A Coruña, a potem hyc za winkiel

3 października, wtorek

20171003_200737m To był piękny zachód słońca. Jest już noc.

Od kilku godzin płyniemy wreszcie na żaglach. Ciepły, lekki baksztag prawego halsu niesie nas wzdłuż północno-zachodniego cypla Hiszpanii. Księżyc w pełni. Cicho, spokojnie…

Aż tu nagle… Atakują ze wszech stron.

20171003_222204m 20171003_222450m

Z powietrza Heliodor. Z morza cztery kanonierki w karnym ordynku… Gorąco.

20171003_223440m

A wczoraj, w poniedziałek, było tak spokojnie! A jak było? Otóż: „Pobudka o piątej czterdzieści.  Koszmar, ale tak nieopatrznie postanowiliśmy, bo przecież…” tam czekają i niecierpliwią się. Płynęliśmy cały dzień. Wieczorem dopadła nas, jak zwykle na Biskajach, bałtycka falura, a na dodatek mgła. O mało co nie wpadliśmy na wielki okręt wojenny, który nam się objawił z tak zwanego Nienacka. Tym sposobem dotarliśmy do A Coruñy.

20171003_091203m

A wieczorem… znów poszliśmy na całość…

20171002_225918m 20171002_215737m 20171002_215431m 20171002_220231m