Wycieczka po bezdrożach, a na koniec Gudvangen

29 czerwca, niedziela:


Po opanowaniu kibelków i pryszniców, zakupieniu lodu do słabo działającej lodówki (czytaj: nie działającej, a jedynie będącej), zainstalowaniu anteny AIS, przeszkoleniu załogi gdzie dziób, gdzie rufa, ruszyliśmy o 1230 ku przygodzie.
Już po godzinie żeglarskiej przygody na silniku, stanęliśmy w Aurland. „Żeglarstwo spełzło na ląd” – to cytat z Marka W. Nie, to nie awaria, wszystko w porządku, tak było planowane. Tu nie bez trudu, a jakże inaczej, zakupiliśmy siedem biletów i busikiem podjechaliśmy pod wystającą na 30 m nad 500-metrową przepaścią platformę widokową. Rozpostarł się przed nami imponujący widok na przestwór fiordów.

DSC_2750 DSC_2744

Ale ile można podziwiać? Ruszyliśmy w drogę powrotną wąską dróżką, przez ogródek. Tak, to się okazało wyzwaniem. W naszej grupie nastąpił pierwszy rozłam na temat, którędy to pójść, żeby dojść. Podział nastąpił nierówny, 4:3. Już myśleliśmy, że tamci poszli na zatracenie, ale i nam nie było lekko. W zasadzie to jakaś ścieżka była na początku, a potem to już w zasadzie nie było żadnej. Tylko stromizny, łąki, lasy i przede wszystkim chaszcze. Po dobrych dwóch godzinach dotarliśmy jakimś cudem do chatki nad wodospadem. Tu były jakieś ślady cywilizacji i ludzkiego pobytu.

DSC_2757 DSC_2762

 Nagle z prawie całkiem przeciwnego kierunku pojawiła się zaginiona reszta naszej bandy. Rzuciliśmy się sobie w objęcia i na znalezione w którymś plecaczku cukierki i orzeszki. Łyk krystalicznie czystej wody prosto ze strumienia postawił nas na nogi. Żwawo ruszyliśmy dalej w dół.

DSC_2770 DSC_2786

Orzeźwieni zimną bryzą spadającego z ogromnej wysokości kolejnego wodospadu, dotarliśmy z powrotem na Melinę.
To jeszcze nie koniec dnia. Z Aurlandsfjordu popłynęliśmy do przecudnej urody Nærøyfjordu. Ten ostatni jest wpisany na listę UNESCO.

DSC_2802

Po czterech godzinach, z powykręcanymi od ciągłego gapienia się tu i tam, wte i we wte, kręgami szyjnymi, dotarliśmy do samego koniuszka fiordu do miejscowości Gudvangen. Tu umościliśmy się z trudem między dwoma promami przy kei miejskiej. Uff.
Z tym końcem dnia jest tak, że nie wiadomo kiedy on jest, bo na okrągło jest jasno. Słońce jedynie chowa się na chwilkę za wysokie szczyty okalających gór i nawet o północy można spokojnie na zewnątrz czytać książkę. Ale któżby o tej porze czytał książki? Lepiej poświęcić się innym uciechom…