Ruszamy się z Palmy

26 czerwca, piątek

Zaczęło się kiepsko. Autobus jechał tak szybko, że był na lotnisku 40 minut wcześniej, niż było na bilecie. Zamiast smacznie spać skuleni w kłębek na fotelach, musieliśmy siedzieć w kafejce na lotnisku i gadać. Ale potem już było planowo. W Palma de Mallorca na jacht, który stał spokojnie w La Lonja Marina, dotarliśmy o 10-tej.

20150626_134744

Formalności załatwiliśmy szybko z miłym Paco i 4/5 ekipy pojechało po sprawunki, a 1/5 harowała na jachcie. Po odwiedzeniu zamkniętej katedry (2/5 ekipy) i wypiciu dużego piwa (inne 2/5), stwierdziliśmy, że już nadszedł ten czas i odepchnęliśmy się od kei. Mieliśmy płynąć na zachód, ale wiaterek popchnął nas na wschód. I dobrze.

20150626_184003

Minąwszy Cabo Blanco dotarliśmy do Cala Pi, bardzo polecanego przez Krzysztofa B. Dość mocno wiało w głównej zatoczce, więc postanowiliśmy wcisnąć się do innej, ale dużo, dużo mniejszej i zdecydowanie ciaśniejszej. Spłoszywszy parkę odbywającą igraszki – owszem, ciekawie toto wyglądało – rzuciliśmy kotwicę (okazało się, że proforma) i przyczepiliśmy się czterema sznurkami z dziobu i z rufy, a to do skałki, a to do drzewka. Byliśmy zupełnie sami w tej dziczy.

20150626_200219 20150626_200826

Spełniliśmy za cudowne ocalenie i nieziemsko zmęczeni rzuciliśmy się w koje. Nie wszyscy w nie trafili, więc spali na kozetce, albo na pokładzie.