Archiwa kategorii: ..Etap 74,75 Ateny-Korfu

Agia Efimia na Kefalonii

12 października, piątek

W zasadzie nic się nie działo, oprócz tego, że rano pokręciliśmy się po porcie w poszukiwaniu wody, a po zatankowaniu umyliśmy pokład.

A potem puściliśmy się, z początku na silniku, a pod wieczór na żaglach, na Morze Jońskie. Tak się puściliśmy, że zapuściliśmy się na wyspę Kefalonia do porciku Agia Efimia.

Messolonghi

11 października, czwartek

Poranek zaczęliśmy ambitnie. Wejście na górującą nad miasteczkiem twierdzę trwało ponad godzinę. Mieliśmy stamtąd piękny widok na Zatokę Koryncką, Most Patraski i miasteczko ścielące się u naszych stóp. Sama twierdza broniła się skutecznie. Tak skutecznie, że nie weszliśmy do jej wnętrza. Pokonał nas bez jednego wystrzału strajk obsługi.

Zdruzgotani taką sytuacją wsiedliśmy na nasz okręt i popłynęliśmy zdobywać następne warownie. Padło na Messolonghi. Długi, dwuipółmilowy kanał i podstępne rozlewiska wokół nie były dla nas przeszkodą. A brak jakiejkolwiek obrony pozwolił nam zdobyć port, a następnie miasteczko. W nagrodę napiliśmy się ouzo. Ono nas pokonało.

Nafpaktos (d. Lepanto)

10 października, środa

Wreszcie ładnie powiało i zawiało nas do pięknej miejscowości Nafpaktos z jeszcze piękniejszym malutkim, okrągłym porcikiem znajdującym się za murami obronnymi miasta. Stoimy tu jako jedyny jacht wśród kilkunastu łódeczek rybackich. Jest przepięknie.

IMAG6698m IMAG6702m

Niedawno, bo trzy dni temu przypadała rocznica wielkiej bitwy morskiej pod Lepanto z roku 1571, która odbyła się w bezpośredniej bliskości miasta. My walczyliśmy w knajpie.

DSC_7278m DSC_7285m

Galaxidi i Delfy

9 października, wtorek

W oczekiwaniu na Andrzeja, wynajętym autem pojechaliśmy do pobliskich Delf. Znane są one m.in. z kapłanki Pytii ze świątyni Apolla i jej zagmatwanych przepowiedni. Powykręcanymi serpentynami dojechaliśmy do miasteczka z powalającym widokiem na dolinę i zatokę. Najpierw zaszliśmy do muzeum.

IMAG6572m DSC_7175m DSC_7180m DSC_7192m IMAG6573m DSC_7178m IMG_20181009_142453m

Potem zwiedziliśmy wykopaliska.

DSC_7208m IMAG6603m IMAG6588m IMAG6612m IMAG6623m DSC_7252m DSC_7239m IMG_20181009_191634m

Wieczorem dojechał do nas Andrzej.

Stoimy, jak te ciule

8 października, poniedziałek

Godz. 1410: Od rana stoimy na kotwicy w główkach Kanału Korynckiego od strony Zatoki Sarońskiej i czekamy na zmiłowanie obsługi kanału i wpuszczenie nas do środka. Przepuszczają jakieś głupie cargo z holownikami z przodu i z tyłu, a poważnej Lady Meliny nie chcą. Ale jeszcze się doigrają!

Doigrali się o 1510. Po przeczekaniu trzech dużych statków o długości ponad 100 m i szerokości takiej, że ocierały się o brzegi kanału, ruszyliśmy z kopyta.

Tak ruszyliśmy, że po przepłynięciu 6 km za 220 euro, bez trzymanki popłynęliśmy w siną dal, aż zatrzymaliśmy się o północy w ślicznym Galaxidi.

IMAG0007m IMAG6549m IMAG6546m IMAG6548m

Z Aten do Kanału Korynckiego

7 października, niedziela

W sobotę po zatankowaniu paliwa po czubek, zakupach i uiszczeniu, nieco po południu ruszyliśmy w morze. W Morze Egejskie. Wiało siódemką z baksztagu, więc na skrawku genuy płynęliśmy ponad 6 knotów podskakując wesoło na falach.

Na wieczór dopłynęliśmy do mariny Alimos (Kalamaki) w Atenach. Na Lady Melinę czekali już nasi przyjaciele. Powitanie trwało i trwało. Przez pokład i mesę przewinęło się ok. 20 spragnionych żeglarzy. A pożegnaniom nie było końca.

Rano pojawił się Krzysiek i już w piątkę ruszyliśmy na zachód przez Zatokę Sarońską. Już po ciemku dotarliśmy w okolice Kanału Korynckiego. Rzuciliśmy kotwicę i poszliśmy spać w oczekiwaniu na poranną przeprawę.

Jesienne Lavrio

5 października, piątek

Z Wrocławia samolotem do Aten i dalej busem do Lavrio dotarła na Lady Melinę następna grupa śmiałków. Na razie jest nas czwórka wrocławiaków: Lidka, Jurek, Leszek i ja, ale w niedzielę dotrze Krzysiek z Katowic i we wtorek Andrzej z Wrocławia.

W samolocie tłum żeglarzy. Spotkaliśmy kilku znajomych i serdecznie sobie z nimi pogadaliśmy. Być może spotkamy się z nimi jutro w marinie Alimos (Kalamaki) w Atenach skąd czarterują łódki, a my odbierzemy Krzyśka.

W marinie Lavrio nasz jacht zastaliśmy w bardzo dobrym stanie. Po ostatnim cyklonie Zorbas, który przeszedł tydzień temu przez okolicę, mamy jedynie otarcie na prawej burcie od opony ochraniającej betonową keję. Przesympatyczny kapitan mariny opowiedział nam o tym, co się działo w porcie podczas sztormu. A działo się.

Tradycyjnie poszliśmy do tradycyjnej knajpki.