Morskie opowieści

11 sierpnia, poniedziałek:

Dobrusia przesyła kolejną relację Pawła. Tym razem mrożącą krew w żyłach – jak to w morskich opowieściach. Radzi: „Radzę przeczytać przed opublikowaniem ;)”. Przeczytałem, poprawiłem dwie literówki i zamieszczam:
Melina — noc czwartek/piątek
Niedopełniony księżyc oświetlał bladą twarzą pokład. Twarz Ochmistrzyni spowił grymas zniesmaczenia co w trupim blasku księżyca sprawiało makabryczne wrażenie.
— Dwa knoty pod tę cholerną falę… — zaklęła szpetnie.
Rzeczywiście robiło się nieprzyjemnie — „słabo”, jak by to powiedział Kapitan, gdyby nie spał. Fala rosła, a wiatr lżał. Obudziłem Trzeciego.
— Kicha jest. Tym halsem nigdzie nie dopłyniemy — powiedziałem.
— Diesel-grot — rzekł trzeci ubierając się na wachtę.
Kapitan potwierdził — no i dobrze, szybciej dopłyniemy, pomyślałem. I już po kilku minutach leżałem w koi z przyjemnym mruczeniem silnika w uszach. Śniłem o pewnym zysku jaki czekał mnie w Dingle.
Obudził mnie odgłos pospiesznej krzątaniny. To trzeci schodzi z wachty, pomyślałem i gdy już wracałem w objęcia Morfeusza do mojej świadomości dotarł fakt, że nie słyszę silnika. Czyżby odkręciło, pomyślałem i postanowiłem wyjrzeć na zewnątrz. Wychylając się z koi ujrzałem widok, który towarzyszył mi podczas tego rejsu w najgorszych koszmarach.
Trzy dupy: Kapitana, Trzeciego i Chiefa wystawały znad dziury po gretingu gdzie ukryłem Artefakt.
— Co robicie? — zapytałem najspokojniejszym głosem na jaki mnie było stać, jednocześnie próbując wymacać ukryty pod poduszką Ochmistrzyni rewolwer.
— Przełączyłem się na lewy zbiornik i wygląda na to że układ się zapowietrzył — odrzekł Chief.
Odsapnąłem z ulgą i zabezpieczyłem z powrotem rewolwer. Uznawszy, że czwarta dupa nic w tej dziurze nie pomoże wróciłem do koi, myśląc o jakim układzie mówił Chief i czy nie jest on zbyt głęboko. Na pewno nie pod powierzchnią cuchnącej wody w zęzie, pomyślałem i zasnąłem lulany przez prowadzącą jacht po wysokiej fali Pierwszą.
Po godzinie obudził mnie przeszywający nocną ciszę wrzask.
— Nieee! — to z pewnością ryczał Chief. Gdyby to był Trzeci lub Pierwsza, nie przejąłbym się specjalnie, ale gdy ryczy Chief… Musiało być naprawdę źle. Zajrzałem do mesy. Kolejny greting leżał odwalony na bok odsłaniając wielki silnik. Ciekawe jak toto działa, pomyślałem. Pierwsza dalej stała za sterem. Pot i morska woda spływały z jej twarzy, co znaczyło że walka z falą jest naprawdę ciężka.
— Co się stało? — zapytałem głupio.
— Już nic — odparł Chief. — Śrubeczka od odpowietrzenia wpadała mi do zęzy, ale złapałem.
— I całe szczęście — z lekkim wyrzutem powiedział Kapitan, który wraz z Trzecim ewidentnie przechodził w tryb zombie. Myśl o tym, że mój sekret mógł zostać odkryty zmotywowała mnie do działania.
— Pomogę wam — oznajmiłem i wyskoczyłem z koi w samych majtkach z Mikołajem. Myśl, myśl, myśl, powtarzałem w kółko w głowie.
— Pompka — powiedziałem szybciej niż pomyślałem — potrzebujemy ręcznej pompki.
— Już szukaliśmy i nic.
— Może gdzieś głębiej jest — powiedział Chief i zaczął zaglądać wgłąb silnika.
— Ja tam wejdę — powiedziałem nie mając pojęcia na co się piszę. Chief usiadł do instrukcji silnika a ja schodząc w dół zacząłem dyskretnie szukać ukrytego Artefaktu. Fala do najprzyjemniejszej nie należała, ale z pomocą trzeciego udało mi się zejść do akumulatorowni. Domknąłem i przesunąłem w głąb skrzynię z Artefaktem, i wychodząc z udawaną rezygnacją na twarzy ujrzałem gumową membranę. Wcisnąłem i usłyszałem gwizd pompowanego powietrza.
— Mam — odpowiedziałem i zacząłem wychodzić. Chief i Trzeci kończyli czytać instrukcję, a Kapitan, ewidentnie uspokojony fachową pracą załogi podsypiał z boku. Nie mogłem dopuścić aby zaglądali za głęboko. Trzeci i Kapitan nie byli problemem. Jednego uspokoiliśmy, a drugi po ciężkiej wachcie nie zauważyłby przepływającego obok tankowca. Trzeba było pozbyć się Chiefa.
Udając że idę do toalety zaszedłem do koi.
— Mała, wstawaj — rzekłem budząc Ochmistrzynię, i widząc że szybko dochodzi do siebie dodałem — Mamy kłopoty, wytriggeruj na radarze fejkowy statek-widmo na kolizyjnym.
— OK — odpowiedziała, i podłączyła swoje PDA do GPS-owego wejścia AISa — Coś wymyślę.
Gdy wróciłem do mesy sprawy wyglądały tak samo: dwa trupy i żołnierz w bitewnym szale.
— Musimy pompować, aż bąbelki wyjdą tędy — powiedział Chief zabierając się do luzowania śrubki na filtrze.
— Zrobię to z Trzecim — powiedziałem, próbując wyszarpać mu klucz z ręki. Nie było to łatwe, więc po chwili poddałem się, licząc że Ochmistrzyni, podoła zadaniu.
— Chief, mamy coś na kolizyjnym — usłyszałem głos Pierwszej z góry i uśmiechnąłem się w myślach.
Kurs kolizyjny w nocy, bez silnika, wydał się Chiefowi wystarczającym argumentem, żeby odpuścić. Kapitan poszedł spać, a Trzeci dogorywał w oparach zęzy. Przez jakiś czas dochodził mnie głos wywołujacego przez radio statek Chiefa, lecz potem przejął ster i dalsze oszukiwanie AISa stało się niepotrzebne. Pozostało jedynie odpalić silnik.
Ciężko zliczyć ile godzin pompowaliśmy z Trzecim małą, ręczną pompeczką coś, gdzieś, skądś, nie widząc żadnych postępów. Odkręcaliśmy losowo śrubeczki gubiąc w zęzie klucze, krew, pot i resztki wiary. Koniec końców jednak, posiłkując się okretową instrukcją, doświadczeniem, intuicją wspomaganą metodą Macajewa, snując domysły i teorie odnośnie działania morskich silników diesla, kręcąc rozrusznikiem aż do rozgrzania akumulatorowych kabli odkryliśmy magiczną sekwencję działań. Samozapłon nastąpił, dym z rury poleciał, a śruba okrętowa pozwoliła zakończyć ciężką halsówkę. Słońce wstało — czas na wachtę. Dobrze że Ochmistrzyni się wyspała, pomyślałem przekazując jej wachtę i odszedłem w poranny letarg. Artefakt pozostał nieodkryty… oby tylko nikt nie wpadł na pomysł nurkowania po zagubione klucze.

 

Jedno przemyślenie nt. „Morskie opowieści

  1. Śledzę z zainteresowaniem całą trasę i zazdroszczę/zresztą nie tylko ja, ale tez i wielu moich znajomych, seniorów, niedoszłych żeglarzy/ . Piękna trasa i na pewno niesamowite widoki.
    Pozdrowienia i do zobaczenia.
    mama/teściowa Reymontów

Możliwość komentowania jest wyłączona.