Archiwa kategorii: …Etap 121,122 Hiszpania-Portugalia

Rundka pod mostem

8 września, niedziela

Tradycyjnie trzeba było popłynąć z mariny pod most, który nam wczoraj stale towarzyszył. Zrobiliśmy parę kółeczek i przedefilowaliśmy tuż, tuż przy moście, wodząc sztagiem niemal po jego barierkach. Zostaliśmy uwiecznieni na niezliczonej ilości fotografiach.

Filipa odstawiliśmy na najbliższą keję, tuż przy moście. Niestety musiał wracać do domu do małego Antka.

Znowu pchani baksztagowym wiatrem o zachodzie słońca dotarliśmy do malutkiego porciku, Gafanha da Nazare.

Jak zwykle porto w Porto

7 września, sobota

Równiutko o północy wznieśliśmy pierwszy toast białym porto. Była okazja. Ta okazja przewijała się przez calutki dzień. Wyprzedzę i podpowiem, że dobrze ją wykorzystaliśmy.

Ale, żeby nie było, że cały dzień nic, tylko uciechy, to od rana trwały prace bosmańskie. Tuż przed lunchem zjawił się szósty członek załogi, Marcin Krasowski.

Po obiedzie w lokalnej knajpce przeprawiliśmy się promikiem na drugi brzeg rzeki. Następnie zabytkowym tramwajem, takim z lat 40-50 ubiegłego wieku, dotarliśmy do centrum miasta przy moście. Tłum ludzi falował, a my wraz z nim. Zapuściliśmy się w zaułki. W którymś miejscu na sąsiedzkiej impezce zaczął się przepiękny koncert fado. Piękne.

C.d.n

 

A Coruña

31 sierpnia, sobota

Jacht ze Styrkiem przekazaliśmy sobie telefonicznie w autobusach – ja z Santiago do A Coruny, a on z La Coruny do Porto.

Do mariny Real w samym centrum miasta wpadł niemal jednocześnie z nami piąty członek naszej załogi, Johann Joschko. Z Johannem miała dotrzeć jeszcze Ala, ale niestety nie mogła. Bardzo żałujemy, a szczególnie Hania. Po rozlokowaniu się zrobiliśmy duże zakupy i ruszyliśmy w miasto. Oprócz zwiedzania naszym celem była szynkarnia – Jamoneria de Leonesa.

Palce lizać!

Etapy 121 i 122: Pielgrzymi?

31 sierpnia, sobota

Już wczoraj z Wrocławia, a niektórzy z Nysy, samolotem przez Lądek, dotarliśmy do mekki pielgrzymów – Santiago de Compostela w hiszpańskiej Galicji. Na razie jest nas czwórka: Józek Radomański i Filip Banach z Nysy oraz Hania i ja.  Po zakwaterowaniu w całkiem znośnym mieszkanku poszliśmy na zwiedzanie i spożywanie.

Zastaliśmy miasteczko pełne turystów i pielgrzymów, przy katedrze tłum, a do posągu świętego Jakuba ogromna kolejka. Oczywiście stanęliśmy w niej i czekaliśmy cierpliwie na bezpośredni kontakt ze Świętym, oczekując łask wszelakich. Doczekaliśmy się.

I poszliśmy na kolację.