Spiętrzone trudności

9 marca, poniedziałek

Jak to na początku tygodnia, ruch od rana – w planie mieliśmy wymianę oleju w silniku. Ponieważ do tego nie potrzeba całej załogi, została ona wysłana na pieszą wycieczkę wzdłuż wybrzeża w kierunku wydm Maspalomas. W tym czasie nadjechały do naszej mariny dwa ogromne dźwigi, których zadaniem było wyciągnięcie na brzeg ogromnego katamaranu. Ta operacja tak zafrapowała Pawła i Tomka S., że odłączyli od grupy i zostali na parę godzin przypatrywać się zmaganiom olbrzymów. Wg ich opowiadań było cholernie ciekawie. Hm…, co kto lubi. Operacja wymiany oleju też była bardzo ciekawa i pouczająca. Już po dwóch godzinach poinformowano mnie, że jest już filtr. Po następnych dwóch, że jest już olej. Ale zamiast zamówionych 12 litrów, tylko 10. Następnie zdziwiono się, że chcemy olej wymienić. Po następnych dwóch przyszedł fachowiec z balią, rurkami, wiadrem i czymś tam jeszcze. Pokiwał głową i poszedł. Zaraz przyszedł z czymś jeszcze, coś zrobił i poszedł. Tak było ze cztery razy, aż oświadczył, że skończył. Poszedłem zapłacić, a tam wszystko pozamykane i nie ma z kim uregulować porachunków. W tzw. międzyczasie wróciły ekipy dźwigowców i piechurów. Pierwsi szczęśliwi, drudzy nieszczęśliwi. Otóż okrutne morze wysoką wodą syzygijną odcięło powrót spiętrzając się zbytnio i zalewając jedyną prostą drogę powrotu. Na dodatek niemal nie porwało jednej z uczestniczek (Ewa S., lat…, zam…, stan cywilny…, wzrost…., oczy…, uszy…, włosy…).  Musiano wracać gorącym asfaltem na około. Opowiadaniom o trudach i znojach nie było końca.

Tuż przed zachodem słońca odpaliliśmy maszynę i porzuciliśmy Pasito Blanco. Smagani wiatrem własnym, po niemal trzech godzinach zmagania się z żywiołem, zgłosiliśmy się w Puerto de Mogan. Cumujemy ostrożnie rufą do nabrzeża, delikatnie, aż tu w trakcie manewrów nagle pisk, wrzask, cumy, odbijacze, bosaki załoga rzuciła precz, a sama rzuciła się w ramiona już zaprzyjaźnionej sąsiedniej łódki. Nie dziwię się – tam kapitanem okazała się Małgosia Talar, w pełnej okazałości. Mimo tego, a może dlatego manewr okazał się udany i mogliśmy spełnić „za cudowne ocalenie”.

Jedno przemyślenie nt. „Spiętrzone trudności

  1. Witajcie!

    Bardzo miło było Was spotkać w Pto de Mogan!!! Wymienialiśmy się z Zygmuntem mailami, żeby się spotkać, ale potem przejęcie jachtu, różne porty zaokrętowania, różne trasy itd… kto by pomyślał… że nie tylko zobaczymy się w tym samym porcie tego samego dnia, ale jeszcze będziemy stać tuż obok siebie :-) Super!

    Pomyślnych wiatrów i do zobaczenia znów gdzies niebawem!

    Z żeglarskimi pozdrowieniami

    Małgorzata Talar – Rybicka

Możliwość komentowania jest wyłączona.