Miesięczne archiwum: Październik 2017

Z oceanu A. na morze Ś.

19 października, czwartek

We wtorek zacumowali w Kadyksie, w środę dopłynęli do Barbate, a dzisiaj opuścili Ocean Atlantycki, przepłynęli przez Cieśninę Gibraltarską, wpłynęli na Morze Śródziemne i kierują się dalej na wschód. Na żaglach.

Nie mamy od nich żadnych zdjęć, ani relacji, więc przypomnimy, jak było dwa i trzy lata temu w tych samych miejscach na starej Melinie.

O Kadyksie pisze Styrek 29 września 2014 i 2 października 2014 oraz Pasik 5 października 2014.

A moja załoga o Barbate krótko 9 maja 2015 i bardzo ciekawie o przejściu przez Cieśninę Gibraltarską 10 maja 2015.

Na wielkiej rafie

16 października, poniedziałek

Dzisiaj coś majstrowali, kombinowali, usprawniali  i eksperymentowali na jachcie. Co? – zobaczymy wkrótce. Ze względu na silny niekorzystny wiatr nie wypłynęli, ale za to zrobili sobie wycieczkę.

Resized_20171016_194807 „My na wielkiej rafie kolorowej…, a gdzieś tam jest nasz jacht”.

Resized_20171016_202123 „A jak już się ściemniło – kierowaliśmy się na latarnię morską…”

Znowu w Hiszpanii

15 października, niedziela

Resized_20171015_185439  „Lady Melina wczoraj…

…kiedy szliśmy przez Atlantyk – hej, łej, roluj go, …,

Resized_20171015_144751

…beczki rumu nam nie zwiało… – trzy osoby z załogi ją trzymało…

Resized_20171015_185009 … i dzisiaj.

Widzę, że nowy image zwalił Cię z nóg i odebrał mowę ;)   Pozdrowienia od całej załogi”. Tak ładnie napisał Maciek, w imieniu swoim, Jacka i Adama.

Resized_20171015_195508 Resized_20171013_180226

Są, za przeproszeniem, w Cipionie. O, przepraszam, oczywiście w Chipiona.

Etap 23: z Portugalii na Morze Śródziemne

14 października, sobota

Poprzednia tajemnicza załoga już rozjechała się do domów, a nastała następna. Ze starej został jedynie kapitan Maciek Rukasz, a dokooptowali do niego już wczoraj Jacek Optołowicz i Adaś…, hm, no właśnie. Podobno wspólne powitania i pożegnania były bardzo wylewne.

Teraz we trójkę będą płynęli z Portimão w Portugalii, przez Kadyks, Cieśninę Gibraltarską do Malagi. Taki przynajmniej mają plan.

Spokojnie do Portimão

12 października, czwartek

Jeszcze w nocy doszły dwa kolejne smsy. O godz. 0048 „E, Ty „abonament” – jak my nie śpimy, to dlaczego Ty masz spać…? ;) „, a 0205 „…śpisz?, bo my jeszcze nie… ;) „.

Popołudniu przepłynęli 10 mil i osiedli w Portimão. Na tyle starczyło im sił. Sztorm jakiś, czy co?

Lizbona

9 października, poniedziałek

Płynęli, płynęli, nie zatrzymali się na przylądku Peniche, a dotarli aż do Lizbony. Tam trochę pokręciwszy się pod mostem stanęli w marinie. Okazało się, że to nie było takie proste, bo nigdzie nie było wolnego miejsca. Ze słów tamtejszych tambylców wynika, że trzeba sobie rezerwować keję … trzy miesiące wcześniej.

Etap 22: Wzdłuż Portugalii

8 października, niedziela

Już w piątek w nocy, o czym wspomniano wcześniej, większa część załogi etapu 22 zaokrętowała się na Lady Melinie w Porto. Mieli to zrobić w Lizbonie, ale tak wyszło, jak wyszło. Większa część, bo mniejsza, z większymi lub mniejszymi przygodami, dotarła wieczorem w sobotę do Figueira da Foz. Tam też dopłynęła większość i połączyła się od razu z mniejszością. O większych lub mniejszych szczegółach przygód i szczęśliwego połączenia się, mam nadzieję, dowiemy się niebawem.

Resized_20171008_105257

A teraz sobie wspólnie płyną. Ze szczątkowych informacji wiemy, że „Zero wiatru, idziemy na dieselgrocie … ;)”

Koniec planowo w Lizbonie, ale autem

7 października, sobota

Przed świtem, niemal nie budząc śpiącej nowej załogi, ruszyliśmy z Porto do Lizbony. Stamtąd mieliśmy loty do domu, bo tam planowaliśmy zakończyć nasz rejs. Owszem zakończyliśmy, ale nie dopłynęliśmy, a dojechaliśmy autem. Po pożegnaniu Moniki, mając parę godzin wolnego, ruszyliśmy z Piotrem na miasto.

20171007_105344m 20171007_105716m 20171007_114140m 20171007_115808m

Na piechotę zobaczyliśmy kilka zabytków, stare budynki, zaułki, odpoczęliśmy nad oceanem i oczywiście znów poszliśmy na całość.

20171007_122913m 20171007_121629m

W nowoczesnym kołchozie gastronomicznym zjedliśmy tylko lokalne zupy (Piotrek zieloną, ja czerwoną), a zamiast ryb lub innych mariscos w małej restaurace w całkiem bocznej uliczce skonsumowaliśmy, jak chłopy, normalne steki. No.

Atrakcją na koniec był przejazd paru przystanków starym tramwajem, których całe stada funkcjonują jeszcze i obsługują normalne linie, przeciskając się wąskimi uliczkami starówki. Jak dam radę, to umieszczę tu filmik z tej niecodziennej przejażdżki. O, udało się tu.

20171007_143320m 20171007_143550m

A podsumowanie rejsu wygląda całkiem okazale. W trójkę w dziesięć dni pokonaliśmy na Biskajach i Atlantyku 423 mile morskie, płynąc 89 godzin, większość na silniku, ale też 27 godzin na żaglach. Odwiedziliśmy hiszpańskie Santander, Ribadeo, Praia Das Catedrias, Viveiro, A Corunę oraz portugalskie Viana Do Castilo, Porto i Lizbonę.

Warto było. Szkoda, że już koniec.

Porto w Porto

6 października, piątek

Tym razem znów poszliśmy na całość … już w południe.

20171006_141745m 20171006_141757m

Grillowane sardynki, łosoś i kalmary w lokalnej knajpie (rzut beretem od mariny) z tradycyjnie zielonym winem smakowały znakomicie. Następnie na piechotę, żeby trochę się poruszać po takim obżarstwie, pomaszerowaliśmy wzdłuż rzeki w kierunku centrum.

20171006_151626m 20171006_152815m

Ale po drodze wstąpiliśmy na degustację, a jakże!, porto.

20171006_155214m 20171006_162424m

A potem, lekko mając w czubie, ruszyliśmy po pięknym historycznym centrum.  Ładne.

20171006_165253m 20171006_165935m20171006_173144m 20171006_182731m20171006_173422m 20171006_181044m

Zmęczeni usiedliśmy w ciemnym zaułku w maleńkiej knajpce na kawę.

20171006_175505m 20171006_180550m

Późnym wieczorem, zmęczeni wróciliśmy ostatnim promem na jacht.

20171006_193433m 20171006_194959m

Następna ekipa pojawiła się przed północą. Szybkie powitalne piwko, przekazanie jachtu i w ósemkę zgodnie ułożyliśmy się do snu.

W porcie w Porto

5 października, czwartek

W nocy dotarliśmy do Porto. Przed portem znowu dopadła nas gęsta mgła. W główki portu weszliśmy ambitnie na żaglach. W porcie nie poszliśmy na porto, bo było już za późno - portowe knajpy były już zamknięte. Zwiedzanie Porto i smakowanie porto zostawiamy na jutro.

W Portugalii Święto Republiki.

Wreszcie Portugalia

4 października, środa

Rano zdechło, a na dodatek w samo południe pokryło się gęstą mgłą. Bardzo gęstą. Mroczki i świetliki przed oczami pojawiały się na przemian już po kilku minutach wpatrywania się w tę watę. A wokół pełno rybaków, których widać było jedynie na AIS-ie. Radar nie dawał rady ich rozpoznać, takie to były maleństwa. A my ich w ogóle nie widzieliśmy, mimo, że przepływaliśmy czasem 100-200 m od nich.

Tak gnani nieodpartą chęcią dotarcia wreszcie do Portugalii, wreszcie dotarliśmy. Wieczorem weszliśmy w ujście rzeki Rio Lima i szczęśliwym trafem dotarliśmy do Viana Do Castilo. Stanęliśmy w nurcie rzeki, bo o tej porze zwodzony most do mariny był już zamknięty. A mgła nadal była niezła, choć zdecydowanie już rzadsza. Tak to właśnie wygląda ciepła, słoneczna Portugalia.

20171004_185834m 20171004_190436m

A potem… jak zwykle… znów poszliśmy na całość…

20171004_203910m 20171004_203656m 20171004_220950m 20171004_221002m

A lokalne zielone wino pasowało do tego znakomicie!

A Coruña, a potem hyc za winkiel

3 października, wtorek

20171003_200737m To był piękny zachód słońca. Jest już noc.

Od kilku godzin płyniemy wreszcie na żaglach. Ciepły, lekki baksztag prawego halsu niesie nas wzdłuż północno-zachodniego cypla Hiszpanii. Księżyc w pełni. Cicho, spokojnie…

Aż tu nagle… Atakują ze wszech stron.

20171003_222204m 20171003_222450m

Z powietrza Heliodor. Z morza cztery kanonierki w karnym ordynku… Gorąco.

20171003_223440m

A wczoraj, w poniedziałek, było tak spokojnie! A jak było? Otóż: „Pobudka o piątej czterdzieści.  Koszmar, ale tak nieopatrznie postanowiliśmy, bo przecież…” tam czekają i niecierpliwią się. Płynęliśmy cały dzień. Wieczorem dopadła nas, jak zwykle na Biskajach, bałtycka falura, a na dodatek mgła. O mało co nie wpadliśmy na wielki okręt wojenny, który nam się objawił z tak zwanego Nienacka. Tym sposobem dotarliśmy do A Coruñy.

20171003_091203m

A wieczorem… znów poszliśmy na całość…

20171002_225918m 20171002_215737m 20171002_215431m 20171002_220231m

Robocza niedziela w Viveiro

1 października, niedziela

Pierwszy dzień miesiąca uczciliśmy całodziennym mozolnym trudem. A dzień był bardzo ciepły i słoneczny. Przede wszystkim wymieniliśmy niesprawną pompę w kingstonie. Trwało to cały boży dzień. Od tej pory te rzeczy można będzie robić znowu po staremu. Naprawiliśmy czerwone światło nawigacyjne. A oprócz tego wymieniliśmy (być może niepotrzebnie) wkład rurkowy w wymienniku ciepła i zrobiliśmy parę pomiarów.

20171001_121502m

A wieczorem… znów poszliśmy na całość…

20171001_215948m 20171001_220213m 20171001_215903m