Coll – Skye

23 lipca, wtorek

Wczoraj odcinek między wyspami Coll a Skye i postój na kotwicy w Loch Dunvegan.

Coll-Dunvegan

Dzisiaj? Dalej na północ do Stornoway na Hebrydach Zewnętrznych.

Przyszedł mail od Remigiusza: Pływamy w 6 osób. Prowadzi Joasia z załogą podzieloną na 2 wachty. Jedną prowadzi Rajner, drugą ja. Dwóch załogantów jest w wachtach nawigacyjnych, trzeci spędza dobę w kambuzie. Pogoda generalnie jest do kitu. Pierwszego dnia dużo deszczu i trochę wiatru, który wskazywał gdzie mamy płynąć. Drugi dzień mniej deszczu, mniej wiatru i zero słońca. Trzeci dzień zero deszczu, trochę wiatru, który znowu pokazuje gdzie płynąć, za to sporo słońca. Pani kapitan zażyła kąpieli morskiej w drodze. Reszta nie zaryzykowała. Generalnie już przepłynęliśmy na silniku tyle co we wszystkich (no prawie) moich wcześniejszych rejsach, ale jak zapewne podglądasz, trasę robimy. (…) Z resztą jakoś sobie radzimy i delektujemy widokami z okolicy. Przesyłam zdjęcie z mroźnego dzisiejszego poranka”.

Etap 430: Wokół Szkocji

21 lipca, niedziela

Wczoraj Lady Melinę w marinie Oban przejęli we władanie Joanna i Remigiusz Trzaska wraz z ekipą wrocławską. Nie zamierzają po raz trzeci w tym sezonie kazać LM przepłynąć Kanał Kaledoński, a odwiedzą Hebrydy Zewnętrzne i wcisną się w cieśninę Pentlad Firth. Dzisiaj wieczorem stanęli na kotwicy w zatoce przy miejscowości Arinagour na wyspie Coll. Oto dowód:

Oban-Coll

Zwięzły sms ze Szkocji

18 lipca, czwartek

Do napisania smsa wytypowano Andrzeja D.: „OK, no to przeszliśmy Kanał Kaledoński. Dwa dni pod górę i tyleż w dół. Na Lady Melinie, rzecz jasna. Piękne widoki.
Towarzystwo, miejsce, jacht – istota żeglarstwa, czy kanalarstwa raczej – wszystkie są.
Kanał Kaledoński to piękne miejsce. Widoki jak z serialu Outlander. Atrakcje zapewniają śluzy występujące w wielkiej obfitości. Z ręki nam jadły.
Polecamy Kanał Kaledoński na Lady M.”

Campbeltown – to już Szkocja

3 lipca, środa

Trasa 42f

Wyjście z portu w Douglas na wyspie Man musieliśmy zaplanować między wchodzącymi i wychodzącymi promami. Prognoza nie była optymistyczna, zakładała 4 do 6 Bft w twarz z tendencją spadkowa. O godzinie 1955 oddaliśmy cumy i skierowaliśmy Melinę na północ. Po wyjściu w morze prognoza okazała się fałszywa. Zaczęło się od 6 i nie zamierzało na tym skończyć, im dalej w morze tym więcej na liczniku (licznik nie działa poprawnie). Po wyjściu z cienia wyspy fale wraz z nasilającym się wiatrem zasiały w nas ziarno zwątpienia. Jednak Melina na bejbi foczku i bezanie dzielnie cięła przelewające się przez pokład fale, więc kontynuowaliśmy halsówke w obranym przez nas kierunku. Nad ranem Manannan (według mitologii irlandzkiej bóg morza i pogody) pozwolił nam odetchnąć redukując siłę wiatru z 8 o połowę. Po odczytaniu najnowszej prognozy, perspektywa zbliżającego się jeszcze silniejszego sztormu zmieniła nasze plany z Belfastu na Campbeltown znajdujące się bliżej portu docelowego Glasgow. Dopłynęliśmy tam po łącznie 30h i 130nm od wyjścia z Douglas.
Obecnie oglądamy nasilający się wiatr z deszczem z baru popijając szkocką whisky.

Maciek

Man

1 lipca, poniedziałek

Na moje WhatsAppowe pytanie „Maciek, jak się udał przeskok na Man?” uzyskałem następującą odpowiedź:

„Przeskok udany, był mały problem z miejscem w Douglas, postawili nas przy pomoście promowym. Wchodziliśmy o 0200 w główki portu. Po 30 min kręcenia się w basenie portowym i gadaniu z kapitanem przez radio zaparkowaliśmy. 

Bardzo miła i pomocna obsługa portu. Piękna pani odbierała od nas cumy.

Man LM w nocy

Przelot zajął 18h. Połowa na żaglach, po południu zdechło, więc trochę na dieselgrocie, a jak zgasło całkowicie zrzuciliśmy żagle i końcówka na silniku.

Teraz czekamy na odprawę Coast Guard i idziemy zwiedzać.

Planowane wyjście z portu dziś wieczorem, nie możemy stać długo przy tym pomoście ponieważ obsługuje jednostki komercyjne.”

Man załoga Man LM w dzień

Etap 427: Dublin-…

30 czerwca, niedziela

Już w piątek wieczorem na pokład Lady Meliny zawitał kapitan Maciek Mnich z wrocławskich Sharks-ów i Zbyszek Konrady. Nastąpiło przeszkolenie z obsługi LM i zbratanie. W sobotę dołączyli Agata Tołłoczko i Marcin Markiewicz. Pewnie też było przeszkolenie i zbratanie (zsiostrzenie), ale mnie już tam nie było. W niedzielę rano, po  nocnym wyokrętowaniu Francuzek z poprzedniego etapu, ruszyli przy sprzyjającej wodzie i prądzie. Ku Szkocji.

Etap 426 Falmouth-Dublin (podsumowanie)

29 czerwca, sobota

Tydzień spędzony z trzema Francuzkami był bardzo ciekawy i obfity w wrażenia przede wszystkim kulinarne :) za co bardzo dziękuję!

Anglia-Walia-Irlandia 426

Z angielskiego Falmouth w Kornwalii, przez ostatni na południowy zachód wysunięty port brytyjski Newlyn, przez walijski Milford Haven, przez irlandzki Arklow dotarliśmy pod Dublin do Dun Laoghaire. Przepłynęliśmy 282 Mm w czasie 59 godzin i niestety, mimo płynięcia w poprzek Kanału Bristolskiego i Morza Irlandzkiego, ponad połowę drogi na silniku.

Ja odjechałem w południe, ale dziewczynki zostały jeszcze przez cały dzień :)

Dub drinki Dub występ Dub AGM i baloniki Dziewczyny, dziękuję i do zobaczenia!

Arklow, Irlandia

27 czerwca, czwartek

W środę rano urzędnik śluzowy w Pierhead zezwolił nam na wypłynięcie przez śluzę z mariny Milford. Skwapliwie skorzystaliśmy i w dwie godziny byliśmy przy wyspie Skomer – wyspie ptaków. Dwie godziny w ciszy obserwowaliśmy maskonury, czyli puffiny, różne mewy i inne ptaszyska. Jeśli chodzi o ciszę, to myśmy ją zachowywali, ptaszory się darły.

Mil-Ark dziewczyny i ptaki Mil-Ark skała i ptaki

 

Mil-Ark maskonury Mil-Ark maskonur

Przez cały dzień pokonywaliśmy dzielnie na silniku Morze Celtyckie pożywiając się zupą rybną.

Mil-Ark AGM zupa na pokładzie Mil-Ark AGM w drodze

Mil-Ark zachód Mil-Ark AGM o zachodzie

Dopiero wieczorem wreszcie przywiało i ciemną nocą dotarliśmy do Irlandii. Osiedliśmy w Arklow.

Ark Aurelie Irlandka Ark główki portu z grajkiem

A dzisiaj… Jak Irlandia, to oczywiście Guinness!

Ark Guiness Time Ark plakat Ark pub A i B Ark B i Guiness

Znak czasów – puste kościoły, pełne puby…

Ark kościół Ark pub kontuar

A miasteczko, jak miasteczko – ładne. I Lady Melina na rzece Avoca też ładna.

Ark most i widok Ark LM na rzece Avoca

Milford Haven, Walia

25 czerwca, wtorek

Po całodobowym rejsowaniu przez Morze Celtyckie w poprzek Kanału Bristolskiego, niestety prawie cały czas na silniku, ciut przed dziewiątą rano, tuż przed wysoką wodą osiedliśmy w marinie Milford Haven. To „tuż przed wysoką wodą” było ważne, bo za dziesięć minut zamykano śluzę i musielibyśmy pikołkować na kotwicy 3 1/4 h, żeby nam ją otworzono. Taki to urok pływania po wodach pływowych.

Cały dzień dla nas. Będzie na pewno ciekawie :)

Tak, było ciekawie. Najpierw Gloria i Aurelia przyniosły z targu specjały i przygotowały to-to  wstępnie na kolację.

Mil krab Mil krab i małże

Potem wybraliśmy się na wycieczkę pieszą po okolicy. Widoki najpierw nie powalały, ale później całkiem-całkiem było ładnie. Nogi weszły nam do d…

Mil drogowskaz Mil rurociąg Mil zatoczka Mil spacer

No i nadeszła kolacja…

Mil AiG za stołem z krabem Mil MiB za stołem z krabem

Mil narzędzia Mil małże na obiad

Po tym były jeszcze banany flambirowane, ale ze względu na przepisy p.poż. nie pokażę tu  odpowiedniego filmiku. A szkoda…

Etap 426: Falmouth-…

22 czerwca, sobota

Po południu po długiej podróży autobusem z Londynu dotarłem do Falmouth w Kornwalii, na prawie sam czubek południowo-zachodniej Anglii.

Fal łódki Fal miasto

Spory port z ogromną ilością jachtów stojących i przy pomostach, i na kotwicy.

Fal port2 Fal port1

Czekały już na mnie trzy załogantki, Francuzki – Małgosia, Glorie i Aurelie.

Fal załoga Fal omlet

Po miłym zapoznaniu się Gloria przygotowała najprawdziwszy francuski omlet.

Etap 425: Cherbourg-…

18 czerwca, wtorek

W sobotę przyjechali Amadeusz i Antek, którzy pod dowództwem Łukasza Chołaja mają, zgodnie z zaleceniem p. Napoleona, przepłynąć z kontynentu do Anglii.

425 ekipa

Z rozmów telefonicznych i podglądu z AIS wiemy, że w niedzielę w nocy dopłynęli do Weymouth, w poniedziałek się odprawili i we wtorek popłynęli do Torguay. Czekamy na ich relacje i zdjęcia.

LM 424: Ostenda-Cherbourg (podsumowanie)

16 czerwca, niedziela

Wczoraj rano pociągiem do Paryża odjechali Andrzej i Krzysiek. Dzisiaj odlecieli samolotem do Warszawy. Wczoraj w południe samochodem przyjechała ekipa na następny etap. Dzisiaj z Józkiem tym autem ruszyliśmy do Ostendy i już wygodnie i elegancko we dwójkę dwoma autami dotrzemy z przerwą w Eindchoven w dwa dni w poniedziałek do Wrocławia. Uff.

W trakcie etapu 424 przepłynęliśmy 250 Mm w czasie 58 godzin. Na początku musieliśmy płynąć głównie wykorzystując silnik, ale dwa najdłuższe przeskoki zrobiliśmy głównie na żaglach. Wypłynęliśmy z Ostendy w Belgii, we Francji odwiedziliśmy Dunkierkę, stanęliśmy na dwa dni w Boulogne-Sur-Mer i też na dwa dni w Fecamp, a skończyliśmy w Cherbougu.

424 Francja, Anglia

Dziękuję za rejs i związane z nim doświadczenia.

Cherbourg

14 czerwca, piątek

Po dniu przerwy w czwartek o świcie ruszyliśmy z Fecamp prościutko na zachód. Przez cały dzień pięknie wiało od lądu. Ale wieczorem przywiało…

Che Józek Che Andrzej

Przywiało nas do Cherbouga. Jak zwykle po ciemku chodziliśmy w główki portu. Uff.

W mieście przywitał nas pan Napoleon Bonaparte, który nakazał nam przygotować się i ruszyć na podbój Anglii.

Che Napoleon z daleka Che Napoleon z bliska

Jak Cherbourg, to wiadomo parasolki z Cherbourga, więc odwiedziliśmy wytwórnię. Ceny z kosmosu, ale za drugim podejściem Józek się zdecydował nabyć jedną z nich. W ten sposób stracił majątek.

Che parasolki1 Che parasolki2

A tak w ogóle, to miasto jest bardzo ładne – spójrzcie:

Che karuzela Che uliczka3 Che uliczka2 Che uliczka1

Oczekujemy na następną ekipę.

Fécamp

12 czerwca, środa

Wstawiennictwo Notre Dame de Boulogne chyba podziałało – prawie całą drogę we wtorek od świtu przepłynęliśmy spokojnie na żaglach. Do północy. Tuż po wpłynęliśmy do portu i mariny Fécamp. Nie było to takie łatwe i proste. Na falach przyboju miotani w lewo i w prawo, raźno zostaliśmy wtłoczeni w wąskie główki portu.

Fec marina Fec widok z klifów

Po drodze zmieniał się cel naszego płynięcia. Mieliśmy płynąć do Dieppe, potem do Le Havre, następnie Honfleur. Jednak optymalny okazał się właśnie Fécamp leżący między pięknymi klifami. A na szczycie klifów stoi kościółek. Uroczo to wygląda.

Fec klify Fec kościół na klifach

Pięknym miejscem w mieście jest budynek zakonu Benedyktynów. Benedyktyni musieli z czegoś żyć, więc założyli gorzelnię. Ot, taka tradycja. Fajnie być Benedyktynem.

Fec pałac Benedyktynów Fec destylarnia

Innych interesujących budynków jest sporo. Ciekawe miasteczko i warto było zmienić plany dla niego.

Fec marynarski domek Fec kościół

Po sałatce „przygotowanej” i podanej na obiad przez Andrzeja musieliśmy zaznać przyjemności zjedzenia małży podanych w czterech smakach. Oj, brakuje tu mam jakiejś kobiecej ręki.

Fec sałatka Andrzeja Fec trójka i kobieta

Fec konsumpcja małży Fec małże

Boulogne-Sur-Mer

10 czerwca, poniedziałek

Przez 3/4 drogi halsówka na silniku. Żagle postawiliśmy dopiero za winklem za Calais. Uff. Przed północą dopłynęliśmy do ładnie brzmiącego miasteczka Boulogne-Sur-Mer. Okazało się również ładne z wyglądu, chociaż widok na marinę nie był zbyt atrakcyjny. Cały poniedziałek zrobiliśmy sobie odpoczynek.

Bul marina

Potajemnie, zamiast iść na zakupy, Józek i Andrzej (twierdzi, że z podjuszczenia Józka) poszli zwiedzić „największe w Europie” akwarium. A my z Krzyśkiem w tym czasie tyraliśmy na jachcie.

Bul akwarium Bul małe akwaria Bul rekin i nurek Bul płaszczka

Za karę poszedłem sam zwiedzić starówkę Boulogne. Faktycznie ładna.

Bul obelisk Bul palma i domek

Wstąpiłem również do katedry prosić o wstawiennictwo. Mam nadzieję, że udanie.

Bul katedra Bul Notre Dame