Wszystkie wpisy, których autorem jest Bolek

W oczekiwaniu na posiłek

19 lipca, piątek

Chyba z podniecenia, jaki towarzyszy załodze w oczekiwaniu na spodziewane posiłki, a w zasadzie posiłek, zostałem zasypany gradem zdjęć. Oto one od Ani, Ewy i Halinki:

1. Ciąg dalszy załogi

Resized_20190719_112629_2172 Resized_20190719_123800_5438 Resized_20190719_154734_7656

2. Buziaki z Plockton. W deszczu zwiedziliśmy śliczne miasteczko z cudnymi ogródkami. Oto wzmiankowane ogrody w Plockton

Resized_20190719_104808_5804IMG-20190720-WA0000 IMG-20190719-WA0001 IMG-20190719-WA0000 Resized_20190719_104250_942 Resized_20190719_104534(0)_295

3. Leszek w swoim żywiole. Korzystając z okazji – prace na maszcie.

Resized_20190719_154712_8953 Resized_20190719_160148_6887

4. A ten posiłek wyjaśnił się w następnej serwowanej porcji: Czekamy na przyjazd Maćka w  miejscowości Kyle of Lochalsh. Musieliśmy w tym celu przepłynąć pod mostem – kolejny raz się udało.
Resized_20190719_123722_9696

Na moje pytanie do Człowieka Na Maszcie „Jak tam samopoczucie? Jak załoga i atmosfera po tygodniu?”, otrzymałem odpowiedź „Nadspodziewanie dobrze, a z Maćkiem  jeszcze lepiej.”

Ot, i tak im tam się plecie w tym szkockim lecie…

Jest różnie

17 lipca, środa

Ciąg dalszy od Halinki: Tak było wczoraj – bezdeszczowa, sympatyczna wycieczka wokół zamku Donan Castle.

Resized_20190716_184646_8460 Resized_20190716_174334_5823

I jeszcze rano wczoraj byliśmy pod latarnią w Tobermory.

Resized_20190716_112102_4715

A tak jest dzisiaj – leje non stop i stoimy na ślicznym  kotwicowisku w Port Giubhais, bo przegnali nas z Mallaig  z powodu braku miejsca. Właśnie skończyliśmy pyszny  obiad  i serdecznie pozdrawiamy :)))

Resized_20190717_162540_8206 Resized_20190717_153450_4218 Resized_20190717_153443_6156

Greckie wiadomości

15 lipca, poniedziałek

Jeszcze wczoraj dobrą techniczną wiadomość przesłał Leszek: Przekładnia w końcu działa jak marzenie, ale trochę kombinacji i cięcia gumówką było. Taka sama, nie znaczy dokładnie taka sama. Pogoda grecka. Pozdrawiamy z Iony. 

A dzisiaj Ania znowu donosi: Oban – Iona – Staffa -Treshnish. Teraz do Tobermory – jakieś 20 mil. Pogoda grecka. Wielki błękit. Widoki akwaryjne. Paffiny, kormorany, delfiny, foki… Skoki do wody. Dla koneserów – trochę historii na Ionie. Jednym słowem – organizacja wycieczki zasługuje na najwyższą pochwałę. Co prawda sądziłam, że jadę do Szkocji odpocząć po upałach, a muszę smarować się kremem z filtrem...

Resized_20190714_145228_3911 Resized_20190714_150802_1433

Glasgow i Oban

13 lipca, sobota

Na mój „Apel do załogi Szkocja III: bardzo proszę o przesłanie do mnie przez każdego z Was codziennie lub prawie codziennie 1 zdjęcia i 2 zdań opisu sytuacji. Nagrody gwarantowane!”,  pierwsza odpowiedziała Aneta deklaracją :* rozkaz wykonamy :D , a druga Ania czynem: Po dotarciu do Szkocji, pomachaniu przez szybkę na lotnisku kapitanowi Bolkowi i intensywnym zwiedzaniu Glasgow (piękne puby tam mają!) kolejna załoga dotarła do Obanu i objęła we władanie „Lady Melinę”.

Resized_20190712_145556_1231

Trzecia Ewa: „Mamy reprezentanta godnego, więc gdzie mi tam do niego” – to o Ani. A Ania kontynuuje: Prace bosmańskie. Kapitan z Pierwszym rozmontowują jacht, Ewa i Anetka próbują zaprowadzić jakiś porządek, a Halszka z Anią uprawiają żeglarstwo piesze, szukając stosownej szekli w promieniu 10 km od mariny… Pogoda zupełnie  nieszkocka… Oby tak dalej… ;) Jutro wpływamy…

Resized_20190713_133501_6522 Resized_20190713_161308_5139

Etapy 112 i 113: Szkocja II

29 czerwca, sobota

Już w czwartek do Obanu dojechała następna ekipa. Dziewczyny poszły nocować do hoteliku, a ja na Lady Melinę. Wspólnego zakończenia poprzedniego rejsu nie było końca.

Rano na pokładzie zjawiły się wyspane dziewczyny, Iwona i Małgosia Pabich. Oto krótka relacja Iwony z pierwszego dnia.

Oban – dzień 1
Wspaniałe słońce i prawie gorąco – jak na tutejsze warunki – Afryka! Na Lady weszłyśmy ok. 10 rano i to był początek przygód. Zaprowiantowanie na nasz 2-tygodniowy rejs zeszło na dalszy plan w obliczu takich wydarzeń jak: rozmowy z panem mechanikiem o windzie kotwicznej i nadawanie przesyłki do Polski w rezultacie przez angielską pocztę, bo na DHL była za ciężka. No i po załatwieniu większości ważniejszych spraw można było pójść na obiad: małże! Pychotka za małe pieniądze w barze przy promie, a raczej czymś w rodzaju straganu z ogródkiem do konsumpcji. Coś w stylu: „świeże małże, świeże homary i kraby mam” – jak nawoływała kiedyś Molly Mallon. Potem nieco prozy życia, czyli zakupy w Tesco i sama przyjemność – wypływamy. Na żaglach doszliśmy do Loch Aline na kotwicowisko, i o ile wydawało się, że „zakręcą” nam wiatr wcześniej, to w Loch Aline mieli go w bród, bo duło przez prawie całą noc. Poranek wstał chłodny i nieco pochmurny – jak na Szkocję przystało.

Słońce, ale nie upał, uff

26 czerwca, środa

Zadowolona ekipa jest przy Eileach An Naoimh. Pięknie tam. No, no… i wreszcie słonecznie. Przynajmniej tak wynika ze zdjęć Basi i Wiktora.

26293 20190626_131217

Wiktor pisze: „Tyle słońca w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze”.

Przypominam, że już od piątku przez dwa tygodnie mamy wolne koje na Lady Melinie. Przyjedźcie i podziwiajcie Szkocję, warto!

W Szkocji ma być słońce!

25 czerwca, wtorek

Szkocja, to naprawdę dziki kraj. Przez kilka dni nie mieliśmy żadnych informacji, bo jak się okazało, załoga nie miała zasięgu telefonicznego. Z jednej strony skandal, ale z drugiej – pięknie, nikt nie przeszkadza w chłonięciu widoków. Pływają do piątku i przez te ostatnie kilka dni ma być słonecznie. No, może nieco słoneczniej. Dobrze, żeby mieli dobre końcowe wspomnienia.

IMG_3844a IMG_3736

Szykują się następne szkockie etapy 112 i 113. A może macie ochotę na Szkocję?
Mamy wolne koje na Lady Melinie, 1-2 tygodnie od 28 czerwca lub od 5 lipca. Dogodne loty z Wrocławia do Edynburga lub do Glasgow są w czwartki i piątki, zresztą są również inne dogodne połączenia z różnych miast w Polsce.

IMG_3765
W Szkocji jest pięknie i ma wreszcie przestać padać… Naprawdę warto!

Deszczowo – na razie

20 czerwca, czwartek

Ze szczątkowych informacji od załogi i obserwacji ruchów na komputerze wnioskować można, że w niedzielę wieczorem opuścili Oban, w poniedziałek około południa byli w Tobermory na wyspie Mull, potem się gdzieś ukrywali, we wtorek wieczorem odwiedzili Mallaig, w środę zapewne nocowali na kotwicy obok pięknego zamku Eilean Donan, a dzisiaj są w Plockton.

Z pogodą przegrywają 3:7 i nie mogą znaleźć bosaka (a nie mogą, bo go przecież któraś cholerna załoga zostawiła w Hiszpanii). A poza tym kupili banderkę szkocką, „bo z brytyjską pod salingiem nie wypada tutaj pływać”. 

IMG-20190619-WA0000

Tak donosi m.in. ich „rzecznik prasowy”

IMG-20190619-WA0001

Czekamy na rozwój sytuacji, lepszą pogodę i dalsze, być może nieco obszerniejsze, informacje.

Biskaj za nami

29 maja, środa

Chelsea – Arsenal  4:1  w finale Ligi Europy. To po to gnaliśmy przez całą Zatokę Biskajską. Po prostu Styrek musiał obejrzeć mecz. My z nim.

Od niedzieli rano do środy wieczorem z Muxii w Hiszpanii do Camaret sur Mer we Francji przy słonecznej pogodzie i umiarkowanych wiaterkach przepłynęliśmy 407 Mm. Czas nienadzwyczajny, bo 83 godziny (trzy noce, cztery dni) w tym na żaglach 50, a na silniku 33. Wiało od 2 do max. 6 B.

Psia kość, jutro podobno finał Ligi Mistrzów.

Muxia – ostatnia Hiszpania

25 maja, sobota

Po dwóch nockach w oceanie (śmiesznie to brzmi), po przepłynięciu 172 Mm halsując cały czas na żaglach, posunęliśmy się o 70 mil w porządanym kierunku północnym i osiedliśmy w miasteczku Muxia (Mugia). Jesteśmy ciekawi, czy potraficie wymówić jego nazwę, tak, jak rdzenni jego mieszkańcy? Gotowi jesteśmy postawić ostatnie peso.

Muxia jest jedną ze stacji szlaku św. Jakuba z/do Santiago de Compostela. Poszliśmy więc zatem na pielgrzymkę.

IMG_7479m IMG_7486m IMG_7507m IMG_7488m IMG_7490m IMG_7497m

A poza tym oglądnęliśmy w tubylczej knajpie, przy tubylczym piwie i winie X razy, finał Pucharu Hiszpanii w piłce nożnej (u nas kopanej) Barcelona – Valencia. Wynik 1:2 chyba był satysfakcjonujący dla tutejszych kibiców. Dla nas w związku z tym też był.

IMG_7514m

Jutro Biskaj.

Etap 107: Biskaje

23 maja, czwartek

Zaczęło się już w samolocie z Wrocławia do Porto – przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda. Opowiadam załodze (Andrzej Hajzik i Piotrek Styrkowiec), jak to w drodze powrotnej z poprzedniego etapu poznałem w samolocie Czecha i Francuzkę, Jana i Susan, jak to wypiliśmy X piw za przyjaźń polsko-czesko-francuską, jak to, zamiast spać, przegadaliśmy całą podróż, a tu zza oparcia fotela słyszę: „Cześć, my się chyba znamy”. To był Jan, a z nim Susi! Wypiliśmy X piw…

IMG_7406m IMG_7413m

Znajdźcie 10 szczegółów na powyższych zdjęciach.

Z Porto do Vigo mieliśmy zamówiony tuż przed północą BlaBlaCar. Niestety Mauro w ostatniej chwili, już na lotnisku w Porto, odmówił współpracy – to chyba jakaś hiszpańska choroba. Cóż było robić – metrem dojechaliśmy do centrum, w tzw. międzyczasie rezerwacja hotelu, a na dobranoc coś na zaśnięcie. Jak to w Porcie. Wieczór, jak wieczór.

IMG_E7444m

Raniutko pociągiem dostaliśmy się do Vigo. I tu obyło się bez niespodzianki – Lady Melina spokojnie czekała na nas. Zaprowiantowanie, obiad w restauracji Królewskiego Klubu Jachtowego, nowiutka banderka naszej Wrocławskiej Asocjacji Przyjaciół (przygotowana przez nieocenioną Basię G.) pod lewy saling i w morze, tzn. w ocean.

IMG_7418m IMG_7442m IMG_7436m IMG_7453m

Kierunek Biskaje. Wieje przewidywalnie, w mordę.

IMG_7464m IMG_7465m