Messolonghi

11 października, czwartek

Poranek zaczęliśmy ambitnie. Wejście na górującą nad miasteczkiem twierdzę trwało ponad godzinę. Mieliśmy stamtąd piękny widok na Zatokę Koryncką, Most Patraski i miasteczko ścielące się u naszych stóp. Sama twierdza broniła się skutecznie. Tak skutecznie, że nie weszliśmy do jej wnętrza. Pokonał nas bez jednego wystrzału strajk obsługi.

Zdruzgotani taką sytuacją wsiedliśmy na nasz okręt i popłynęliśmy zdobywać następne warownie. Padło na Messolonghi. Długi, dwuipółmilowy kanał i podstępne rozlewiska wokół nie były dla nas przeszkodą. A brak jakiejkolwiek obrony pozwolił nam zdobyć port, a następnie miasteczko. W nagrodę napiliśmy się ouzo. Ono nas pokonało.