Pierwsze śliwki robaczywki

20 września, niedziela

Rano stało się to, co miało się stać. Gdy poszedłem po świeżutkie bagietki, jacht został najechany (a w zasadzie napłynięty) przez sześciu gości w czerni z napisem na plecach Police Douane z nożami u pasa i pistoletami za pazuchą. Wszystko zostało gruntownie przetrząśnięte, a największą radość mieli z koi kapitańskiej – nie wiem dlaczego. Bagietki szczęśliwie rozwiązały problem, bo tylko to mieliśmy do oclenia. Stracony czas nie pozwolił nam jednak stanąć na starcie dorocznego biegu dookoła Concarneau.

m20150920_101915 m20150920_104008

Ochoczo ruszyliśmy po 14-tej. Ruszyliśmy z ambitnymi planami. Chcieliśmy dopłynąć hen, gdzieś tam daleko. Skończyło się przed wieczorem w rybackim porciku Saint Guenole, do którego wpływaliśmy slalomem.

m20150921_083742 m20150921_083636

Pięknie tu, jak w kieleckiem, ale upojny zapach zgniłych ryb i osuchów przypomina, że jednak jesteśmy nad oceanem. Nawet „za cudowne ocalenie” nie zagłuszyło tego faktu.

m20150921_094047 m20150921_095221