Biskaj za nami

29 maja, środa

Chelsea – Arsenal  4:1  w finale Ligi Europy. To po to gnaliśmy przez całą Zatokę Biskajską. Po prostu Styrek musiał obejrzeć mecz. My z nim.

Od niedzieli rano do środy wieczorem z Muxii w Hiszpanii do Camaret sur Mer we Francji przy słonecznej pogodzie i umiarkowanych wiaterkach przepłynęliśmy 407 Mm. Czas nienadzwyczajny, bo 83 godziny (trzy noce, cztery dni) w tym na żaglach 50, a na silniku 33. Wiało od 2 do max. 6 B.

Psia kość, jutro podobno finał Ligi Mistrzów.

Muxia – ostatnia Hiszpania

25 maja, sobota

Po dwóch nockach w oceanie (śmiesznie to brzmi), po przepłynięciu 172 Mm halsując cały czas na żaglach, posunęliśmy się o 70 mil w porządanym kierunku północnym i osiedliśmy w miasteczku Muxia (Mugia). Jesteśmy ciekawi, czy potraficie wymówić jego nazwę, tak, jak rdzenni jego mieszkańcy? Gotowi jesteśmy postawić ostatnie peso.

Muxia jest jedną ze stacji szlaku św. Jakuba z/do Santiago de Compostela. Poszliśmy więc zatem na pielgrzymkę.

IMG_7479m IMG_7486m IMG_7507m IMG_7488m IMG_7490m IMG_7497m

A poza tym oglądnęliśmy w tubylczej knajpie, przy tubylczym piwie i winie X razy, finał Pucharu Hiszpanii w piłce nożnej (u nas kopanej) Barcelona – Valencia. Wynik 1:2 chyba był satysfakcjonujący dla tutejszych kibiców. Dla nas w związku z tym też był.

IMG_7514m

Jutro Biskaj.

Etap 107: Biskaje

23 maja, czwartek

Zaczęło się już w samolocie z Wrocławia do Porto – przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda. Opowiadam załodze (Andrzej Hajzik i Piotrek Styrkowiec), jak to w drodze powrotnej z poprzedniego etapu poznałem w samolocie Czecha i Francuzkę, Jana i Susan, jak to wypiliśmy X piw za przyjaźń polsko-czesko-francuską, jak to, zamiast spać, przegadaliśmy całą podróż, a tu zza oparcia fotela słyszę: „Cześć, my się chyba znamy”. To był Jan, a z nim Susi! Wypiliśmy X piw…

IMG_7406m IMG_7413m

Znajdźcie 10 szczegółów na powyższych zdjęciach.

Z Porto do Vigo mieliśmy zamówiony tuż przed północą BlaBlaCar. Niestety Mauro w ostatniej chwili, już na lotnisku w Porto, odmówił współpracy – to chyba jakaś hiszpańska choroba. Cóż było robić – metrem dojechaliśmy do centrum, w tzw. międzyczasie rezerwacja hotelu, a na dobranoc coś na zaśnięcie. Jak to w Porcie. Wieczór, jak wieczór.

IMG_E7444m

Raniutko pociągiem dostaliśmy się do Vigo. I tu obyło się bez niespodzianki – Lady Melina spokojnie czekała na nas. Zaprowiantowanie, obiad w restauracji Królewskiego Klubu Jachtowego, nowiutka banderka naszej Wrocławskiej Asocjacji Przyjaciół (przygotowana przez nieocenioną Basię Gurdak) pod lewy saling i w morze, tzn. w ocean.

IMG_7418m IMG_7442m IMG_7436m IMG_7453m

Kierunek Biskaje. Wieje przewidywalnie, w mordę.

IMG_7464m IMG_7465m

Real Club Nautico de Vigo

15 maja, środa

Tego się nie spodziewaliśmy. Postój w marinie – 39 euro. Sporo. Ale w tej cenie: zostaliśmy wciągnięci dożywotnio na listę członków Królewskiego Klubu Żeglarskiego Vigo, uzyskaliśmy bezpłatny dostęp do pomieszczeń klubowych, czytelni, biblioteki, restauracji, basenu, siłowni, sauny suchej i tureckiej, salonu masażu i pryszniców z oknem z widokiem na marinę, miasto i ocean.

IMG_20190515_111930357m IMG_20190515_111900929m IMG_20190515_110846585m

Elegancja w każdym calu. Zapraszamy!

Kurs na północ

6 maja, poniedziałek

Wczorajsza noc i cały dzień były mało atrakcyjne. Prawie nic nie wiało, ale halsowaliśmy zawzięcie. Nieco znużeni postanowiliśmy na wieczór wpłynąć do jakiej mariny, wykąpać się i zażyć uciech portowych. Za podjuszczeniem Wróża Macieja wybór padł na Portimão. I to był błąd. Office czynny tylko do 18, więc wszystko, łącznie z toaletami i prysznicami zamknięte. Miasteczko, to jedno wielkie hotelowisko, bez żadnej otwartej knajpki, przed sezonem niemal wymarłe. W proteście odpłynęliśmy od kei i stanęliśmy w awanporcie na kotwicy, bo po co przepłacać.

Rano popłynęliśmy do pobliskiego Lagos, o którym Wróż Maciej, owszem, również wspominał. No i to byłby o wiele lepszy wybór na wczorajszy wieczór. No szkoda. A może dobrze się stało?

Okolice Lagos są przepiękne. Klify z wydrążonymi przez ocean jaskiniami i wystającymi z wody skałkami są bardzo atrakcyjne. Całe południowe wybrzeże Portugalii od granicy z Hiszpanią zrobiło na nas duże wrażenie. Między godziną 17 a 20 powoli okrążaliśmy południowo-zachodni skrawek Portugalii, czyli Ponta de Sagres. Całe to wybrzeże, to wysokie, skaliste, monumentalne klify, a wśród nich Pedra do Gigante (Skała Olbrzyma). To w pobliżu tego miejsca wysztrandował parę lat temu nasz znajomy jacht Spirit One. Oddaliśmy mu honory opuszczając na chwilę banderę do połowy bezanmasztu.

Od teraz nasz kurs z zachodniego zmienił się na docelowy północny.

Powolutku na żagielkach

4 maja, sobota

W Vila Real de Święty Antoni pan na stacji benzynowej był bardzo niezadowolony, że nic od niego nie chcemy, więc kupiliśmy 25 litrów paliwa. Potem, żeby zrobić zaopatrzenie, stanęliśmy nie tam, gdzie trzeba, więc nas przegoniono i postawiono przy kei, ale kazano za 2 godziny stania zapłacić 9,90 euro. Się zaopatrzyliśmy i z godnością odpłynęliśmy.

Niestety wiatr w mordę, dobrze, że lekki , zmusił nas do halsowania. Nie dopłynęliśmy zbyt daleko i po północy stanęliśmy na napotkanej boi na rzece Gilao nieopodal miasteczka Tavira. Łapanie boi na prądzie, to ciekawe doświadczenie. Takich, jak my, było kilkunastu. Rano okazało się, że stoimy w środku parku narodowego. Dla turystów z przepływających stateczków byliśmy taką samą atrakcją, co przyroda. Po porannej kawie odpłynęliśmy.

Przez cały dzień prawie nie wiało i płynęliśmy znowu powoli na żaglach. Południowe wybrzeże Portugalii w okolicach Faro, to przepiękne, bardzo szerokie, piaszczyste plaże. Przepływaliśmy tuż obok nich. Piękny widok.

Postanowiliśmy płynąć przez noc. Jest nów, więc ciemno, jak… Dobranoc Wam.

Koniec etapów hiszpańskich

3 maja, piątek

Dzisiaj rano o godz. 6 w Mazagon został wyokrętowany Jacek, który przez Huelvę, Sewillę i Kordobę musiał wrócić do Malagi na bardzo ważne spotkanie. A ja, osamotniony, nieco później odpaliłem katarynę i popłynąłem ku granicy hiszpańsko-portugalskiej. Na równie ważne spotkanie.

O godz. 14 przycumowałem do stacji paliw już w portugalskim Vila Real de Santo Antonio na granicznej rzece Gwadiana, skąd po drugiej stronie widać hiszpańskie miasteczko Ayamonte. Tym samym zakończyły się etapy hiszpańskiego południa.