Się udało

21 lutego, środa

Udało nam się zostać niezaaresztowanymi. Wypłynęliśmy z Agadiru w poniedziałek o godz. 1230, a przypłynęliśmy do Arrecife na Lanzarote dzisiaj rano o 0630 płynąc w zasadzie przez cały czas na żaglach połówką, początkowo przy wietrze 5, następnie 4 i pod koniec 3 B.

20180220_213648[1]m

Jest ciepło, ale wietrznie i jedziemy zaraz na wycieczkę.

Zdobywcy

18 lutego, niedziela

Dzisiaj rano przy śniadaniu stwierdziliśmy, że ambitnie zdobędziemy górującą nad portem okoliczną górę i górującą nad nią twierdzę. Uprzedzę wypadki i powiem, że po krótkich targach wjechaliśmy tam taksówką za 50 dirchmów.

_IGP6577mm 20180218_125557mm

Na górze zastaliśmy ruiny rzeczonej twierdzy oraz widoki na miasto, port i ocean. Oprócz tego w dużej ilości naganiaczy, ich wielbłądy, ich osiołki i ich węże.20180218_123417m IMGP6644m 20180218_130433m

Zejście było już przyjemne i za darmo. Zatem postanowiliśmy odwiedzić po drodze nieodległą naszą wczorajszą jadłodajnię (tu zdjęcia głównie Czarka Zwarycza). Zjedliśmy to samo, zapłaciliśmy mniej…

_IGP6595m _IGP6596m IMGP6654m 20180218_140617m IMGP6657m IMGP6658m

Zmęczeni zalegliśmy na jachcie. Piękny rejs. No, zobaczymy, co nas czeka jutro.

Formalności

17 lutego, sobota

Ostatni wpis w dzienniku jachtowym Wojtka, kapitana poprzedniej ekipy:

Kosmicznym problemem okazała się zmiana kapitana. Normalnie do tego trzeba osobistej obecności obu kapitanów u celników. Spędziłem w Dyrekcji Celników ze dwie godziny i doszliśmy, że upoważnienie (Procuration) wystarczy. Oczywiście potwierdzić upoważnienie mogło tylko specjalne biuro, które jest na drugim końcu portu, czyli kolejne kilometry spaceru. Te dokumenty są w kremowej koszulce na blacie. Trzeba je dać celnikom, bo bez nich nie wypuszczą cię z Agadiru.

Nie wypuszczono nas z Agadiru.

Dzisiaj rano rzeczywistość okazała się taka, jak tutejsza rzeczywistość, a nie jak nasza, prymitywna rzeczywistość. Podstemplowane i podpisane dokumenty okazały się zupełnie niewystarczające. W poniedziałek mam zjawić się osobiście w Direction de Douane w Nouveau Port przed obliczem Monsieur Ordonateur de Douane, czyli Najgłówniejszego Inspektora Celnego….

No więc, co tu robić? Poszliśmy w miasto coś zjeść.

20180218_145612m 20180218_140538m 20180218_140013m 20180218_135957m

Tuż obok portu znajduje się tania jatka. Zjedliśmy tam pyszną doradę i  kalmary prosto z grilla, a także smażone krewetki, sardynki i inne tam takie. Do tego była sałatka pomidorowa, a wszystko to popijaliśmy gorącą herbatą miętową.

W oczekiwaniu przyszłości zalegliśmy na jachcie.

Zima w płn-zach Afryce

16 lutego, piątek

20180216_123442m 20180218_121703m

Agadir, to miejscowość typowo turystyczna. Marina, hotele i restauracje wzdłuż plaży są przeznaczone dla wczasowiczów (owszem, również Marokańczyków). Mimo zimowej pory wszystkie knajpki są otwarte, z wielu z nich wydobywa się arabski rock. Ale trochę dalej od oceanu znajdziemy też kawałek prawdziwego Orientu. Pięć kilometrów od mariny jest suk, czyli targ. Oczywiście poszliśmy tam. Zbliżając się do niego powoli wychodziliśmy z turystycznej enklawy, ładnej, ale mimo wszystko tandetnej, a wchodziliśmy do dzielnic prawdziwego życia mieszkańców. Piątek, to tutaj nasza niedziela, więc po drodze odwiedziliśmy meczet.

_IGP6534m 20180216_130835m

Uff, dobrze, że jest zima, więc tylko 21 stopni Celsjusza i zachmurzone niebo. Po ponad godzinie szwendania się po ulicach weszliśmy do ogrodzonego bardzo wysokim murem targu. Parę zdjęć przybliży nieco panującą tam atmosferę.

20180216_152518m 20180216_152624m 20180216_152551m 20180216_152704m _IGP6551m 20180216_135834m

Zjedliśmy tam tutejszą tradycyjną potrawę les tajines. Owszem niezłe było, mniam.

Okazuje się, że nieopodal tego miejskiego targu jest drugi, trochę mniej oficjalny suk. Tam zobaczyłem prawdziwe oblicze miasta. Zakazano mi fotografować. Z duszą na ramieniu jednak parę ujęć udało mi się zrobić.

20180216_152157m 20180216_151746m 20180216_145913m 20180216_151949m 20180216_150514m 20180216_151033m

Wieczorem osiedliśmy na jachcie. Jutro wypływamy.

Agadir – początek etapu 40,41

15 lutego, czwartek

Do Agadiru przyleciała nas z Wrocławia szóstka: Ela Rz. z Robertem Rz., Anatol P., Czarek Z., Arek W. ze Szczecina i ja. Od razu pojawiły się kłopoty. Taxi z lotniska była za mała i zbyt ciasna i musieliśmy zapłacić 300 dirhamów po długich targach. Uff, dotarliśmy do mariny późnym wieczorem. To mały pikuś z tym co przytrafiło się załodze ustępującej. Otóż Wojciecha C. nie chciano wypuścić z Maroka. Uff, udało się. Ale to opowieść na długie  zimowe wieczory.

20180217_092009m 20180217_092326m

Postaram się sprawozdawać na bieżąco, ale to może być utrudnione ze względu na różnorodność kontynentów. W każdym bądź razie  w kierunku Wysp Kanaryjskich chcemy wypłynąć w sobotę rano. Prognozy są…, jak to prognozy.

Szkoda, że Was tu z nami nie ma.

Z fantazją

12 lutego, poniedziałek

Dzisiaj w nocy jacht opuścił Leszek. Musiał zdążyć na samolot z Marakeszu do Krakowa. Reszta płynie dalej we trójkę. W porannym smsie Leszek pisze:

Chłopcy plany mają ambitne – Agadir. Nie wiem tylko czy paliwa im wystarczy, bo wczoraj osuszyliśmy przy pożegnaniu resztę. Została im tylko sprawna osmoza. Jestem już po odprawie. Stempli w paszporcie przybyło, nie wiem czy wystarczy na następny raz. Podróż nocą na lotnisko do opowiedzenia innym razem, jeżdżą tu z fantazją. Nocna taxi po targach – 900 dirhamów, ale było warto.

O 1923 przyszedł sms od „reszty”: Tak stoimy! 31°30,505N, i … a długość sobie sam dopasuj i podaj – zobaczymy czy trafiłeś ;)). Trafiłem: Essaouira. Czekamy na wrażenia.

Drzwi do Safi

11 lutego, niedziela

Na moje ponaglenia: Gdzie jesteście, co robicie? Gawiedź jest ciekawa, żąda i wymaga, dostałem odpowiedź: Powiedz Gawiedziowi, żeby nie był taki ciekawski, bo mu kozia mordka wyrośnie. 32st18,332′N 009st14,912′W. Przypasowałem i wyszło, że są w Safi, 140 Mm na południe od Casablanki. Zalał mnie stos zdjęć.

Drzwi do Safi i Rezydencja warowna Keszla lub Burdż ad-Dar

IMG_0971 IMG_0967

Palmy i grafitti

IMG_0962 IMG_0963 IMG_0964 IMG_0966

Koty, jednoślad i wyroby ceramiczne na suku w Safi

IMG_0992 IMG_0972

Rybak i Szefem Burczymucha.

IMG_0949 PART_1518361443047

Ponieważ się nieco opóźniałem z edycją, znowu mi się dostało: Widzę, że Gawiedź wystraszyła się koziej mordki i boi się umieścić cokolwiek na stronie. Jednym słowem cały czas jesteś na procy. Już nie jestem! A swoją drogą zastanawiam się, kto jest Burczumuchą :)

Na suku

9 lutego, piątek

Chłopaki (w osobie Maćka R.) przysłali parę fotek pt. „Zakupy”, „W drogę”, „Na spacerniaku” i „Różne” oraz drobną życzliwą uszczypliwość:

... i „wisisz” nam pączki tłusto-czwartkowe, bo tutaj (w tym wypadku na morzu) nie udało nam się nigdzie ich kupić ... ;((

IMG_0918 IMG_0903

IMG_0911 IMG_0914

... finansista płaci ;)

IMG_0927r IMG_0923IMG_0905 IMG_0907

... zamówiona taksówka podjechała

Się porobiło

6 lutego, wtorek

Wczoraj w Esteponie, mimo dobrego zachowywania się, zostaliśmy zmuszeni z Markiem do opuszczenia pokładu. Zrobiliśmy to ze smutkiem. Smutkiem, który utopiliśmy w pięknie, które niewątpliwie zrobiło na nas wrażenie.

20180205_131658m 20180205_134537m20180205_162210m      I odlecieliśmy do kraju.

A oni popłynęli sobie. I dopłynęli do La Linea za Gibraltarem.

Resized_20180206_084246

Dzisiaj w związku z tym poobieżyświatowali sobie po kawałku Zjednoczonego Królestwa.

Resized_20180206_121217 Resized_20180206_122223(0)

Na koniec dnia Leszek uprzejmie doniósł: Musimy doształować trochę procentów. Na razie chłopaki nie odzywają się do mnie, bo zaprowadziłem ich do chińczyka, tylko pomyliłem godziny otwarcia i musimy pójść jeszcze raz o 19-tej. A chłopy były głodne… :(

Estepona zimą

4 lutego, niedziela

Silnik działał znakomicie, ale płynęliśmy również na żaglach. Niestety nocny sztorm, który zdjął nam czerwone światło nawigacyjne, wiatr w mordę i nieprzyjemna, prawie bałtycka fala, zmusiły nas do zmiany planów dopłynięcia do Gibraltaru. Stanęliśmy w porcie Estepona. Tuż po przypłynięciu o wpół do trzeciej nad ranem szef mariny podarował nam powitalną butelkę wina. Wgapialiśmy się w nią do piątej, po czym poszliśmy spać.

20180204_232415m 20180204_233131m

Prognoza pogody przepowiadająca silny zachodni wiatr, przewalające się burzowe chmury i nagły spadek temperatury do 12 st. C. spowodowały decyzję o pracach bosmańskich na miejscu. Tak, Wojtek zawsze ma długą listę różnych pierdół do zrobienia na jachcie. Zeszło nam tak do wieczora. Trudy dnia zrekompensowała wizyta w knajpie Original Pekin.

20180204_202859m

Obecnie znowu wgapiamy się w podarowaną butelkę wina.

Wreszcie znowu na morzu

3 lutego, sobota

Dzisiaj o godz. 15 wypłynęliśmy z Benalmadena pod Malagą w kierunku na zachód. W ekipie Wojtka Codrowa są: Jurek Kobra Żurowski, Maciek Rukasz i Leszek Guszewski oraz tymczasowo Marek Gostkowski i ja. Jest piękna słoneczna pogoda, ale nieco chłodniej niż się spodziewaliśmy, bo ok. 17 st. C. No cóż, przecież to zima.

20180203_123909m 20180203_124314m

Wkrótce Maroko

29 stycznia, poniedziałek

Mamy wolne miejsca na etapy:

- Malaga – Casablanka, 5 dni, 3-8 lutego (sob-czw), kapitan Wojtek Codrow

- Casablanka – Agadir, 7 dni, 8-15 lutego (czw-czw), kapitan Wojtek Codrow

- Agadir – Gran Canaria, 9 dni, 15-24 lutego (czw-sob), kapitan Bolek Rudnik

Dwie koncepcje 2018

23 stycznia, wtorek

Lada chwila ruszymy wzdłuż Maroka na Wyspy Kanaryjskie. W lutym i marcu tam właśnie odbędzie się parę etapów. Macie ochotę? – zapraszamy.

Od kwietnia dla Lady Meliny mamy dwie koncepcje kontynuacji sezonu:
- pierwszy, to powrót, podobną trasą jak w ubiegłym roku, w październiku do Polski;
- drugi, to kontynuacja wyprawy wzdłuż Morza Śródziemnego, być może aż do Morza Czarnego, i od sierpnia w odwrotnym kierunku na Wyspy Kanaryjskie. Dopiero w przyszłym roku realizowany byłby wariant pierwszy.

S-N 18,2 W-E-W 18,5

Proszę, pomóżcie nam w wyborze wariantu. Czekamy na zgłoszenia. Czekamy na uwagi.