Pępek świata

25 lipca, wtorek

Lady Melina znowu stanęła w Sistrandzie na wyspie Frøya. Napisałem o tym do mieszkającego tam Marcina Ł., którego odwiedziliśmy płynąc parę tygodni temu na północ (tu poprzedni wpis). Odpowiedział smsem : „Śmieszne. Postaram się ich odwiedzić po południu. Okazuje się, że Frøya, to centralny punkt na mapie świata”.

Niestety załoga Lady Meliny umknęła przed nim na łowisko.  Wieczorem przystanęli przy wędkarskiej przystani Kvenvær. Z krótkiej telefonicznej rozmowy z Krzyśkiem, jednym z załogantów, wynikało, że dostali napadu szału dorszowego. Niektóre łby, przygotowane specjalnie na zupę rybną, nie mieściły się do garnka!

Etap 10,11 – z Kjerringøy w dół mapy

16 lipca, niedziela

Wczoraj nastała ekipa Darka Gurdaka. Po dwóch ostatnich rejsach z przeważającą liczbą kobiet, tym razem dla równowagi na Lady Melinę wybrało się siedmiu facetów. Pierwszy raz na tej wyprawie będzie to rejs 2-tygodniowy.

Przyjechali z Bodø autem i promem, którym to autem i promem poprzednia ekipa odjechała w drugą stronę na dworzec kolejowy, a stamtąd nocnym pociągiem na lotnisko w Trondheim, a następnie do domów.  Przekazanie jachtu trwało raptem 10 minut, bo tylko tyle czasu zostało.

I dobrze, bo nowi od razu wzięli się za łowienie ryb (z sukcesem), nadrabiając tym samym zaległości poprzedników.

607. rocznica bitwy pod Grunwaldem – koniec etapu 9

15 lipca, sobota

Dzisiaj o godz. 13 zakończyliśmy swoją bitwę. Zakończyliśmy zwycięsko, chociaż nie w Bodø, a w miejscowości Kjerringøy, 15 mil przed planowanym celem. Dlaczego?

W Svolvær w piątek rano zaokrętowaliśmy Kubę Gurdaka, który chciał popłynąć na spokojną wycieczkę i spotkać się w Bodø z ojcem, kierownikiem następnego etapu. Zaraz potem urządziliśmy przyjęcie urodzinowe na cześć Hani.

20170714_131700m

Po wypłynięciu w południe, odwiedziliśmy jeszcze na krótko urocze, ale deszczowe, Henningsvær.

20170714_183109m 20170714_183057m 20170714_164247m

Ściągnięte prognozy pogody mówiły o niekorzystnej zmianie kierunku i siły wiatru w sobotę rano. Popołudniu postawiliśmy żagle i z niecierpliwością czekaliśmy na wiatr. Doczekaliśmy się. Wprawdzie skręcał w niekorzystnym kierunku, ale pchał nas w miarę do przodu. Pod wieczór, tuż przed skalistymi wysepkami kontynentu, stężał. O 6 godzin za wcześnie, o 45 stopni nie z tego kierunku i 2 razy silniejszy, niż planowano. Zaczął się sztorm. Regularna 10-ka, w porywach 11, a może i 12 w skali Beauforta. Z południa, w mordę. A bosman tylko zapiął płaszcz i zaczęła się niezła zabawa. Między skałami zrzuciliśmy żagle i walczyliśmy dziarsko o utrzymanie wysokości, a jednocześnie nie wylądowanie na szczerzących się wszędzie skałach. Silnik pracował na pełnych obrotach. Dziób rzucało w lewo i prawo, ciężko było utrzymać prawidłowy kurs. Deszcz i zrywane grzywy fal zawzięcie siekały poziomymi strugami prosto w twarz. Nad ranem okazało się, że cofnęliśmy się, ale jedynie o ok. 2 mile w morze. Dookoła nadal szalał żywioł. Ale już ciut-ciut mniejszy. Zaczęła się powolna, mozolna wspinaczka. Zdecydowaliśmy się płynąć jak najbliżej skał, gdzie fale były mniejsze, niż na otwartej przestrzeni.

20170715_144607m 20170715_144539m

Z tej potyczki wyszliśmy bez strat w sprzęcie i ludziach, nie licząc ogromnego siniaka na urodzinowym udzie Hani.

Tu mamy link do zajawki filmiku Roberta,    tu cały film,    a tu link do dzienniczka z wyprawy Małgoni.

W tym typowo babskim rejsie (5 dziewczyn i tylko 3 chłopaków) przepłynęliśmy 325,5 mili w czasie nieco ponad 78 godzin, w tym ponad 26 godzin na żaglach (34%) i prawie 52 godziny na silniku.

Pierwsze Lofoty

10 lipca, poniedziałek

Po kolejnej nocce w morzu raniutko dopłynęliśmy do pierwszej z wysepek Lofotów. To wyspa Røst.

20170710_141836m

Podobno na sąsiadujących z nią malutkich wysepkach i skałach gnieździ się jedna czwarta całej populacji ptaków Norwegii. Niewątpliwą atrakcją tutaj są maskonury. Widzieliśmy je często pływające lub śmiesznie latające nad wodą.

Tu powinno być zdjęcie maskonura. I będzie.

20170710_191622m2 20170722_145628m

Natomiast sama miejscowość nie jest jakąkolwiek atrakcją, oprócz tego, że jest najdalszą osadą w paśmie Lofotów oraz to, że jest całkiem inna, bo płaska.

20170710_125310m 20170710_130920m

Wszędzie było widać porozstawiane konstrukcje z żerdzi przeznaczone do suszenia dorszy na sztokfisze.

20170710_122634m 20170710_134821m

Przeszliśmy się w te i we wte i po paru godzinach odpoczynku popłynęliśmy na następną lofocką wyspę Værøy.

Spływający jęzor

9 lipca, niedziela

Przed szóstą rano stanęliśmy przy pomoście w najbliższej odległości od jęzora. To był jęzor spływającego ze szczytów gór lodowca Svartisen. Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy na podbój. Naprzód szutrową drogą przez łąki i lasek, a potem wzdłuż jeziora polodowcowego, które zasilane jest głównie wodą z topniejącego lodowca.

20170709_120409m

Stanęliśmy przed wypolerowanym przez lód kamiennym korytem. Ruszyliśmy w górę skacząc jak kozice górskie z kamienia na kamień. Wielokrotnie musieliśmy kluczyć i zawracać, bo na przeszkodzie stawały ogromne rozpadliny. Po dwóch godzinach mordęgi nasze czoła i wywalone jęzory dotarły do czoła jęzora lodowca.

20170709_140235m 20170709_132407m

20170709_134158m 20170709_133232m

Tam wznieśliśmy toast szklaneczką whisky z kawałkiem 1000-letniego lodu, odłupawszy go od lodowca uprzednio znalezioną kamienną siekierką.

20170709_140531m 20170709_135934m

Zejście było gorsze od wejścia. Zaczął padać drobny deszczyk i wypolerowane kamienie stały się śliskie, jakby były zamarznięte. Wszyscy zaliczyli co najmniej jedno fiknięcie.

Tutaj do obejrzenia filmik Roberta.

Do jachtu dotarliśmy powłócząc nogami. Pieruńsko zmęczeni, ale bardzo zadowoleni – pierwszy punkt programu został zrealizowany. Wieczorem ruszyliśmy dalej.

Etap 9 – Lofoty w kółko

8 lipca, sobota

Już wczoraj w ósemkę przylecieliśmy do Bodø. Siedem osób spało w hostelu na dworcu kolejowym, który to dworzec jest końcową, najbardziej na północ wysuniętą stacją kolejową w Norwegii. A ja, dzięki uprzejmości zstępującej załogi, wychyliłem z nią flaszeczkę na dobranoc na jachcie.

Rano dowiedzieliśmy się dlaczego zstępująca załoga nie mogła kupić biletów na pociąg, którym chciała dostać się na lotnisko w Trondheim. Cała poczekalnia była zasłana plecakami przybywających tabunami skautów.

IMG_8381m

Zaokrętowaliśmy się w składzie Ewa i Maciek Tarnawscy, Iwona Flis, Małgosia Brzecka, Ania Kowalczyk, Robert Pawlik, moja Hania i ja. Postaram się pokapitanować. Od razu po pożegnaniu się z poprzednikami zaczęliśmy realizować nasz plan.

Bodo-Bodo plan

Końcówka, jak cały rejs

7 lipca, piątek

Wyciąg z dziennika jachtowego: Raniutko uruchomiliśmy silnik, oddaliśmy cumy i po cichutku wypłynęliśmy z portu (choć postój był opłacony). Wiatru nie zaobserwowano. Przed południem wydawało się, że zauważono wiatr. Po postawieniu wszystkich żagli i wyłączeniu silnika okazało się, że była to fatamorgana :(

I tak, jednak na silniku, dopłynęli do Bodø. Dalej z dziennika jachtowego wynika, że przepłynęli 272 mile morskie w czasie 55,5 godzin, w tym tylko 5,5 godziny na żaglach, a 50 na silniku. Spalili 160 litrów paliwa. No i że oprócz kapitana Macieja R. na pokładzie było jeszcze dwóch facetów i cztery kobitki.

Trollfjord c.d. (?)

5 lipca, środa

Otrzymałem jedno zdjęcie z napisem Trollfjord c.d., co by mogło oznaczać, że były przesłane już jakieś wcześniejsze zdjęcia i na dodatek można żywić nadzieję na jakiś opis. Zwłaszcza, że stali w Stokmarknes, byli w Trollfjordzie i zacumowali późnym wieczorem w Henningsvær.

IMG_0485m

Relacja techniczna

4 lipca, wtorek

Dzisiaj rano zauważono, że Lady Melina ot, tak sobie po cichaczu odpływa z Andenes, do którego zawitała wczoraj wieczorem. Natychmiast zareagowano, czego efektem były 4 smsy, 3 zdjęcia i 1 zagadka.

„W związku z zapaleniem się wczoraj kontrolki: „woda w odstojniku ( czy też w filtrze) paliwa”, rano usunięto „dolną warstwę” i z odstojnika i z filtra paliwa …”

„… o 0930 oddano cumy i przepłynięto w inną cześć portu, żeby zatankować wodę – tym razem do zbiornika wody pitnej ;) po czym wypłynięto z portu.”

„Już w trzecim dniu „żeglugi” udało się postawić żagle i to nawet wszystkie – więc należał się toast za „cudowne postawienie” ;) Kurs … w sumie, w nieznane …”
20170704_143445m 20170704_143608m 20170704_143621m
„… i udało nam się „zutylizować” w brzuszkach siedem Słodkich Chwil … mniam, mniam … :) ” 
IMG_0468 Wytęż wzrok i znajdź tęczę na obrazku

„Biegun Północny” zdobyty

2 lipca, niedziela

Oczywiście Biegun Północny tegorocznej wyprawy - napisał Maciek R. i przesłał na to dwa dowody, czyli w drodze „tam” i w drodze powrotnej, i kazał patrzyć na kursy.

20170702_095400m 20170702_095549m

Następnie zawyrokował: Internet kłamie…!

Cytat:
"Dalej na północ już nie płyniemy. Od jutra Lady Melina z następną załogą będzie kierować się już tylko na południe."

Tymczasem:
Bladym świtem w niedzielę, po odnalezieniu (na lotnisku w Tromsø) zagubionej "walizki" - postanowiono zdobyć "Biegun Północny" tegorocznej Wyprawy.
Niewiele myśląc o godzinie 0830 uruchomiono silnik, oddano cumy i popłynięto NA PÓŁNOC !!!
"Biegunem" okazał się punkt o współrzędnych :
69* 45,117 N i 019* 03,479 E
Dopiero po osiągnięciu celu popłynięto (zgodnie z informacjami w internecie) na południe ...

Po drodze kolejny raz "uratowano statek przed zatonięciem" przywracając działanie ciepłej wody w kranach ... 

W południe łowili dorsze. Popołudniu zmęczeni zdobywaniem bieguna i rybołówstwem stanęli przy maleńkiej wysepce Sandvik w marinie Sommarøy. Tam zjedli usmażoną, wyłowioną w południe, zdobycz. O północy oderwali się od hazardowej gry w tysiąca. Nikt nie wygrał, bo stwierdzili, że chce im się już spać. Ciekawie jest na tej północy.

Koniec 7-ki w Tromsø

30 czerwca, piątek

W rezultacie swoich zmagań dotarli do Tromsø.

Ale wcześniej, w środę, dopłynęli do Sortland. W czwartek chcieli zobaczyć wieloryby i zrobić sobie z nimi selfie na szelfie, ale się nie udało i osiedli (dosłownie!) w Andenes. A stamtąd, płynąc noc i pół dnia, nocne marki dotarły do swojego etapowego celu.

Dalej na północ już nie płyniemy. Od jutra Lady Melina z następną załogą będzie kierować się już tylko na południe.

Trolle

28 czerwca, środa

Wiem, że byli na wycieczce w okolicach Svolvær. Wiem, że w nocy z wczoraj na dzisiaj nocowali w Trollfiordzie. Wiem, że rano stamtąd wypłynęli. I co z tego, że wiem? Prosiłem, błagałem o choć króciutką relację, o parę małych zdjątek. Nic z tego. Trolle z nich.

Szaro, mokro, zimno

27 czerwca, wtorek

Załoga Zygmunta niestety na razie nie ma radosnych min. Wyruszyli z Bodø w niedzielę popołudniu, w poniedziałek rano już, już mieli krótkie Å (wym. o:) na wyciągnięcie wiosła, ale zdecydowali się zmienić kurs i płynąć dalej. Wreszcie po całej dobie halsowania po Vestfjorden stanęli w Svolvær. Co z tego, że cały czas jest tam dzień, skoro słońca nie widać spod grubej warstwy siąpiących chmurzysk, a na dodatek północny wiatr nie niesie ze sobą ciepłego zefirka.

Nie przesyłają też żadnych zdjęć, bo wszystkie byłyby szare, niezależnie co i kto byłby na celowniku fotografa. Mimo tych przeciwności losu nie zrażają się i wybierają się na wycieczkę.

Ale jest promyk nadziei. Od dzisiejszego południa słoneczko ma wreszcie ukazać swoje oblicze i nieco rozweselić żeglarskie towarzystwo. I tak ma zostać na dłużej!