Leniwa niedziela w Zatoce Kilońskiej

22 sierpnia, poniedziałek

Wczorajsza niedziela była typowa: przedobiedni spacer po kurorcie i rosół z kury. Wprawdzie rosół był taki jakby nieco zchińszczony, ale zawsze to rosół. Tak nas zmógł, że zapadliśmy wszyscy w popołudniowy marazm. W tym czasie przeszła letnia burza, że aż  deski od sztorcklapy mało co nie wytelepały się ze swojego miejsca. Ocknąłwszy się ruszyliśmy na morze. Nieco jeszcze zaspani dokładnie nie wiedzieliśmy, co z sobą począć, co obrazuje nasz ślad na AIS-ie.

20160822_011825m 20160821_173152m

Odwiedziliśmy tereny żeglarskie z olimpiady w Monachium i zdecydowaliśmy się obrać kurs powrotny w kierunku Kilonii. W nocy przed północą stanęliśmy w malutkiej, zacisznej  marince Seeburg tuż przy starym mieście.

Rano miałem odebrać nowych załogantów spod dworca kolejowego DB. Rześko wstałem z koi i … zamarłem.

20160822_095531m 20160822_094425m

Załoga dojechała. Okazało się, że to Maruszka i Maniuś.

20160822_093204m

Na śniadanie zażyczyli sobie chleb ze smalcem, ogóry, kiełbasę, cebulę i sznapsa. Wszystko to otrzymali zgodnie z tradycją panującą na naszym jachcie. A teraz w drogę.

Ostatni rejs?

21 sierpnia, niedziela

Mam niestety nie tylko miłe wieści. Nie są one na szczęście związane bezpośrednio z Lady Meliną. Wczoraj wieczorem dostałem od zdziwionego Czaczy takie zdjęcie:

1384

Smutno mi, bo dowiedziałem się, że prawdopodobnie Panorama płynie na żyletki.

Ale jest też inna możliwość, ciekawsza. Czy prawdopodobna? Np. „Znalazł się inwestor, który ma w Panoramę zainwestować milion złotych”.

20160821_124059m 20160821_124104m 20160821_124126m

Zobaczymy. A na razie róbmy swoje!

Silnik pali od dotknięcia

20 sierpnia, sobota

Ważna informacja: silnik startuje od pierwszego dotknięcia w tzw. mgnieniu oka. Trach i już. Piękna sprawa.

Nie na darmo w dzienniku jachtowym nie wpisuje się portu docelowego. Mieliśmy płynąć do Kappeln i dalej do Flensburga, aby tam podjąć następnych załogantów, a skończyliśmy w Laboe koło Kilonii. Nie wiem, czy oni (załoganci) o tym wiedzą, ale kiedyś w końcu się dowiedzą… Z pięknie wiejącego wiatru, na którym osiągaliśmy do 8 węzłów (średnia 2,67 kn/osobę), zrobiła się nagle niemal flauta. Przekręciliśmy kluczyk i bez użycia dezodorantu daliśmy małą naprzód.

20160821_132619m 20160821_125935m

A w Laboe dyskoteka na żywo :)

Początek LM.5

19 sierpnia, piątek

Dzisiaj przed północą dotarliśmy pierwszą częścią załogi następnego włóczęgowego rejsu do Heiligenhafen. Częścią szczecińską. Szczecińską, bo w składzie jest Agata Łukasik i Tomek Sykucki.

20160820_114555m 20160820_120644m

Startujemy jutro, czyli w sobotę. W poniedziałek skoro świt ma dojechać część wrocławsko-opolska. Gdzie? Tam gdzie wiatr nas, a autobus ich zaniesie.

Chwila oddechu – wolne koje

15 sierpnia, poniedziałek

Lady Melina chwilowo odpoczywa przy kei w marinie w Heiligenhafen i czeka na następny rejs. Odbędzie się on od soboty 20 sierpnia do soboty 27 sierpnia. Na ten rejs mamy wolne miejsca, więc jeśli ktoś ma ochotę popłynąć ze mną, to serdecznie zapraszam. Trasa podobna, jak w ostatnich dwóch rejsach, czyli Dania i Niemcy.

Duło nam ładnie – koniec LM.4

13 sierpnia, sobota

A wszystko to ukrócił Jurek Z., który Zieloną Strzałą przyjechał do Heiligenhafen i kazał nam do siebie czym prędzej dopłynąć, bo nie ma czasu. Więc tak uczyniliśmy i ostatnie 6 mil z Orth zrobiliśmy o świcie (po raz pierwszy jako pierwsi wypływając z portu) jeszcze w piżamach.

20160813_080356m

Przez tydzień zrobiliśmy 135 Mm, w czasie 32h 30′, z czego aż 25h 40′ na żaglach i tylko 6h 50′ na silniku, bo dobrze nam duło.

16'08 armatorska Dania

Dzień, jak codzień

12 sierpnia, piątek

20160812_095837m Wojtek medytuje

20160812_095755m Aneta się uśmiecha.

20160812_090322m Hania spaceruje.

20160811_175719m Bogna steruje.

20160812_095901m Julia… Sami widzicie.

IMG_20160809_100927m A ja szukam gruszek i śliwek na wierzbie.

Po przepłynięciu morza i przypłynięciu na kontynent rzuciliśmy się na poszukiwania. Ale tak, jak Kubuś Puchatek – im bardziej szukał w swojej baryłeczce, tym bardziej nic w niej nie było - tak i my nic nie znaleźliśmy, co byłoby godne upłynnienia, więc poszliśmy w Orth.

IMAG3365m 20160812_204954m

Czy Duńczycy mieli 150 cm wzrostu?

11 sierpnia, czwartek

Na samym genuju dopłynęliśmy do creme de la creme naszego rejsu – miasteczka Marstal. Jedno z piękniejszych miejsc, do których chciałem kiedyś wrócić. I tak się stało.

Za chwilę będzie ciąg dalszy, bo teraz jest jajecznica i świeżutkie bułeczki. Informacja o bułeczkach jest istotna dla Krzysia B. i Bogusia K., z którymi byliśmy tu 2 lata temu na Fri. Wbrew pozorom świeżutkie bułeczki tu są, oto dowód:

20160812_095559m

Całe(!) miasteczko jest jakby stworzone dla krasnoludków. Niziutkie domki, wąskie uliczki. Aż dziw, że dzisiejsi Duńczycy są tak wysocy. Wchodząc do niemal każdej chałupy muszą się kłaniać w pas. To naprawdę jedno z ładniejszych miejsc, jakie widziałem. Zresztą sami oglądnijcie parę zdjęć i przypłyńcie tu na Lady Melinie.

20160812_093727m 20160812_093915m 20160812_090343m 20160812_094503m 20160812_091751m 20160812_094343m

No, było bosko

10 sierpnia, środa

No, było bosko… 20160810_145858m …(sierpień 2016)

Pięknie wiało i dowiało nas do Mamrot. Nie, do Mommark, gdzie była już poprzednia załoga. Faktycznie zadupie.

A wczoraj, to tak halsowaliśmy: 20160810_104554m

I mazurskie skojarzenia też nie są bezpodstawne, tylko, że tu jest chyba ładniej, a na pewno ciszej.

20160810_120549m 20160810_120540m

Wczoraj Sønderborg, a dzisiaj Dyvig

9 sierpnia, wtorek

Ktoś kiedyś stwierdził, że Sønderborg jest przepiękny. Tam więc skierowaliśmy w poniedziałek swój dziób. Przez pół drogi waliło nam w ten dziób deszczem, ale nie poddaliśmy się i osiągnęliśmy tę przepiękność. Przede wszystkim przepiękna była gorąca zupka chińska.

Poranek spędziliśmy tradycyjnie. Być może już wiemy dlaczego.

20160809_143407m 20160809_153359m

Uroki miasteczka obnażyła wycieczka.

20160809_124532m

Byliśmy na koncercie organowym i dowiedzieliśmy się, że w XVIII wieku tubylcy mieli trzy siekacze.

20160809_130028m 20160809_130551m

Dzisiaj halsówka okraszana niezliczonymi szałerkami i tęczami doprowadziła nas do niemal mazurskiego Dyvig.

20160809_194057m 20160809_194105m

20160809_200700m 20160810_114937m

LM.4 – armatorsko na wywczasach

7 sierpnia, niedziela

Wczoraj, dzięki precyzyjnie szczegółowym wskazówkom, udało nam się dotrzeć na miejsce. Okazało się to w Eckernförde. Tym samym zakończył się rejs LM.3, a zaczął LM.4. Ten LM.4 ma skład następujący: kapitanem jest Wojtek C., a jego załogą – Aneta Ł., Julia C., Bogna L. oraz Hania i Bolek R. Od razu zaczęło się:

20160807_144121m 20160807_170820m

Skończyło się w Kappeln. Na samym genui cięliśmy fordewindem 7 z naddatkiem knotów, aż świszczało.

20160807_203447m

Szczególarze – koniec rejsu LM.3

6 sierpnia, sobota

My, czyli następna załoga Wojtka Codrowa, jedziemy busem na spotkanie z poprzednią załogą Darka Gurdaka i otrzymaliśmy następującą wskazówkę uszczegółowiającą cel:

IMG-20160806-WA0001

Opis był również bardzo dokładny: „Już po rybkach. Tu stoimy. Tu czekamy”.

LM.3 przepłynęło 119 Mm w czasie 33 godzin żeglugi, nieco więcej na żaglach (17,5 godz) niż na silniku (15,5 h).

Następna garść (z erratą)

5 sierpnia, piątek

Rano dostaliśmy od Basi następną garść informacji. Już pierwsza garść zdumiała mnie:

„W drodze do Damp, dla odmiany, mógł Sławek (*)”. Hm…, jakby tajemniczo.

IMG-20160805-WA0005 IMG-20160805-WA0003

„Wg meteorologów: a) znajdujemy się w strefie frontolizy, b) na zdjęciu widać mijający nas żaglowiec z wałem w tle”. Też ciekawie.

„A tu zdjęcie dla amatorów (*): mamy notorycznie rannego na pokładzie – pewne miejsca powinny być obłożone poduszkami”.     Tak jest! Wykonane!

20160807_141559m

Dalej już jakby normalniej: „A wieczorem plaża, dzika plaża, wieczorna tęcza i kapitański deser”.

IMG-20160805-WA0002 IMG-20160805-WA0001

„Wczoraj znów przewalały się fronty. Deszcz, szkwalisty wiatr. Zapasy zieleniny skończyły się na jachcie, więc załoga zażądała portu ze sklepem w obawie przed szkorbutem. Padło na Damp. Z morza najpierw klif z wieżowców. Na miejscu okazało się, że to jedno wielkie FWP. W cenie postoju zniżka na basen. Dziś tradycyjnie odpaliliśmy silnik za pomocą dezodorantu i opuściliśmy wczasowy resort. Na morzu, na wniosek sterniczki Magdy, postawiliśmy oprócz grota i foka również bezana”.

IMG-20160806-WA0000

(*) Errata: powinno być  1. „mókł”;  2. „armatorów” :)

W deszczu do Coś-tam-au

3 sierpnia, środa

Z rozmowy telefonicznej z kapitanem dowiedziałem się, że płynęli dzisiaj pod wiatr i w deszczu, dopłynęli do mariny Langballigau, siedzą w knajpce i zajadają się smakowitymi węgorzami, śledziami i innymi smakołykami. A to relacja Basi (zbieżna):

IMG-20160804-WA0000 „Droga z Danii była wyczerpującą.

IMG-20160804-WA0002 Lało, wiało… lądu nie widać.

IMG-20160804-WA0003 Po dopłynięciu rozwiało chmury i delektowaliśmy się pięknym zachodem słońca.

IMG-20160804-WA0004 I był tam przepyszny śleź, co właził nam gdzieś…”

Dar1   A to ich dotychczasowa trasa.

Świt, robótki, dezodorant, Mommark

2 sierpnia, wtorek

Basia uprzejmie donosi: „Kapitan zarządził pobudkę skoro świt. Mieliśmy płynąć do Danii. Pół dnia zeszło na robótki ręczne.

IMG-20160802-WA0001 IMG-20160803-WA0000

Ręce, które leczą (odin, dwa, tri, czetyrie…) + cudowny balsam = silnik naprawiony. Teraz zamiast klucza 19 używamy dezodorantu.

IMG-20160803-WA0002 Żeglujemy

Wieczorem zacumowaliśmy w maleńkim duńskim porcie Mommark.

IMG-20160802-WA0002 IMG-20160803-WA0001

Wszyscy zachwycają się urodą Lady Meliny”.

Wreszcie wieści

1 sierpnia, poniedziałek cd.

Wreszcie o godz. 2100 dotarła oczekiwana wiadomość z głębokiego morza:

„Próbowaliśmy kupić ryby na zupę rybną, ale niestety ryby okazały się dosyć stare. Przyrosły nawet do rybackiej skrzynki i zbrązowiały.
DSC_2644m
Po uzupełnieniu prowiantu w markecie, kawie porannej, oddaliśmy mocz i cumy i w słońcu przeplatanym „szałersami” pożeglowaliśmy na północ do Gelting. Ostrzeżenie o silnym wietrze nie przeszkodziło nam w upieczeniu bezzakalcowego ciasta o naturze śliwkowej.
DSC_0329m
Uwaga, piekarnik przypala na brzegach NW ciast.
PS. Magda permanentnie leje do gara. No nie oduczysz.
DSC_0337m
OVER
W zastępstwie za Anię – Sławomir.”

LM.3 – rejs pogranicze Nie Da

1 sierpnia, poniedziałek

W sobotę do Laboe przyjechała busem załoga Darka Gurdaka: 3 kobitki i 4 chłopy. Od razu poszli do pobliskiej knajpki, oficjalnie na rybę, ale czort ich wie, co oni tam sobie zamawiali.

Wczoraj, czyli w niedzielę, po śniadaniu i kąpiołce (tak było napisane w smsie, ale czort ich wie, czy to prawda) ruszyli w południe na północ. Faktem jest, że po paru godzinach AIS zameldował, że dopłynęli do Kappeln. Na zdjęciu: „Lady Melina szlaja się w Schlei przy moście zwodzonym w Kappeln”.

IMG-20160802-WA0003

Dopiero dzisiaj o 1104 zameldowali: „Załoga zaokrętowana w składzie: Darek, Sławek, Piotr, Tomek, Ania, Magda, Basia”. Ale oczywiście potem od razu musieli się pochwalić: „Przeczyściliśmy filtr pokoju łaziebnego, naprawiliśmy porządnie dzyndzel od pompki zlewowej i cały czas pilnujemy klucza 19″.  Ojej, wielkie mi halo, ale i tak czort ich wie, czy tak było. Ale jeśli ktoś chciałby wiedzieć, o co chodzi z tą 19-ką, to musi popłynąć z nami. A popołudniu wścibski AIS pokazał, że w porze obiadowej znaleźli się w marinie Gelting. Smacznego.

Zatoka Kilońska – koniec rejsu LM.2

30 lipca, sobota

W piątek rano w Heiligenhafen cisza i spokój przy naszym jachcie zwabiły płochliwych gości.

20160729_075458m

Nasza grzeczność spowodowała, że odpłynęliśmy dopiero w południe. Wieczorem, ale jeszcze za jasnego, dopłynęliśmy do celu, czyli mariny Laboe w Zatoce Kilońskiej. Tutaj umówiliśmy się na sobotnią wymianę z Darkiem Gurdakiem i jego załogą.

20160730_144629m

To był jeden z nielicznych rejsów, gdzie dokładnie zrealizowaliśmy wcześniejsze plany. W tydzień przepłynęliśmy dystans 250 Mm w czasie 59 godzin, z czego 29 godzin na żaglach, a 30 na silniku.

Nie-Da-Nie

Dziękuję całej załodze. Bolek R.

PŻŻ

28 lipca, czwartek

Znowu dzień, jak dzień. Wypłynęliśmy, postawiliśmy żagle, zrzuciliśmy żagle, uruchomiliśmy silnik, wyłączyliśmy silnik, postawiliśmy żagle, ominęliśmy dwa statki, zmieniliśmy kurs, pospaliśmy, zjedliśmy obiad, zaoczyliśmy ląd, ominęliśmy kardynałkę (wschodnią) i nagle stop – coś pływa w wodzie! Manewr prawie monachijski i nowa zdobycz na pokładzie: miękkie siedzisko. Potem tylko most w Fehmarnsundzie i po zachodzie słońca lądowanie w Heiligenhafen. Ot, proza żeglarskiego życia (PŻŻ). A to są ilustracje tej PŻŻ:

20160728_175901m <— „pospaliśmy” – kto to?

20160728_181613m <— „zjedliśmy obiad”

20160728_202713m <— „zaoczyliśmy ląd”

20160728_203429m <— „PŻŻ”