W Ustka (ort.)

25 października, wtorek

Tak, dopłynęliśmy wczoraj do Ustki. Znowu po ciemku. Niestety, nikt nas nie przywitał pod czerwoną latarnią, tzn. lewą główką wejścia do awanportu.

20161025_115005m

A poprzednim razem, cztery tygodnie temu, czekały tu na nas nie lada atrakcje. Ech, marzenia… Niestety wówczas nie wykorzystaliśmy okazji, więc się zemściło – musieliśmy stanąć longside przy zimnej Angelinie. Dwugodzinny nocny spacer z portu do miasta i z powrotem dał nam się tak we znaki, że z ulgą poszliśmy spać, jak niemowlaki. Ech…

Rano po kawie i śniadanku, dowiedziawszy się, że strefa 6 znowu jest zamknięta z powodu ostrzału do 14-tej (potem wojacy mają obiad), postanowiliśmy znowu zobaczyć miasto, ale za dnia. Smętnie spoglądaliśmy na drugą stronę kanału portowego, gdzie prężyła się latarnia morska.

20161025_113957m 20161025_115825m

Nie, nie będziemy nadkładać drogi, jak wczoraj! Niestety, trzy lata temu wybudowana nowa ruchoma kładka nad Słupią już się zepsuła. Toczą się spory, czyja to wina: kładki, czy niesprzyjających okoliczności? Wprawdzie od czasu do czasu ten most o kosmicznym wyglądzie łączy dwa spragnione siebie brzegi, ale to są tylko próby techniczne mające dać odpowiedź na trapiące mieszkańców i turystów pytanie, kto jest winien?

20161025_110546m

Wpadliśmy na genialny pomysł – mamy przecież własny transport wodny! Po uzyskaniu zgody z kapitanatu, zarządu portu i od bosmana odpaliliśmy maszynę i zatoczywszy penetrującą pętelkę po całym porcie stanęliśmy przy Wenecji. Mimo wadliwego mostu miasto sprawiło bardzo dobre wrażenie estetyczne. Oto ono:

20161025_130647m 20161025_130728m

20161025_130835m 20161025_130752m

Kupiliśmy jeszcze dwie wędzone makrele i dwa wędzone śledzie i tuż przed żołnierskim obiadem opuściliśmy przyjazne usteckie ustronie udając się dalej na zachód. Dokąd? Jak zwykle to się okaże.