Koniec pierwszej Portugalii

14 września, sobota

Rano klar na jachcie i końcowe drobne prace bosmańskie, w tym wymiana oleju w silniku. W doskwierającym upale nie chciało nam się już zwiedzać rozpalonego miasta. Odwieźliśmy Johanna do hotelu, a sami we trójkę z Hanią i Józkiem uberem dojechaliśmy na lotnisko.

Na etapach 121 i 122 w trakcie dwóch tygodni przepłynęliśmy 421 mil w czasie 87,5 godziny, z czego aż 60 godzin na żaglach. Wiatry mieliśmy zawsze pełne lub baksztagowe. W Hiszpanii byliśmy w Santiago de Compostela, A Coruna, Camarinas, Fisterra i Vigo, a w Portugalii w Viana do Castelo, Porto, Aveiro, Nazare, Peniche i Lizbonie.

Lizbona

13 września, piątek

Wczoraj przed północą stanęliśmy w Lizbonie w marinie Doca de Alcantara tuż obok ogromnego mostu Ponte 25 de Abril.

Lizbona, to miasto pełne turystów. Pełne, a nawet przepełnione. Na zobaczenie tego pięknego miejsca mieliśmy raptem jeden dzień, a warto tu być i tydzień. Kolejką dojechaliśmy do wieży Torre de Belém i klasztoru Mosteiro dos Jeronimos. Tu dopadł nas upał.

Zabytkowym tramwajem nr 28 dojechaliśmy do centrum obok dworca kolejowego, gdzie w bocznej uliczce w cieniu w malutkiej restauracyjce nawodniliśmy swoje spragnione gardła i zjedliśmy obiad. Stamtąd dalej tramwajem nr 28 dotarliśmy do pięknej starej dzielnicy Alfama u podnóża zamku Castelo de São Jorge.

Późnym wieczorem, po pożegnaniu się z Marcinem, który w nocy miał samolot powrotny, snuliśmy się między tańczącymi na ulicach i biesiadującymi w niezliczonych knajpkach turystami. Po północy zalegliśmy z ulgą w swoich kojach. Uff.

Nazaré i Peniche

11 września, środa

Nazaré okazało się nie takie zwykłe. Wczorajsza wieczorna wycieczka do tawerny w starej części tej rybackiej wioski, to był początek. Dzisiejsza wyprawa kolejką typu „gubałówka” do górnej części wioski i do latarni morskiej na skalistym przylądku wprawiła nas w zachwyt. To tu odbywały się mistrzostwa świata w surfingu. Ogromne fale dochodzą do 30 m wysokości! My oglądaliśmy jedynie zmarszczki – jakieś 6-metrowe. Warto oglądnąć filmiki na Youtube. Piękne miejsce.

Za to leżące 25 mil na południe równie pięknie położone Peniche nie zachwyciło nas. Stara zabudowa rybackiego miasteczka jest niby odnowiona, ale sprawia wrażenie zapuszczonej i opuszczonej. I nawet warownia obronna nie poprawia naszej opinii. Ale i tu warto było przypłynąć.

Rundka pod mostem

8 września, niedziela

Tradycyjnie trzeba było popłynąć z mariny pod most, który nam wczoraj stale towarzyszył. Zrobiliśmy parę kółeczek i przedefilowaliśmy tuż, tuż przy moście, wodząc sztagiem niemal po jego barierkach. Zostaliśmy uwiecznieni na niezliczonej ilości fotografiach.

Filipa odstawiliśmy na najbliższą keję, tuż przy moście. Niestety musiał wracać do domu do małego Antka.

Znowu pchani baksztagowym wiatrem o zachodzie słońca dotarliśmy do malutkiego porciku, Gafanha da Nazare.

Jak zwykle porto w Porto

7 września, sobota

Równiutko o północy wznieśliśmy pierwszy toast białym porto. Była okazja. Ta okazja przewijała się przez calutki dzień. Wyprzedzę i podpowiem, że dobrze ją wykorzystaliśmy.

Ale, żeby nie było, że cały dzień nic, tylko uciechy, to od rana trwały prace bosmańskie. Tuż przed lunchem zjawił się szósty członek załogi, Marcin Krasowski.

Po obiedzie w lokalnej knajpce przeprawiliśmy się promikiem na drugi brzeg rzeki. Następnie zabytkowym tramwajem, takim z lat 40-50 ubiegłego wieku, dotarliśmy do centrum miasta przy moście. Tłum ludzi falował, a my wraz z nim. Zapuściliśmy się w zaułki. W którymś miejscu na sąsiedzkiej impezce zaczął się przepiękny koncert fado. Piękne.

C.d.n

 

A Coruña

31 sierpnia, sobota

Jacht ze Styrkiem przekazaliśmy sobie telefonicznie w autobusach – ja z Santiago do A Coruny, a on z La Coruny do Porto.

Do mariny Real w samym centrum miasta wpadł niemal jednocześnie z nami piąty członek naszej załogi, Johann Joschko. Z Johannem miała dotrzeć jeszcze Ala, ale niestety nie mogła. Bardzo żałujemy, a szczególnie Hania. Po rozlokowaniu się zrobiliśmy duże zakupy i ruszyliśmy w miasto. Oprócz zwiedzania naszym celem była szynkarnia – Jamoneria de Leonesa.

Palce lizać!

Etapy 121 i 122: Pielgrzymi?

31 sierpnia, sobota

Już wczoraj z Wrocławia, a niektórzy z Nysy, samolotem przez Lądek, dotarliśmy do mekki pielgrzymów – Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji. Na razie jest nas czwórka: Józek Radomański i Filip Banach z Nysy oraz Hania i ja.  Po zakwaterowaniu w całkiem znośnym mieszkanku poszliśmy na zwiedzanie i spożywanie.

Zastaliśmy miasteczko pełne turystów i pielgrzymów, przy katedrze tłum, a do posągu świętego Jakuba ogromna kolejka. Oczywiście stanęliśmy w niej i czekaliśmy cierpliwie na bezpośredni kontakt ze Świętym, oczekując łask wszelakich. Doczekaliśmy się.

I poszliśmy na kolację.

Koniec hiszpańskich Biskajów

31 sierpnia, sobota

W sobotę klar na jachcie i wyokrętowanie załogi. Etap 119/120 zakończony!IMG-20190831-WA0011

Dziękuję Styrkowi za obszerne relacje. Z dziennika jachtowego wynika, że w dwa tygodnie przepłynęli 450 Mm, płynąc 115,5 godziny, w tym na żaglach 44,5 h, a na silniku 71 h. Odwiedzili Arcachon we Francji, a w Hiszpanii byli w Hondarribia, Pasajes, Zumaia, Bilbao, Santander, Lastres, Gijon, Viveiro i La Coruna.

Cipango

30 sierpnia, piątek

Na ostatniej prostej do La Coruna nocą wjechaliśmy w nieoznakowaną sieć rybacką.

IMG-20190831-WA0001 IMG-20190831-WA0002

Pomarańczowa bojka od sieci już na pokładzie, niestety lina wkręciła się na śrubę :/
Byliśmy 10 mil od portu. Postawiliśmy żagle, ale że nie było wiatru to się kulaliśmy. W 5 godzin zrobiliśmy 2 mile i ładny dryf wokół izobat :)
W końcu spłynęła na nas „łaska boża” – na hol wzięli nas przemili Francuzi z jachtu Cipango.
IMG-20190831-WA0003 IMG-20190831-WA0004 IMG-20190831-WA0005 IMG-20190831-WA0006 IMG-20190831-WA0007 IMG-20190831-WA0008
Po dwóch godzinach dotarliśmy do portu. Do porto deportivo wciągał nas na wstecznym przekozak z mariny. W marinie udało nam się uporać z linką. Śruba uwolniona.

IMG-20190831-WA0009 IMG-20190831-WA0010

Zaprosiliśmy na jacht Francuzów z Cipango, żeby im podziękować. Pierre (drugi od lewej), Thiery (trzeci od lewej) i Veronique (pierwsza z prawej), to pomocna załoga Cipango, która przyszła nam na pomoc zaraz po pierwszym wywołaniu na radiu.
IMG-20190831-WA0013
Wieczorem poszliśmy zjeść pulpo a la gallega (ośmiornice po galicyjsku). Zalecamy bardzo ten przysmak kuchni galicyjskiej.
IMG-20190831-WA0012

Xixón (po asturiańsku)

27 sierpnia, wtorek

W poniedziałek ruszyliśmy z Santander dalej na zachód. Wiatru mało, więc motor. Na jachcie powstał DieselGrot Book Club. Były też ćwiczenia z komunikacji (na zdjęciu radiooficer w akcji).

IMG-20190827-WA0000 IMG-20190827-WA0002 IMG-20190827-WA0001 IMG-20190827-WA0003

Tuż przed północą dotarliśmy do Lastres.

IMG-20190827-WA0005 IMG-20190827-WA0004

Pozwiedzaliśmy. A że wszystkie miejsca w restauracji były zajęte, popłynęliśmy na rybkę do Gijon.

IMG-20190827-WA0006 IMG-20190827-WA0008 IMG-20190827-WA0007 IMG-20190827-WA0009
Po drodze odparliśmy atak na polska banderę (żart! – nie wiem czy takie coś na stronę).

IMG-20190827-WA0010  To już Gijon.