LM 76: Z Grecji na Sycylię

21 października, niedziela

Od wczoraj na Lady Melinie znajduje się nowa załoga, którą zorganizował Michał Martynik, a której kapitanem jest Wojtek Codrow. W jej skład wchodzą jeszcze Bożena, Kamila, Robert, Michał i Darek – razem 7 osób. Celem ich tygodniowego rejsu jest Katania na Sycylii.

Przylecieli na Korfu w nocy z piątku na sobotę. Po porannych przygotowaniach ruszyli na morze. Sądziłem, że opłyną wyspę od północy, a oni skierowali się na południe. Okazało się, że chcą posmakować jeszcze greckich przysmaków i do realizacji tego wybrali miasteczko Lakka w pięknej zatoczce na wyspie Paxos. Na moją wieczorną zaczepkę Michał odpowiedział SMS-em: „Już śpimy. Rano pobudka i skok do Włoch. Ale w knajpie byliśmy na bardzo dobrej kolacji”.

Dzisiejszym niedzielnym rankiem faktycznie ruszyli na zachód. Powodzenia na szerokim Morzu Jońskim!

Agia Efimia na Kefalonii

12 października, piątek

W zasadzie nic się nie działo, oprócz tego, że rano pokręciliśmy się po porcie w poszukiwaniu wody, a po zatankowaniu umyliśmy pokład.

A potem puściliśmy się, z początku na silniku, a pod wieczór na żaglach, na Morze Jońskie. Tak się puściliśmy, że zapuściliśmy się na wyspę Kefalonia do porciku Agia Efimia.

Messolonghi

11 października, czwartek

Poranek zaczęliśmy ambitnie. Wejście na górującą nad miasteczkiem twierdzę trwało ponad godzinę. Mieliśmy stamtąd piękny widok na Zatokę Koryncką, Most Patraski i miasteczko ścielące się u naszych stóp. Sama twierdza broniła się skutecznie. Tak skutecznie, że nie weszliśmy do jej wnętrza. Pokonał nas bez jednego wystrzału strajk obsługi.

Zdruzgotani taką sytuacją wsiedliśmy na nasz okręt i popłynęliśmy zdobywać następne warownie. Padło na Messolonghi. Długi, dwuipółmilowy kanał i podstępne rozlewiska wokół nie były dla nas przeszkodą. A brak jakiejkolwiek obrony pozwolił nam zdobyć port, a następnie miasteczko. W nagrodę napiliśmy się ouzo. Ono nas pokonało.

Nafpaktos (d. Lepanto)

10 października, środa

Wreszcie ładnie powiało i zawiało nas do pięknej miejscowości Nafpaktos z jeszcze piękniejszym malutkim, okrągłym porcikiem znajdującym się za murami obronnymi miasta. Stoimy tu jako jedyny jacht wśród kilkunastu łódeczek rybackich. Jest przepięknie.

IMAG6698m IMAG6702m

Niedawno, bo trzy dni temu przypadała rocznica wielkiej bitwy morskiej pod Lepanto z roku 1571, która odbyła się w bezpośredniej bliskości miasta. My walczyliśmy w knajpie.

DSC_7278m DSC_7285m

Galaxidi i Delfy

9 października, wtorek

W oczekiwaniu na Andrzeja, wynajętym autem pojechaliśmy do pobliskich Delf. Znane są one m.in. z kapłanki Pytii ze świątyni Apolla i jej zagmatwanych przepowiedni. Powykręcanymi serpentynami dojechaliśmy do miasteczka z powalającym widokiem na dolinę i zatokę. Najpierw zaszliśmy do muzeum.

IMAG6572m DSC_7175m DSC_7180m DSC_7192m IMAG6573m DSC_7178m IMG_20181009_142453m

Potem zwiedziliśmy wykopaliska.

DSC_7208m IMAG6603m IMAG6588m IMAG6612m IMAG6623m DSC_7252m DSC_7239m IMG_20181009_191634m

Wieczorem dojechał do nas Andrzej.

Stoimy, jak te ciule

8 października, poniedziałek

Godz. 1410: Od rana stoimy na kotwicy w główkach Kanału Korynckiego od strony Zatoki Sarońskiej i czekamy na zmiłowanie obsługi kanału i wpuszczenie nas do środka. Przepuszczają jakieś głupie cargo z holownikami z przodu i z tyłu, a poważnej Lady Meliny nie chcą. Ale jeszcze się doigrają!

Doigrali się o 1510. Po przeczekaniu trzech dużych statków o długości ponad 100 m i szerokości takiej, że ocierały się o brzegi kanału, ruszyliśmy z kopyta.

Tak ruszyliśmy, że po przepłynięciu 6 km za 220 euro, bez trzymanki popłynęliśmy w siną dal, aż zatrzymaliśmy się o północy w ślicznym Galaxidi.

IMAG0007m IMAG6549m IMAG6546m IMAG6548m

Z Aten do Kanału Korynckiego

7 października, niedziela

W sobotę po zatankowaniu paliwa po czubek, zakupach i uiszczeniu, nieco po południu ruszyliśmy w morze. W Morze Egejskie. Wiało siódemką z baksztagu, więc na skrawku genuy płynęliśmy ponad 6 knotów podskakując wesoło na falach.

Na wieczór dopłynęliśmy do mariny Alimos (Kalamaki) w Atenach. Na Lady Melinę czekali już nasi przyjaciele. Powitanie trwało i trwało. Przez pokład i mesę przewinęło się ok. 20 spragnionych żeglarzy. A pożegnaniom nie było końca.

Rano pojawił się Krzysiek i już w piątkę ruszyliśmy na zachód przez Zatokę Sarońską. Już po ciemku dotarliśmy w okolice Kanału Korynckiego. Rzuciliśmy kotwicę i poszliśmy spać w oczekiwaniu na poranną przeprawę.

Jesienne Lavrio

5 października, piątek

Z Wrocławia samolotem do Aten i dalej busem do Lavrio dotarła na Lady Melinę następna grupa śmiałków. Na razie jest nas czwórka wrocławiaków: Lidka, Jurek, Leszek i ja, ale w niedzielę dotrze Krzysiek z Katowic i we wtorek Andrzej z Wrocławia.

W samolocie tłum żeglarzy. Spotkaliśmy kilku znajomych i serdecznie sobie z nimi pogadaliśmy. Być może spotkamy się z nimi jutro w marinie Alimos (Kalamaki) w Atenach skąd czarterują łódki, a my odbierzemy Krzyśka.

W marinie Lavrio nasz jacht zastaliśmy w bardzo dobrym stanie. Po ostatnim cyklonie Zorbas, który przeszedł tydzień temu przez okolicę, mamy jedynie otarcie na prawej burcie od opony ochraniającej betonową keję. Przesympatyczny kapitan mariny opowiedział nam o tym, co się działo w porcie podczas sztormu. A działo się.

Tradycyjnie poszliśmy do tradycyjnej knajpki.

LM 74,75: Ateny – Korfu

25 września, wtorek

U nas już jesień i zrobiło się zimno. Lady Melina niestety nadal stoi przy kei w Lavrio, ale niedługo zaczną się nowe etapy wyprawy na ciepłym południu. W pierwszym rzucie już za parę dni popłyniemy z Morza Egejskiego przez Kanał Koryncki na Morze Jońskie. Oto planowana trasa:

Lavrio-Korfu1

Odwiedziny w Lavrio

15 września, sobota

„Pozdrowienia z Grecji”. „Lady Melina ma się dobrze, stoi w zacisznym, choć prestiżowym miejscu”. „Tak Lady sobie stoi”.

mms_img2653240231875324029 20180916_120105 Resized_20180915_182302 Resized_20180916_115057

Takie miłe smsy otrzymałem od Darka G., Krzyśka B. i Bogusia K. W Lavrio kończyli swój rejs z Zakyntos wokół Peloponezu płynąc na całkiem innej łódce. Dziękuję za kontrolę!

A swoją drogą, szkoda, że w takim pięknym okresie Lady Melina stoi, a nie pływa. Ech…

Urlop?

7 września, piątek

Kapitanowie! Żeglarze!

Lady Melina dotarła do półmetka swojej tegorocznej wyprawy. Kontynuowałaby swoją grecką przygodę, ale we wrześniu, z przyczyn losowych, wypadło aż trzech kolejnych prowadzących wraz z załogami. Jeśli macie ochotę, Lady Melina czeka na Was w Lavrio koło Aten od teraz do końca września.

Bolek Rudnik w imieniu Yacht Clubu Melina Wrocławskiej Asocjacji Przyjaciół

Etapy 67 i 68 – epilog

29 sierpnia, środa

Plany są po to, żeby je realizować. Ale też po to, aby w razie niekorzystnych warunków, móc je zmienić. Tak stało się tym razem. Dwuosobowa wyprawa pod silny wiatr miałaby słabe szanse powodzenia, a zmęczenie odebrałoby przyjemność realizacji celów, czyli dotarcia na Morze Czarne przez Dardanele, Morze Marmara, Stambuł i Bosfor. Na dodatek konieczność dopełnienia greckich formalności zabrała nam cztery dni, a czekałyby jeszcze formalności tureckie. Niestety nie dotknęliśmy Morza Czarnego, celu tegorocznej wyprawy.

LM 67,68 Sporady1

Ale dotarliśmy na Sporady i opłynęliśmy Eubeę, czyli zrobiliśmy coś całkiem nowego. I na tym m.in. polega idea Wrocławskiej Asocjacji Przyjaciół.

W trakcie naszego 12-dniowego rejsu przez cztery pierwsze dni zwiedzaliśmy Kymi wzdłuż i wszerz, w górę i w dół. A potem we dwójkę z Hanią przepłynęliśmy w 78 godzin nieco ponad 270 mil, w tym na żaglach 42 godziny. Odwiedziliśmy wyspy Skyros, Alonnisos i Skopelos, byliśmy w dwóch porcikach na Eubei (Orei i Panagia), na kontynencie w Theologos i Rafinie, sforsowaliśmy most w Chalkidzie. Ostatecznie osiedliśmy w Lavrio niedaleko lotniska w Atenach. Fajnie było!

Intensywna końcówka

28 sierpnia, wtorek

Rano mieliśmy przejść się jeszcze raz po miasteczku i sfotografować domki stojące tuż-tuż nad wodą, bardzo stare drzewa, których korzenie czerpią wprost z wody morskiej, te wszystkie delfinki, koniki morskie, kwiatuszki, piratów i inne pierdółki zdobiące to naprawdę ładne miejsce. Piękne plany. Jednak wieczorny spokój trwał krótko.

20180828_023324m

Już przed północą zachmurzyło się i zaczęło wiać od otwartej zatoki prosto w dziób. Na wszystkich trzech jachtach stojących przy kei (każdy z załogami dwuosobowymi) trwała wachta kotwiczno-kejowa. Jachty skakały góra-dół niebezpiecznie zbliżając się rufami do betonowego nabrzeża. Około 3 w nocy nie wytrzymał Grek z lewej na łódce przypominającej Cartera i odpłynął. Do rana trwała stała kontrola trzymania kotwic u nas i u Rosjanina z prawej. My, Słowianie, utrzymaliśmy pozycje do rana. Już za widnego jeden po drugim z ulgą odpłynęliśmy. Z wody zrobiłem kilka zdjęć.

20180828_103420am 20180828_104317m

Bajdewindem na żaglach skacząc na falach opłynęliśmy skalistą wyspę, a następnie kiwając się mocno na boki pełnym baksztagiem popłynęliśmy do Rafiny. Tam w północnym, nowym porcie nie było wolnego miejsca, a w południowym, starym, już po przycumowaniu do kei policja portowa odradziła nam zostawienie jachtu na dłużej ze względu na niebezpieczne duże zafalowanie przy wiatrach wschodnich. Odpłynęliśmy dalej na południe. Spotkany wcześniej Piotrek Kasperaszek ułatwił nam kontakt z Petrosem z Lavrio. Tak, tam miejsce czekało już na nas. Już po ciemku stanęliśmy Lady Meliną przy kei na muringach. Porządki i, jak zwykle…, pół kilo wina.

20180828_220953m

Słodka Panagia

27 sierpnia, poniedziałek

W zasadzie dzisiaj się nic nie działo. Oprócz tego, że, jak na nas, wcześniej wstaliśmy. Spaliśmy w Chalkidzie stojąc na kotwicy między mostami, starym i nowym. Nie wiało nic, więc przepłynęliśmy pod tym nowym na silniku. Dalej nic nie wiało, więc tak terkotaliśmy następne 7 godzin.

20180827_092714m 20180827_093442m 20180827_101659m 20180827_103304m

U nas nic nie wiało, ale wokół szalało. Szalało, grzmiało i waliło piorunami raz w kontynent, raz w wyspę. A w nas trafiło tylko paroma kroplami deszczu. A jak na koniec zawiało, to na żaglach dowiało nas do malutkiej zapomnianej gdzieś-tam mieścinki Panagia na samym końcu zatoczki zupełnie nie po drodze, znowu na wyspie Eubea.

20180827_194404m

Skaliste dno spowodowało konieczność trzykrotnego rzucania kotwicy, ale wreszcie kotwica chwyciła. Krótka wieczorna wycieczka zaowocowała stwierdzeniem „Słodka Panagia”. Tu warto przypłynąć.

Chalkida

26 sierpnia, niedziela

Godz. 1915. Stoimy przed mostem w Chalkidzie. Most być może zostanie otwarty o godz. 2230. Być może. Czekamy.

20180826_194629m

Ale od początku. W malutkim Teologos, w niedzielę(!), zakupiliśmy świeże, jeszcze gorące, pieczywo. Zapłaciliśmy jedynie 80 eurocentów i się cieszyliśmy, że tak mało dzisiaj wydamy. To niestety nie był koniec. Przyszłość okazała się czarniejsza od Morza Czarnego.

Płynęliśmy, jak zwykle i tak, i siak, na golasa i w tekstyliach, popijając napoje z palemką i nie popijając, z kąpielą na środku szerokiej wody i bez kąpieli. Ot, posuwaliśmy się.

20180826_132618m

Najgorsze przyszło, kiedy w Chalkidzie podeszliśmy załatwiać formalności przed przepłynięciem pod mostem (a w zasadzie obok mostu, bo ten się rozsuwa). Wyobraźcie sobie, że kazano na zapłacić 150% stawki, czyli 62,39 euro, bo… w niedzielę nie pracują.

Z tego wszystkiego poszliśmy do znajomej z poprzedniego etapu knajpki Delphini z przemiłą panią Elżbietą i tam utopiliśmy smutki (pół kilo). A przy okazji zjedliśmy wspaniałą wołowinę z cebulami w sosie ziołowym i musakę.

20180826_204734m

W prezencie od Elżbiety dostaliśmy pyszne winogrona, zimnego arbuza i na dodatek ogromną kiść winogron na wynos.

Przejście Old Evripos Bridge pod już niewielki, bo raptem 2 węzłowy, prąd trwało raptem 2 minuty. Za prawie 270 zł!

Dookoła Evii

25 sierpnia, sobota

Evia, to inaczej Eubea (to tak dla jasności).

Dzisiaj tylko nieco wcześniej udało nam się odcumować, bo aż prawie godzinę przed południem i tym sposobem zaczęliśmy kontynuację zastępczego manewru okrążającego. Raz na żaglach, raz nie, dotarliśmy do zachodniego skrawka wyspy, do wysepek Lichades. Nazywane są one greckimi Seszelami lub Malediwami w pigułce. Faktycznie ładne.

Przecisnęliśmy się obok przylądka Lithada i wypłynęliśmy na przestwór wód oddzielających Grecję od wyspy. I tak, znowu gnani wiaterkiem, albo dieselkiem, osiedliśmy wreszcie na lądzie stałym, czyli na kontynencie. Trafiła nam się jeszcze mniejsza miejscowość rybacka, a porcik nazywa się Limeniskos Agios Ioannis Theologos. Prawda, że niekonwencjonalnie?

W tym malutkim miejscu niekonwencjonalny był również potwór, obok którego stanęliśmy.

20180826_094839m 20180826_104849m

A reszta tradycyjnie piękna i spokojna.

20180826_093312m 20180826_093541m 20180826_094624m 20180826_093921m

Stan w scrabble 2:0 (wynik drugiego pojedynku niewarty wzmianki…)

Czarne? Nie! Niestety…

24 sierpnia, piątek

Jak pewnie niektórzy znawcy już zauważyli nie płyniemy w kierunku północno-wschodnim, a południowo-zachodnim. Na taki stan spraw złożyły się trzy rzeczy: pogoda, a w zasadzie niekorzystne kierunki wiatru, załoga i sprawy administracyjne. To na razie tyle wyjaśnień. Nowy cel, to Lavrio lub Rafina w pobliżu lotniska w Atenach.

Wystartowaliśmy ze Skopelos nieśpiesznie. Rozłożyliśmy żagle i tak popychani leciutkim tchnieniem przepłynęliśmy obok bardzo gwarnych i ruchliwych wysepek rozsianych wokół Skiatos, co rusz to atakowani różnego rodzaju pływadłami. Współpracujący fok z genuą świetnie dawały sobie wspólnie radę czy to z jednej, czy z dwóch stron.

20180824_143452m 20180824_143519(0)m

O 22-giej dotarliśmy do cichego porciku rybackiego Orei w północnej części Eubei w przesmyku oddzielającym wyspę od kontynentu.

20180825_103650m 20180825_110336m 20180825_104518m 20180825_104619m

Już na wodzie czuć było zapachy smażonych i przypiekanych owoców morza. Mimo wypełnionych restauracji nie było tłoczno – to nie moloch turystyczny, a skromna miejscowość głównie dla Greków.

W knajpce zjedliśmy krewety (duże) i small fishki (małe). Do tego tradycyjnie pół  kilo białego. Ciekawostką był młody kelner, który wszystkie czynności wykonywał biegiem. Należał mu się napiwek.

PS. Scrabble na wodzie 332:290

Zielone Sporady

23 sierpnia, czwartek

Wczoraj wieczorem ruszyliśmy. Od razu na żaglach. Najpierw znowu przepłynęliśmy ciaśniutką cieśninkę Valaxa Bay, a potem halsując między wysepkami i skałkami wpłynęliśmy w ciemność. Meltemi zdechło. Północ zastała na pokładzie samotną Hanię w towarzystwie diesla. Towarzyszył jej również księżyc w drugiej odsłonie. Zmorzona trudami o drugiej obudziła drugą połówkę. Drugiej połówce przywiało. Na eksperymentalnej kombinacji genua, fok, grot na drugim refie i bezan na drugim refie druga połówka dopłynęła w pobliże wyspy Alonnisos.

Ożywcza kąpiółka w szmaragdowej wodzie zatoczki Megali Mourtia Cove orzeźwiła zdechłą załogę. Cóż robić w życiu? Postanowiliśmy odpłynąć z gracją w kierunku wyspy Skopelos. Na Skopelos kręcono parę lat temu film Mamma Mia! z całą plejadą. Kastri Pt. stał się naszym chwilowym celem.

20180823_154116m 20180823_170422m

Wziąwszy Skopelos od północy zawinęliśmy wieczorem do rybackiego porciku Loutraki (6,14 euro). Ładnie tu.

20180824_113052m 20180824_110528m 20180824_110851m 20180824_120722m

Skyros

22 sierpnia, środa

Prysznice zdobyte! A było to tak: Rano w zatoczce zjedliśmy śniadanie. Nie wzruszyło nas nawet to, że był znowu duj i wlekliśmy kotwicę z gamułą błota i wodorostów. Nasyceni odpaliliśmy silnik i jak Państwo przycumowaliśmy przy CPN-ie i kazaliśmy sobie nalać. Potem kazaliśmy sobie zrobić miejsce przy kei i poszliśmy na miasto Linaria. Oto widoki:

20180822_134726m 20180822_140739m 20180822_134512m 20180822_133812m

Po zakupach (wino) zdobyliśmy rzeczone prysznice. Ot, proste, prawda?

Po południu ruszyliśmy zdobywać następne Sporady. Te główne.

DEKPA nasza!

21 sierpnia, wtorek

Po zapłaceniu podatku DEKPA (gotówką w banku w mieście Kymi, 5 km serpentynami w górę), otrzymaliśmy oficjalnie w budynku policji portowej książkę z odpowiednimi wpisami, pieczęciami i podpisami i możemy już teraz całkiem legalnie pływać po wodach greckich.

Tak też zrobiliśmy i popłynęliśmy w kierunku wyspy Skyros. Już nie duło, a jedynie pięknie wiało z północy. Szliśmy bajdewindem lewego halsu. Nieśliśmy niekonwencjonalną kombinację żagli: bezan na drugim refie, fok i genua. Mimo długotrwałego wiatru, który ostro wiał w ostatnich dniach, morze nie było rozfalowane – max. wysokość fal, to ok. 1 m. Osiągaliśmy niezłe prędkości 4,5 – 5,5 węzła, co przy takim ożaglowaniu było dla mnie zaskoczeniem.

Wieczorem przepłynęliśmy na żaglach przez wąziutką i płyciutką cieśninkę Valaxa Strait i wobec braku miejsca w porcie Linaria, uciekając przed nadciągającym promem, osiedliśmy na kotwicy w zatoczce Linaria Bay. Jutro atakujemy prysznice.