Szetlandy zdobyte

8 lipca, wtorek:

 

Po 42-godzinnej podróży (w większości na żaglach!) dzisiaj rano o 0945 przycupnęliśmy w marinie w Lerwick na Szetlandach. Po chwili zorientowaliśmy się, że do miasta daleko, więc przepłynęliśmy jeszcze milę i osiedliśmy w Centrum.

Chwilowo to na tyle, bo idziemy się kąpać. Dokładniejsza relacja nieco później.

 

Nieco później  minęło. A więc:

Z Bergen wypłynęliśmy w niedzielę o 1600. Pierwsze kilka godzin tradycyjnie płynęliśmy na silniku, ale już przy ostatnich norweskich kamieniach, już na Morzu Północnym, postawiliśmy wszystkie 3 żagle i pojednaliśmy się z Neptunem (kazano mi dopisać, że to na wachcie Maruszki i Alfika – dop. mój). Na zgodę pokiwał nam trzema falami i tak uspokojeni ściągnęliśmy je  i popyrkaliśmy na W.

Faktycznie po kilku godzinach zawiało, ale i zaczęło padać. Owszem, postawiliśmy żagle. Zdążyliśmy zjeść jeszcze na obiad zakupione w Bergen steki z wieloryba. Naprawdę smakują jak wołowina.

DSC_2950

Chwilę później nagle na ekranie GPS-a pojawiła się chmara różnych dziwnych niebieskich stworów i z UKF-ki padło: „Melina, Melina, proszę o zmianę kursu na NNW. Holujemy bardzo niebezpieczny ładunek”. Okazało się, że ciągnięte były trzy ogromne platformy wiertnicze. Ustąpiliśmy.

Parę godzin później, kiedy wróciliśmy na kurs właściwy, czyli 265, z głośnika znowu padło: „Melina, Melina, proszę o odsunięcie się od nas na 6 mil”.  To było z pracującej wieży wiertniczej. Też posłuchaliśmy, bo wystarczyło przejść na kurs 270.

Noc minęła sprawnie i jasno. O godz. 0215 przekroczyliśmy południk zerowy i znienacka znaleźliśmy się za zachodzie. Była wówczas wachta Lidki i Bogusia (tak kazali zaznaczyć – dop mój) i to z nimi to świętowaliśmy, reszta spała. A po świcie, ok. 4-tej słoneczko wyszło zza chmurek (padać przestało już wcześniej) i nam radośnie świeciło aż do Szetlandów. W marinie w Lerwick powitała nas foka. A nawet dwie. Były miłe dla nas i miały takie proszące oczy, że poczęstowaliśmy je naszmi swojskimi zapasami. Z obserwacji wyniknęło nam, że foki nie jedzą kiełbasy.

 

W Lerwick niestety nie było dla nas samochodów w wypożyczalniach, mimo ogromnych starań Przemka. Chcieliśmy pojechać i zobaczyć przepiękne klify w północnej części archipelagu. Szkoda. Będziemy zatem spacerować po mieście, a wieczorem pójdziemy do pubu na piwo i mecz.

DSC_2944 DSC_2946

 

Bolek