Etap 9 i 10 – Irlandia

2 sierpnia, sobota:

Dzisiaj o godz. 1901 przyszedł pierwszy sms od Adama Dacko, kapitana następnej części naszej wyprawy: „Zaokrętowaliśmy się i zapoznajemy się z jachtem. Patrząc na prognozy, to zostajemy tu przynajmniej do jutra”.

Trasa tego rejsu jest wg mnie jedną z najładniejszych, ale również jedną z najtrudniejszych. Otwarte na północny Atlantyk i zachodnie wiatry wybrzeże Irlandii jest piękne, ale stawiające załodze spore wyzwania. Zadaniem nowej załogi jest dotarcie do Francji. Plan minimum, to południowo-zachodnie wybrzeże Anglii. Powodzenia!

Sms od Załogi: ” Killybegs dzień pierwszy. Generalnie pada. Nie, żebyśmy się nie spodziewali… Niż za niżem niż pogania. Zatem ruszamy w głąb lądu. Zasady wydają się proste. Mniej więcej w połowie pierwszego piwa doliczyliśmy się dwudziestu facetów na zielonym (w końcu to Irlania) boisku, którzy noszą, rzucają i kopią niejajowatą piłkę. Mała bramka za 3, wysoka za 1 punkt. Poza tym straszne mordobicie, a tym straszniejsze, że na koniec nasi (?) przegrywają. Wniosek: Smithwick jest gorszy od Guinessa. Jutro też stoimy. Sail ho! Załoga Meliny”.