2 Che uliczka1

Oczekujemy na następną ekipę.

Fécamp

12 czerwca, środa

Wstawiennictwo Notre Dame de Boulogne chyba podziałało – prawie całą drogę we wtorek od świtu przepłynęliśmy spokojnie na żaglach. Do północy. Tuż po wpłynęliśmy do portu i mariny Fécamp. Nie było to takie łatwe i proste. Na falach przyboju miotani w lewo i w prawo, raźno zostaliśmy wtłoczeni w wąskie główki portu.

Fec marina Fec widok z klifów

Po drodze zmieniał się cel naszego płynięcia. Mieliśmy płynąć do Dieppe, potem do Le Havre, następnie Honfleur. Jednak optymalny okazał się właśnie Fécamp leżący między pięknymi klifami. A na szczycie klifów stoi kościółek. Uroczo to wygląda.

Fec klify Fec kościół na klifach

Pięknym miejscem w mieście jest budynek zakonu Benedyktynów. Benedyktyni musieli z czegoś żyć, więc założyli gorzelnię. Ot, taka tradycja. Fajnie być Benedyktynem.

Fec pałac Benedyktynów Fec destylarnia

Innych interesujących budynków jest sporo. Ciekawe miasteczko i warto było zmienić plany dla niego.

Fec marynarski domek Fec kościół

Po sałatce „przygotowanej” i podanej na obiad przez Andrzeja musieliśmy zaznać przyjemności zjedzenia małży podanych w czterech smakach. Oj, brakuje tu mam jakiejś kobiecej ręki.

Fec sałatka Andrzeja Fec trójka i kobieta

Fec konsumpcja małży Fec małże

Boulogne-Sur-Mer

10 czerwca, poniedziałek

Przez 3/4 drogi halsówka na silniku. Żagle postawiliśmy dopiero za winklem za Calais. Uff. Przed północą dopłynęliśmy do ładnie brzmiącego miasteczka Boulogne-Sur-Mer. Okazało się również ładne z wyglądu, chociaż widok na marinę nie był zbyt atrakcyjny. Cały poniedziałek zrobiliśmy sobie odpoczynek.

Bul marina

Potajemnie, zamiast iść na zakupy, Józek i Andrzej (twierdzi, że z podjuszczenia Józka) poszli zwiedzić „największe w Europie” akwarium. A my z Krzyśkiem w tym czasie tyraliśmy na jachcie.

Bul akwarium Bul małe akwaria Bul rekin i nurek Bul płaszczka

Za karę poszedłem sam zwiedzić starówkę Boulogne. Faktycznie ładna.

Bul obelisk Bul palma i domek

Wstąpiłem również do katedry prosić o wstawiennictwo. Mam nadzieję, że udanie.

Bul katedra Bul Notre Dame

Wybory w Dunkierce

9 czerwca, niedziela

W środku nocy dotarliśmy do Dunkierki. Dunkierka, to miasto bardzo nowe, bo prawie całkowicie zburzone podczas II wojny światowej i odbudowane. Niewiele tu zabytków. Jednym z nich jest ratusz.

Dunk - ratusz Dunk - wieża

We Francji też odbywają się wybory do europarlamentu i właśnie w ratuszu był lokal wyborczy. Byliśmy tam i my.

Dunk - sala wyborcza Dunk - wybory

Przy kei znaleźliśmy tradycyjny dla Francji pomysłowy bulodrom do gry w bule, czyli petanque.

Dunk - bule Dunk - czwórka

W południe wypłynęliśmy dalej na zachód i znowu pod wiatr…

LM 424: Ostenda->…

8 czerwca, sobota

Już w czwartek wieczorem samochodem przyjechaliśmy we trójkę do Ostendy (Józek Radomański z Nysy, Krzysiek Stańczyk z Warszawy i ja, czyli Bolek Rudnik). Zabrało nam to 12 godzin jazdy.

W piątek odebraliśmy od żaglomistrza zszyty elegancko grot

Grot zszyty

i do wieczora poczekaliśmy na Andrzeja Olszewskiego, też z Warszawy, który wygrał licytację w tegorocznej edycji WOŚP. Andrzej przyleciał z Barcelony.

Dzisiaj rano po śniadaniu mimo przeciwnego wiatru ruszyliśmy na podbój Francji.

Z Ostendy

LM 422: Amsterdam-Ostenda, podsumowanie

1 czerwca, sobota

W czwórkę wypłynęliśmy z Amsterdamu i na chwilę przycupnęliśmy w IJmuiden. Przeskoczyliśmy do Scheveningen, gdzie czekaliśmy trzy dni na dobry wiatr, a tym czasie odwiedziliśmy autobusem Hagę. Zakończyliśmy rejs w Ostendzie (Oostende) w Belgii.

Przepłynęliśmy 127 Mm w czasie 26h30′, z czego 18,5 h na żaglach. Chcieliśmy dopłynąć do Francji, ale znów warunki pogodowe nie pozwoliły na to. Dziękuję załodze!

IJmuiden – Scheveningen

26 maja, niedziela

W IJmuiden po przejściu ostatniej śluzy przycupnęliśmy na noc. Te śluzy, to ciekawa rzecz.  U nas trzeba czekać na konkretną godzinę, odpowiednio szykować się i zawsze jest trochę stresu. Tu na całej trasie od Den Helder śluzy i mosty zwodzone są otwierane kiedy tylko podpływa się. Nawet nie trzeba nikogo zawiadamiać. Wstrzymywany jest ruch samochodowy, żeby taka nawet pojedyncza jednostka żaglowa, jak Lady Melina, mogła swobodnie, bez zatrzymania się przepłynąć na drugą stronę przeszkody. Za darmo.

Rano na spokojnie po śniadaniu i ablucjach wyruszyliśmy z wód wewnętrznych na morze. Wiał spokojny wiaterek, na bajdewindzie i wspomagającym prądzie płynęliśmy sobie w prawie odpowiednim kierunku. Tuż przed docelowym na dzisiaj Scheveningen rozpętała się burza z piorunami i gradem. Dziób i rufę było widać, ale poza nimi biała ściana deszczu i wiatr w porywach do 80 węzłów. Przez godzinę pioruny waliły dookoła. Ale oczywiście daliśmy radę!

Scheveningen - przed burzą

Im bardziej na zachód, tym drożej. Może niewiele, ale jednak. Stanęliśmy w marinie dookoła szczelnie oblepionej wieżowcami. W porównaniu z przecudownym Hoorn – kicha.

Scheveningen - marina Scheveningen - perkoz

LM 421: Cuxhaven – Amsterdam, podsumowanie

25 maja, sobota

Przepłynęliśmy z Cuxhaven w Niemczech do Amsterdamu w Holandii 263 mile w czasie 58 godzin, z czego więcej niż połowę na żaglach. Odwiedziliśmy najbardziej na zachód wysuniętą niemiecką wyspę fryzyjską Borkum, holenderskie Den Helder u wejścia od północy na morze wewnętrzne, przeczekaliśmy burzę na kotwicy, staliśmy dwa dni przy kei miejskiej w uroczym Hoorn.

Bardzo dziękuję całej załodze.

Amsterdam - kaczuszka LM

Płyniemy!

9 maja, czwartek

Nie miałem czasu nic napisać, bo trwała gonitwa przy przygotowaniach LM do pierwszego rejsu. Mam nadzieję, że nadgonię relacje.

Teraz etap prowadzi Maciek Rukasz z załogą z Ławeczki. Jesteśmy aktualnie (godz. 1958) w morzu między Świnoujściem a Stralsundem.

I kolejny

21 kwietnia, niedziela

Od czwartku wieczorem do soboty wieczorem w dalszym ciągu staraliśmy się porządkować bałagan na Lady Melinie tym razem w czteroosobowym składzie. Oczywiście pod kierownictwem Wojtka Codrowa, znowu z Andrzejem Szlezakiem i – po raz pierwszy od dłuższego czasu – z Maćkiem Rukaszem. Maciek, a w zasadzie jego żona Danusia, wpisali się ciastem. Na zdjęciu ciasto i bałagan:

Maciek R. i Wojtek C. Bałagan

Z pięknych rzeczy należy odnotować m.in. sprawność kingstona i wyglancowane przez Bogusia Skotnickiego chronometr i barometr.

LM o północy Wypolerowany chronometr i barometrNastępny wyjazd w środę. Kto jest chętny? Zapraszam do współpracy!

I następny

16 kwietnia, wtorek

Przyjechałem w czwartek wieczorem. Czarek Z. dojechał w piątek, a w sobotę Wojtek C., Andrzej Sz. i Boguś K. Zameldował się też Maciek K. vel Gajowy ze Szczecina i na dodatek szkutnik Wojtek J. I wszyscy mieli robotę!

Czarek przykręca Andrzej z czołówką Boguś przy klapie Gajowy przy kabestanieRozmowa z Obcym Wojtek zafrasowany

Były też przyjemniejsze momenty. Nadmieniam, że dżemik Miry od Czarka został wręcz wylizany.

Dżemik B z kawą

W niedzielę wyjechała trójka, a w poniedziałek dwójka. Wracamy znowu w czwartek. Roboty nie brakuje – chcesz wspomóc?

Następny roboczy weekend

8 kwietnia, poniedziałek

Tym razem pojechaliśmy znowu we trójkę, ale oprócz Wojtka był z nami Czarek Zwarycz. Przywiózł ze sobą pyszny chleb pieczony przez swoją żonę Mirę

Czarek i chleb

Dookoła nas, nad naszymi głowami latały sobie jachty. Widać, że już wiosna.

Latające jachty Czarek i zbiornik

Znowu parę robót udało nam się zrobić, m.in. zainstalować nowe panele solarne. Roboty jest jeszcze mnóstwo – może ktoś miałby ochotę nam pomoc? Przyda się każda para rąk.

A w drodze powrotnej tradycyjnie odwiedziliśmy krokodyla, tuż obok przewspaniałej, bezsensownej rolniczej blokady węzła Myślibórz na A3 i odcinka do Gorzowa.

Krokodyl

U takielmistrza

29 marca, piątek

Zakończyliśmy wreszcie umówioną od pół roku wizytę u p. Mirosława Marciniaka.

LM u takielmistrza

Wymieniliśmy roler wewnętrznego foka samohalsującego, wymieniliśmy wszystkie relingi  dookoła LM oraz dokonaliśmy przeglądu i serwisu takielunku stałego, czyli want.

LM nowy roler LM nowy reling

Płynąc z Wojtkiem Codrowem w piątek tuż poświcie z Dąbia na Gocław mieliśmy po drodze piękne widoki.

LM Wojtek LM łabędź LM namorzyny Szczecin LM przemysłowy Szczecin