Wszystkie wpisy, których autorem jest Bolek

LM 74,75: Ateny – Korfu

25 września, wtorek

U nas już jesień i zrobiło się zimno. Lady Melina niestety nadal stoi przy kei w Lavrio, ale niedługo zaczną się nowe etapy wyprawy na ciepłym południu. W pierwszym rzucie już za parę dni popłyniemy z Morza Egejskiego przez Kanał Koryncki na Morze Jońskie. Oto planowana trasa:

Lavrio-Korfu1

Odwiedziny w Lavrio

15 września, sobota

„Pozdrowienia z Grecji”. „Lady Melina ma się dobrze, stoi w zacisznym, choć prestiżowym miejscu”. „Tak Lady sobie stoi”.

mms_img2653240231875324029 20180916_120105 Resized_20180915_182302 Resized_20180916_115057

Takie miłe smsy otrzymałem od Darka G., Krzyśka B. i Bogusia K. W Lavrio kończyli swój rejs z Zakyntos wokół Peloponezu płynąc na całkiem innej łódce. Dziękuję za kontrolę!

A swoją drogą, szkoda, że w takim pięknym okresie Lady Melina stoi, a nie pływa. Ech…

Urlop?

7 września, piątek

Kapitanowie! Żeglarze!

Lady Melina dotarła do półmetka swojej tegorocznej wyprawy. Kontynuowałaby swoją grecką przygodę, ale we wrześniu, z przyczyn losowych, wypadło aż trzech kolejnych prowadzących wraz z załogami. Jeśli macie ochotę, Lady Melina czeka na Was w Lavrio koło Aten od teraz do końca września.

Bolek Rudnik w imieniu Yacht Clubu Melina Wrocławskiej Asocjacji Przyjaciół

Etapy 67 i 68 – epilog

29 sierpnia, środa

Plany są po to, żeby je realizować. Ale też po to, aby w razie niekorzystnych warunków, móc je zmienić. Tak stało się tym razem. Dwuosobowa wyprawa pod silny wiatr miałaby słabe szanse powodzenia, a zmęczenie odebrałoby przyjemność realizacji celów, czyli dotarcia na Morze Czarne przez Dardanele, Morze Marmara, Stambuł i Bosfor. Na dodatek konieczność dopełnienia greckich formalności zabrała nam cztery dni, a czekałyby jeszcze formalności tureckie. Niestety nie dotknęliśmy Morza Czarnego, celu tegorocznej wyprawy.

LM 67,68 Sporady1

Ale dotarliśmy na Sporady i opłynęliśmy Eubeę, czyli zrobiliśmy coś całkiem nowego. I na tym m.in. polega idea Wrocławskiej Asocjacji Przyjaciół.

W trakcie naszego 12-dniowego rejsu przez cztery pierwsze dni zwiedzaliśmy Kymi wzdłuż i wszerz, w górę i w dół. A potem we dwójkę z Hanią przepłynęliśmy w 78 godzin nieco ponad 270 mil, w tym na żaglach 42 godziny. Odwiedziliśmy wyspy Skyros, Alonnisos i Skopelos, byliśmy w dwóch porcikach na Eubei (Orei i Panagia), na kontynencie w Theologos i Rafinie, sforsowaliśmy most w Chalkidzie. Ostatecznie osiedliśmy w Lavrio niedaleko lotniska w Atenach. Fajnie było!

Intensywna końcówka

28 sierpnia, wtorek

Rano mieliśmy przejść się jeszcze raz po miasteczku i sfotografować domki stojące tuż-tuż nad wodą, bardzo stare drzewa, których korzenie czerpią wprost z wody morskiej, te wszystkie delfinki, koniki morskie, kwiatuszki, piratów i inne pierdółki zdobiące to naprawdę ładne miejsce. Piękne plany. Jednak wieczorny spokój trwał krótko.

20180828_023324m

Już przed północą zachmurzyło się i zaczęło wiać od otwartej zatoki prosto w dziób. Na wszystkich trzech jachtach stojących przy kei (każdy z załogami dwuosobowymi) trwała wachta kotwiczno-kejowa. Jachty skakały góra-dół niebezpiecznie zbliżając się rufami do betonowego nabrzeża. Około 3 w nocy nie wytrzymał Grek z lewej na łódce przypominającej Cartera i odpłynął. Do rana trwała stała kontrola trzymania kotwic u nas i u Rosjanina z prawej. My, Słowianie, utrzymaliśmy pozycje do rana. Już za widnego jeden po drugim z ulgą odpłynęliśmy. Z wody zrobiłem kilka zdjęć.

20180828_103420am 20180828_104317m

Bajdewindem na żaglach skacząc na falach opłynęliśmy skalistą wyspę, a następnie kiwając się mocno na boki pełnym baksztagiem popłynęliśmy do Rafiny. Tam w północnym, nowym porcie nie było wolnego miejsca, a w południowym, starym, już po przycumowaniu do kei policja portowa odradziła nam zostawienie jachtu na dłużej ze względu na niebezpieczne duże zafalowanie przy wiatrach wschodnich. Odpłynęliśmy dalej na południe. Spotkany wcześniej Piotrek Kasperaszek ułatwił nam kontakt z Petrosem z Lavrio. Tak, tam miejsce czekało już na nas. Już po ciemku stanęliśmy Lady Meliną przy kei na muringach. Porządki i, jak zwykle…, pół kilo wina.

20180828_220953m

Słodka Panagia

27 sierpnia, poniedziałek

W zasadzie dzisiaj się nic nie działo. Oprócz tego, że, jak na nas, wcześniej wstaliśmy. Spaliśmy w Chalkidzie stojąc na kotwicy między mostami, starym i nowym. Nie wiało nic, więc przepłynęliśmy pod tym nowym na silniku. Dalej nic nie wiało, więc tak terkotaliśmy następne 7 godzin.

20180827_092714m 20180827_093442m 20180827_101659m 20180827_103304m

U nas nic nie wiało, ale wokół szalało. Szalało, grzmiało i waliło piorunami raz w kontynent, raz w wyspę. A w nas trafiło tylko paroma kroplami deszczu. A jak na koniec zawiało, to na żaglach dowiało nas do malutkiej zapomnianej gdzieś-tam mieścinki Panagia na samym końcu zatoczki zupełnie nie po drodze, znowu na wyspie Eubea.

20180827_194404m

Skaliste dno spowodowało konieczność trzykrotnego rzucania kotwicy, ale wreszcie kotwica chwyciła. Krótka wieczorna wycieczka zaowocowała stwierdzeniem „Słodka Panagia”. Tu warto przypłynąć.

Chalkida

26 sierpnia, niedziela

Godz. 1915. Stoimy przed mostem w Chalkidzie. Most być może zostanie otwarty o godz. 2230. Być może. Czekamy.

20180826_194629m

Ale od początku. W malutkim Teologos, w niedzielę(!), zakupiliśmy świeże, jeszcze gorące, pieczywo. Zapłaciliśmy jedynie 80 eurocentów i się cieszyliśmy, że tak mało dzisiaj wydamy. To niestety nie był koniec. Przyszłość okazała się czarniejsza od Morza Czarnego.

Płynęliśmy, jak zwykle i tak, i siak, na golasa i w tekstyliach, popijając napoje z palemką i nie popijając, z kąpielą na środku szerokiej wody i bez kąpieli. Ot, posuwaliśmy się.

20180826_132618m

Najgorsze przyszło, kiedy w Chalkidzie podeszliśmy załatwiać formalności przed przepłynięciem pod mostem (a w zasadzie obok mostu, bo ten się rozsuwa). Wyobraźcie sobie, że kazano na zapłacić 150% stawki, czyli 62,39 euro, bo… w niedzielę nie pracują.

Z tego wszystkiego poszliśmy do znajomej z poprzedniego etapu knajpki Delphini z przemiłą panią Elżbietą i tam utopiliśmy smutki (pół kilo). A przy okazji zjedliśmy wspaniałą wołowinę z cebulami w sosie ziołowym i musakę.

20180826_204734m

W prezencie od Elżbiety dostaliśmy pyszne winogrona, zimnego arbuza i na dodatek ogromną kiść winogron na wynos.

Przejście Old Evripos Bridge pod już niewielki, bo raptem 2 węzłowy, prąd trwało raptem 2 minuty. Za prawie 270 zł!

Dookoła Evii

25 sierpnia, sobota

Evia, to inaczej Eubea (to tak dla jasności).

Dzisiaj tylko nieco wcześniej udało nam się odcumować, bo aż prawie godzinę przed południem i tym sposobem zaczęliśmy kontynuację zastępczego manewru okrążającego. Raz na żaglach, raz nie, dotarliśmy do zachodniego skrawka wyspy, do wysepek Lichades. Nazywane są one greckimi Seszelami lub Malediwami w pigułce. Faktycznie ładne.

Przecisnęliśmy się obok przylądka Lithada i wypłynęliśmy na przestwór wód oddzielających Grecję od wyspy. I tak, znowu gnani wiaterkiem, albo dieselkiem, osiedliśmy wreszcie na lądzie stałym, czyli na kontynencie. Trafiła nam się jeszcze mniejsza miejscowość rybacka, a porcik nazywa się Limeniskos Agios Ioannis Theologos. Prawda, że niekonwencjonalnie?

W tym malutkim miejscu niekonwencjonalny był również potwór, obok którego stanęliśmy.

20180826_094839m 20180826_104849m

A reszta tradycyjnie piękna i spokojna.

20180826_093312m 20180826_093541m 20180826_094624m 20180826_093921m

Stan w scrabble 2:0 (wynik drugiego pojedynku niewarty wzmianki…)

Czarne? Nie! Niestety…

24 sierpnia, piątek

Jak pewnie niektórzy znawcy już zauważyli nie płyniemy w kierunku północno-wschodnim, a południowo-zachodnim. Na taki stan spraw złożyły się trzy rzeczy: pogoda, a w zasadzie niekorzystne kierunki wiatru, załoga i sprawy administracyjne. To na razie tyle wyjaśnień. Nowy cel, to Lavrio lub Rafina w pobliżu lotniska w Atenach.

Wystartowaliśmy ze Skopelos nieśpiesznie. Rozłożyliśmy żagle i tak popychani leciutkim tchnieniem przepłynęliśmy obok bardzo gwarnych i ruchliwych wysepek rozsianych wokół Skiatos, co rusz to atakowani różnego rodzaju pływadłami. Współpracujący fok z genuą świetnie dawały sobie wspólnie radę czy to z jednej, czy z dwóch stron.

20180824_143452m 20180824_143519(0)m

O 22-giej dotarliśmy do cichego porciku rybackiego Orei w północnej części Eubei w przesmyku oddzielającym wyspę od kontynentu.

20180825_103650m 20180825_110336m 20180825_104518m 20180825_104619m

Już na wodzie czuć było zapachy smażonych i przypiekanych owoców morza. Mimo wypełnionych restauracji nie było tłoczno – to nie moloch turystyczny, a skromna miejscowość głównie dla Greków.

W knajpce zjedliśmy krewety (duże) i small fishki (małe). Do tego tradycyjnie pół  kilo białego. Ciekawostką był młody kelner, który wszystkie czynności wykonywał biegiem. Należał mu się napiwek.

PS. Scrabble na wodzie 332:290

Zielone Sporady

23 sierpnia, czwartek

Wczoraj wieczorem ruszyliśmy. Od razu na żaglach. Najpierw znowu przepłynęliśmy ciaśniutką cieśninkę Valaxa Bay, a potem halsując między wysepkami i skałkami wpłynęliśmy w ciemność. Meltemi zdechło. Północ zastała na pokładzie samotną Hanię w towarzystwie diesla. Towarzyszył jej również księżyc w drugiej odsłonie. Zmorzona trudami o drugiej obudziła drugą połówkę. Drugiej połówce przywiało. Na eksperymentalnej kombinacji genua, fok, grot na drugim refie i bezan na drugim refie druga połówka dopłynęła w pobliże wyspy Alonnisos.

Ożywcza kąpiółka w szmaragdowej wodzie zatoczki Megali Mourtia Cove orzeźwiła zdechłą załogę. Cóż robić w życiu? Postanowiliśmy odpłynąć z gracją w kierunku wyspy Skopelos. Na Skopelos kręcono parę lat temu film Mamma Mia! z całą plejadą. Kastri Pt. stał się naszym chwilowym celem.

20180823_154116m 20180823_170422m

Wziąwszy Skopelos od północy zawinęliśmy wieczorem do rybackiego porciku Loutraki (6,14 euro). Ładnie tu.

20180824_113052m 20180824_110528m 20180824_110851m 20180824_120722m

Skyros

22 sierpnia, środa

Prysznice zdobyte! A było to tak: Rano w zatoczce zjedliśmy śniadanie. Nie wzruszyło nas nawet to, że był znowu duj i wlekliśmy kotwicę z gamułą błota i wodorostów. Nasyceni odpaliliśmy silnik i jak Państwo przycumowaliśmy przy CPN-ie i kazaliśmy sobie nalać. Potem kazaliśmy sobie zrobić miejsce przy kei i poszliśmy na miasto Linaria. Oto widoki:

20180822_134726m 20180822_140739m 20180822_134512m 20180822_133812m

Po zakupach (wino) zdobyliśmy rzeczone prysznice. Ot, proste, prawda?

Po południu ruszyliśmy zdobywać następne Sporady. Te główne.

DEKPA nasza!

21 sierpnia, wtorek

Po zapłaceniu podatku DEKPA (gotówką w banku w mieście Kymi, 5 km serpentynami w górę), otrzymaliśmy oficjalnie w budynku policji portowej książkę z odpowiednimi wpisami, pieczęciami i podpisami i możemy już teraz całkiem legalnie pływać po wodach greckich.

Tak też zrobiliśmy i popłynęliśmy w kierunku wyspy Skyros. Już nie duło, a jedynie pięknie wiało z północy. Szliśmy bajdewindem lewego halsu. Nieśliśmy niekonwencjonalną kombinację żagli: bezan na drugim refie, fok i genua. Mimo długotrwałego wiatru, który ostro wiał w ostatnich dniach, morze nie było rozfalowane – max. wysokość fal, to ok. 1 m. Osiągaliśmy niezłe prędkości 4,5 – 5,5 węzła, co przy takim ożaglowaniu było dla mnie zaskoczeniem.

Wieczorem przepłynęliśmy na żaglach przez wąziutką i płyciutką cieśninkę Valaxa Strait i wobec braku miejsca w porcie Linaria, uciekając przed nadciągającym promem, osiedliśmy na kotwicy w zatoczce Linaria Bay. Jutro atakujemy prysznice.

Greckie wakacje

20 sierpnia, poniedziałek

Wreszcie minął weekend i urzędy zaczęły pracować. Po pierwsze uiściliśmy opłatę za marinę (5,61 euro/doba). W opłacie jedynie keja, ale można dokupić kartę na prąd i wodę – miła pani Ewangelia wszystko nam zgrabnie wytłumaczyła.

Zgłosiliśmy się też na posterunek policji portowej, aby zapłacić specjalny podatek 50 euro od pływania Lady Meliną po wodach greckich i otrzymać tzw. transit-log. Tu również miło było, ale straciliśmy nieco czasu na formalności, a na dodatek poinformowano nas, że aby zapłacić musimy udać się do banku do miasta Kymi (5 km serpentynami pod górę) z gotówką w ręku. Znowu pojechaliśmy autostopem, a przy okazji dowiedzieliśmy się, że na tych agrafkach rozgrywane są co jakiś czas jakieś rajdy i stąd niemal każdy zakręt obłożony jest stertą opon.

W Grecji, a przynajmniej w Kymi, banki pracują do godz. 1430. My byliśmy tam o 1435.

Jak wakacje, to wakacje. W kafejce obok maleńkiego wiadukciku, pod gęstą osłoną przepięknej rozłożystej lipy, napiliśmy się źródlanej wody, frappe oraz fredo cappuccino.

20180820_154025m 20180820_164136m

Postanowiliśmy zejść tą samą drogą, co wczoraj w nocy, tylko teraz w dzień. Widoki przecudne, zupełnie nam nie znane i faktycznie aż dziw, że wczoraj nie połamaliśmy nóg.

20180820_165508m 20180820_170912m 20180820_171700m 20180820_171739m

Na dole w nagrodę odwiedziliśmy przepięknie położoną plażę. Z ulgą wykąpaliśmy się.

20180820_173914m 20180820_190956m

A po drodze do jachtu wstąpiliśmy na pół kilo wina, pomidory faszerowane ryżem z czymś-tam, souvlaki i tzatziki (razem 15,40 euro). Ledwie doczłapaliśmy się na keję. Fajne te greckie wakacje i aż żal, że Was tu nie ma z nami.

Duj, jak …

19 sierpnia, niedziela

…, czyli meltemi w buzię. Tak stwierdziła Hania.

Kymi jest piękne o poranku, przed, w i po południu, popołudniu, wieczorem i w ogóle. Na kawę poszliśmy po śniadaniu i drzemce. Kawiarnia była tuż przy cerkiewce-kapliczce, więc zrobiliśmy dwa w jednym.

20180821_082959m 20180821_113044m

Wycieczka na pirs portu umocniła nasze pragnienia poznawania Kymi dogłębniej. Leniwie pogrążyliśmy się również w pracach bosmańskich, ale leniwie. A wieczorem znów poszliśmy na całość (za 27,50 euro) – sałatka grecka, smażone sardynki i mule saganaki. Do tego kilo wina merlot wsiąkło w nasze gąbki, jak w gąbki. Aż wszystko było zdziwione, co nam tak dobrze.

20180821_112941m 20180819_211029m

Imieninowe pozdrowienia dla wszystkich czytaczy! I żeglarzy przy okazji też.

Masło i spać!

18 sierpnia, sobota

Przygody wczorajszego dnia nie skończyły się. Rano kupiliśmy świeży chlebek, pomidory i chcieliśmy kupić masełko do chleba. Po długich poszukiwaniach w Kymi wykupiliśmy chyba cały zapas masła, tzn. jedno jedyne opakowanie (po 4,80 euro), bo więcej w całym miasteczku nie było… Cóż, przecież to kraj oliwy, a nie masła.

Chyba stajemy się powoli Grekami. Nic nam się nie chciało. Mniej więcej w południe zalegliśmy w kojach. Przyjemny przewiew wzdłuż wnętrza jachtu owiewał nasze rozpalone ciała (zmysły prysły). Kilka przebudzeń nie zmieniło naszego położenia, aż do wieczora. A wieczorem, po kąpieli w cieplutkim i czyściutkim morzu, jak wszyscy inni wylegliśmy na miasto.

20180821_112705m 20180820_184208m

Właściwie, to pojechaliśmy autostopem z Kymi Portu do miasta Kymi. 5 km w górę stromymi serpentynami.

20180818_201624m 20180731_143209m

Po kolacji (souvlaki, sałatka z gyrosem, pół kilo wina – 13,10 euro) postanowiliśmy zejść na piechotę. No, zejście po ciemku bocznymi dróżkami stanowiło nie lada wyczyn. Ale żyjemy i oczywiście znowu idziemy spać. A winko, to pyszne pijemy!

W Kymi

17 sierpnia, piątek

Dzisiaj o godz. 1900 zaokrętowaliśmy się z Hanią na Lady Melinie w Kymi (w Grecji, na Eubei). Po drodze mieliśmy następujące przygody:

1. W Poznaniu, z którego lecieliśmy do Aten, spotkaliśmy Piotra Kasperaszka, znanego znawcę Grecji i autora locji tutejszych wód, wybrzeży i wysepek.  Dostaliśmy od niego w prezencie trzy tomy locji i na dodatek grecką książkę kucharską. Wszystko z dedykacją dla załóg Lady Meliny.

20180817_103921m 20180821_081215m

2. Z lotniska w Atenach pojechaliśmy busem za 6 euro do centrum na nie ten dworzec autobusowy, na który chcieliśmy, wobec tego musieliśmy uszczuplić portfel o 10 euro na taxi. Na właściwym już dworcu kupiliśmy bilet za 16,70 euro do Kymi.

Na tym przygody skończyły się. Po przybyciu do mariny zastaliśmy Lady Melinę w stanie doskonałym, tzn. takim w jakim zostawiliśmy ją dwa tygodnie temu. Po obejściu miasteczka poszliśmy grzecznie spać.

Etapy 67,68: Grecja – Stambuł – Morze Czarne

10 sierpnia, piątek

Wyprawa Lady Meliny w bieżącym roku zbliża się do półmetka. Już w piątek 17 sierpnia lecimy z Hanią do Aten. Potem jedziemy do miasteczka Kymi na wyspie Eubea, gdzie czeka na nas Lady Melina. Stamtąd płyniemy przez Sporady na Morzu Egejskim, cieśninę Dardanele i Morze Marmara do Stambułu. Jeszcze tylko Bosfor i osiągniemy tegoroczny cel, czyli Morze Czarne. Mamy na to 2 tygodnie. Płyniesz z nami? Mamy wolne miejsce dla Ciebie.

LM 67,68 Morze Czarne1

Już Koryncka

22 lipca, niedziela

Jacek zadecydował, że w Patras zakończy swój rejs. Wyokrętowałem go o 0945. Razem przepłynęliśmy 144 Mm w czasie 36,5 godziny, w tym 24,5 godziny na żaglach. Bardzo żeglarski i spokojny etap.

A ja przepłynąłem pod mosten nad Cieśniną Rio-Andirio i w ten sposób znalazłem się wreszcie w Zatoce Korynckiej. Z następną, młodą ekipą umówiłem się wieczorem w Itei.

Zatoka Patraska, jeszcze nie Koryncka

21 lipca, sobota

20180721_094400m Tak wygląda poranny sztorm.

Uroczo jest wskoczyć do czyściutkiej i cieplutkiej wody z samego rana. Teraz płyniemy w kierunku Patras. A co dalej, zobaczymy.

Już widzimy. Otóż po południu stanęliśmy w porcie Patras. Miasto jakoby wymarłe, żywego ducha wokół. Też żadnego podmuszku wiatru, za to w nadmiernych ilościach żar z nieba. I my również przez dłuższą (bardzo dłuższą) chwilę udawaliśmy, że nas tu nie ma. Zalegliśmy w cieniu, jedynie od czasu do czasu uzupełniając płyny ustrojowe.

Pod wieczór ożywił nas Pan Kasjer Portowy, który zmącił wszechobecny spokój każąc zapłacić 49,36 euro. Jedynie za postój, bez prądu, wody, pryszniców, ani kibelków. Trochę przesadził. Tak ożywieni ruszyliśmy na miasto.

20180721_205622m 20180721_210025m

Okazało się, że nie tylko my, ale całe miasto ożyło. Ruszyliśmy szlakiem uroczych knajpek.