Archiwa kategorii: .Sezon 2017

Lizbona

9 października, poniedziałek

Płynęli, płynęli, nie zatrzymali się na przylądku Peniche, a dotarli aż do Lizbony. Tam trochę pokręciwszy się pod mostem stanęli w marinie. Okazało się, że to nie było takie proste, bo nigdzie nie było wolnego miejsca. Ze słów tamtejszych tambylców wynika, że trzeba sobie rezerwować keję … trzy miesiące wcześniej.

Etap 22: Wzdłuż Portugalii

8 października, niedziela

Już w piątek w nocy, o czym wspomniano wcześniej, większa część załogi etapu 22 zaokrętowała się na Lady Melinie w Porto. Mieli to zrobić w Lizbonie, ale tak wyszło, jak wyszło. Większa część, bo mniejsza, z większymi lub mniejszymi przygodami, dotarła wieczorem w sobotę do Figueira da Foz. Tam też dopłynęła większość i połączyła się od razu z mniejszością. O większych lub mniejszych szczegółach przygód i szczęśliwego połączenia się, mam nadzieję, dowiemy się niebawem.

Resized_20171008_105257

A teraz sobie wspólnie płyną. Ze szczątkowych informacji wiemy, że „Zero wiatru, idziemy na dieselgrocie … ;)”

Koniec planowo w Lizbonie, ale autem

7 października, sobota

Przed świtem, niemal nie budząc śpiącej nowej załogi, ruszyliśmy z Porto do Lizbony. Stamtąd mieliśmy loty do domu, bo tam planowaliśmy zakończyć nasz rejs. Owszem zakończyliśmy, ale nie dopłynęliśmy, a dojechaliśmy autem. Po pożegnaniu Moniki, mając parę godzin wolnego, ruszyliśmy z Piotrem na miasto.

20171007_105344m 20171007_105716m 20171007_114140m 20171007_115808m

Na piechotę zobaczyliśmy kilka zabytków, stare budynki, zaułki, odpoczęliśmy nad oceanem i oczywiście znów poszliśmy na całość.

20171007_122913m 20171007_121629m

W nowoczesnym kołchozie gastronomicznym zjedliśmy tylko lokalne zupy (Piotrek zieloną, ja czerwoną), a zamiast ryb lub innych mariscos w małej restaurace w całkiem bocznej uliczce skonsumowaliśmy, jak chłopy, normalne steki. No.

Atrakcją na koniec był przejazd paru przystanków starym tramwajem, których całe stada funkcjonują jeszcze i obsługują normalne linie, przeciskając się wąskimi uliczkami starówki. Jak dam radę, to umieszczę tu filmik z tej niecodziennej przejażdżki. O, udało się tu.

20171007_143320m 20171007_143550m

A podsumowanie rejsu wygląda całkiem okazale. W trójkę w dziesięć dni pokonaliśmy na Biskajach i Atlantyku 423 mile morskie, płynąc 89 godzin, większość na silniku, ale też 27 godzin na żaglach. Odwiedziliśmy hiszpańskie Santander, Ribadeo, Praia Das Catedrias, Viveiro, A Corunę oraz portugalskie Viana Do Castilo, Porto i Lizbonę.

Warto było. Szkoda, że już koniec.

Porto w Porto

6 października, piątek

Tym razem znów poszliśmy na całość … już w południe.

20171006_141745m 20171006_141757m

Grillowane sardynki, łosoś i kalmary w lokalnej knajpie (rzut beretem od mariny) z tradycyjnie zielonym winem smakowały znakomicie. Następnie na piechotę, żeby trochę się poruszać po takim obżarstwie, pomaszerowaliśmy wzdłuż rzeki w kierunku centrum.

20171006_151626m 20171006_152815m

Ale po drodze wstąpiliśmy na degustację, a jakże!, porto.

20171006_155214m 20171006_162424m

A potem, lekko mając w czubie, ruszyliśmy po pięknym historycznym centrum.  Ładne.

20171006_165253m 20171006_165935m20171006_173144m 20171006_182731m20171006_173422m 20171006_181044m

Zmęczeni usiedliśmy w ciemnym zaułku w maleńkiej knajpce na kawę.

20171006_175505m 20171006_180550m

Późnym wieczorem, zmęczeni wróciliśmy ostatnim promem na jacht.

20171006_193433m 20171006_194959m

Następna ekipa pojawiła się przed północą. Szybkie powitalne piwko, przekazanie jachtu i w ósemkę zgodnie ułożyliśmy się do snu.

W porcie w Porto

5 października, czwartek

W nocy dotarliśmy do Porto. Przed portem znowu dopadła nas gęsta mgła. W główki portu weszliśmy ambitnie na żaglach. W porcie nie poszliśmy na porto, bo było już za późno - portowe knajpy były już zamknięte. Zwiedzanie Porto i smakowanie porto zostawiamy na jutro.

W Portugalii Święto Republiki.

Wreszcie Portugalia

4 października, środa

Rano zdechło, a na dodatek w samo południe pokryło się gęstą mgłą. Bardzo gęstą. Mroczki i świetliki przed oczami pojawiały się na przemian już po kilku minutach wpatrywania się w tę watę. A wokół pełno rybaków, których widać było jedynie na AIS-ie. Radar nie dawał rady ich rozpoznać, takie to były maleństwa. A my ich w ogóle nie widzieliśmy, mimo, że przepływaliśmy czasem 100-200 m od nich.

Tak gnani nieodpartą chęcią dotarcia wreszcie do Portugalii, wreszcie dotarliśmy. Wieczorem weszliśmy w ujście rzeki Rio Lima i szczęśliwym trafem dotarliśmy do Viana Do Castilo. Stanęliśmy w nurcie rzeki, bo o tej porze zwodzony most do mariny był już zamknięty. A mgła nadal była niezła, choć zdecydowanie już rzadsza. Tak to właśnie wygląda ciepła, słoneczna Portugalia.

20171004_185834m 20171004_190436m

A potem… jak zwykle… znów poszliśmy na całość…

20171004_203910m 20171004_203656m 20171004_220950m 20171004_221002m

A lokalne zielone wino pasowało do tego znakomicie!

A Coruña, a potem hyc za winkiel

3 października, wtorek

20171003_200737m To był piękny zachód słońca. Jest już noc.

Od kilku godzin płyniemy wreszcie na żaglach. Ciepły, lekki baksztag prawego halsu niesie nas wzdłuż północno-zachodniego cypla Hiszpanii. Księżyc w pełni. Cicho, spokojnie…

Aż tu nagle… Atakują ze wszech stron.

20171003_222204m 20171003_222450m

Z powietrza Heliodor. Z morza cztery kanonierki w karnym ordynku… Gorąco.

20171003_223440m

A wczoraj, w poniedziałek, było tak spokojnie! A jak było? Otóż: „Pobudka o piątej czterdzieści.  Koszmar, ale tak nieopatrznie postanowiliśmy, bo przecież…” tam czekają i niecierpliwią się. Płynęliśmy cały dzień. Wieczorem dopadła nas, jak zwykle na Biskajach, bałtycka falura, a na dodatek mgła. O mało co nie wpadliśmy na wielki okręt wojenny, który nam się objawił z tak zwanego Nienacka. Tym sposobem dotarliśmy do A Coruñy.

20171003_091203m

A wieczorem… znów poszliśmy na całość…

20171002_225918m 20171002_215737m 20171002_215431m 20171002_220231m

Robocza niedziela w Viveiro

1 października, niedziela

Pierwszy dzień miesiąca uczciliśmy całodziennym mozolnym trudem. A dzień był bardzo ciepły i słoneczny. Przede wszystkim wymieniliśmy niesprawną pompę w kingstonie. Trwało to cały boży dzień. Od tej pory te rzeczy można będzie robić znowu po staremu. Naprawiliśmy czerwone światło nawigacyjne. A oprócz tego wymieniliśmy (być może niepotrzebnie) wkład rurkowy w wymienniku ciepła i zrobiliśmy parę pomiarów.

20171001_121502m

A wieczorem… znów poszliśmy na całość…

20171001_215948m 20171001_220213m 20171001_215903m

Ciemność widzę

30 września, sobota

Pobudka o piątej czterdzieści.  Koszmar, ale tak nieopatrznie postanowiliśmy, bo przecież pociąg był o 6.55.

20170930_064827m

Przypomnę, że w Hiszpanii obowiązuje ten sam czas, jak w Polsce, ale słońce wstaje 1,5 godziny później. Wysiedliśmy po 8 minutach jazdy i zobaczyliśmy to:

20171001_151638m

Z latarkami w rękach dotarliśmy pokonując 1,5 kilometra gdzieś. Powoli czarność przechodziła w szarość, powoli w coraz jaśniejszą. Znaleźliśmy się w Praia Das Caterdrais. O świcie, przy niskiej wodzie, tak jak chcieliśmy.

20170930_080029m 20170930_080422m 20170930_080959m 20170930_085040m

Wody przybywało coraz szybciej. Musieliśmy uciekać z zalewanej plaży. Piękny widok.

20170930_104435m 20170930_091546m 20170930_103831m 20170930_104144m

Po przyjściu na, hm, dworzec kolejowy, rozjaśniło się nam to, co było wcześniej ciemne.20170930_110947m 20170930_105805m

Popołudniu, przewidując niekorzystną zmianę kierunku wiatru, ruszyliśmy z Ribadeo i bardzo późnym wieczorem przybyliśmy do Viveiro.

Ciurkiem z Santander do Ribadeo

29 września, piątek

Wczoraj, w czwartek rano, błąkając się autem po rozdrożach najbliższej okolicy, zaopatrzyliśmy się w najniezbędniejsze :) wiktuały. Potem przyjęliśmy miłą wizytę panów celników. W jej efekcie otrzymaliśmy różowe papiery… W tym kontekście puerto deportivo Santander wyglądało całkiem, całkiem.

20170928_142255m 20170928_142611m

Z tym całym bagażem popołudniu ruszyliśmy z Santander. Spokojna żegluga na brzęczącym silniku trwała całą noc. Dzisiaj w dzień dopadła nas niemal bałtycka telepawka (jak to na Biskajach) – obiad słabo nam wchodził, a lepiej wychodził.

Wieczorem, po 29 godzinach żeglugi, stanęliśmy w Ribadeo.

Etap 20 i 21: z Biskajów do Portugalii

28 września, czwartek

Równo o godzinie 4 w nocy zaokrętowano w Santander całą pełną załogę etapu 20/21 w składzie Monika Kaczorowska, Piotrek Menartowicz i ja, Bolek R. Osób: trzy. Utrudzeni poszliśmy spokojnie od razu spać.

A wcześniej było bardzo skomplikowanie. Ja z Piotrem lecieliśmy z Wrocławia przez Londyn do Santiago de Compostella. Tam odebrał nas z lotniska Przemek i Michał z poprzedniej załogi, jadąc tu autem z Santander. Razem pojechaliśmy do Vigo, gdzie wg całkiem początkowych planów mieliśmy – oni zakończyć, a my – rozpocząć rejs. Mając chwilę czasu zwiedzaliśmy wspólnie miasto.

20170927_180539m 20170927_182358m

Rozstawszy się z nimi poczekaliśmy do późnego wieczora na Monikę, która tu miała przylecieć z Amsterdamu przez Barcelonę. W tak zwanym międzyczasie zwiedzaliśmy okoliczne okolice, wypatrzywszy m.in. coś takiego na dobry początek.

20170927_202517m 20170927_201639m

Z kopyta ruszyliśmy w 550 kilometrową podróż, aż dojechaliśmy i zaokrętowaliśmy się, o czym było na wstępie. Tak zaczął nam się nasz rejs. A co dalej? – zobaczymy.

Przez Biskaje

23 września, sobota

Wczoraj popołudniu już o godz. 1840 po krótkim postoju w Camaret bardzo dzielna załoga Przemka ruszyła na Zatokę Biskajską w kierunku Półwyspu Iberyjskiego. Dokąd ich wiatr zawieje? Dzisiejsza prognoza na godzinę 1300 wygląda tak:

Biskaje 23.09.17 g.1300 Skala kt

Wreszcie na kontynencie

22 września, piątek

W środę o godz. 1949 krótko zadzwonił mój telefon. W trzeszczącej słuchawce usłyszałem głos Przemka. Wchodzili właśnie z Morza Celtyckiego w Kanał Angielski (La Manche). Po pół minucie połączenie zerwało się.

Dzisiaj o godz. 0931 po 4 i pół dobach w morzu stanęli we francuskim Camaret sur Mer.

Ruszyli. Czy zdążą?

17 września, niedziela

Dzisiaj dojechała reszta załogi z Warszawy. Prace nad wymianą silnika trwały do późnego popołudnia – z powodzeniem, uff… Późnym wieczorem, a w zasadzie już w nocy ok. godz. 22 ruszyli z Holyhead.  Przed nimi długa droga. Oby nie ustali. Powodzenia!

Etap 19: Zamiast Brestu Holyhead, zamiast Bretanii Walia

16 września, sobota

Wczoraj późnym popołudniem 3-osobową ekipą remontową (Marcin – spec od Mercedesów, Kobra i ja) z nowym silnikiem do Lady Meliny ruszyliśmy na podbój Walii. Krótka drzemka na promie z Calais do Dover i z samego rana zaczęliśmy zmagania z lewoskrętnymi rondami.

Po drodze odebraliśmy z lotniska w Luton Grześka z nowej załogi. W następnej „podrodze” zjedliśmy śniadanie u siostry Marcina, a w następnej podjęliśmy z lotniska w Birmingham następne trzy osoby z załogi, w tym kapitana – Przemka Lisa. Na tym „podrogi” zakończyliśmy.

W tym czasie w Holyhead Wojtek z chłopakami ze starej załogi (Erykiem i Szymonem) przygotowali wszystko do szybkiego wyjęcia starego silnika. Po 25 godzinach podróży od razu wzięliśmy się do pracy. Awaria chłodzenia okazała się na tyle poważna, że wymiana silnika okazała się konieczna.

20170916_192330m