Angra do Heroismo

18 listopada, czwartek

Naprawiliśmy, co trzeba, czyli założyliśmy nowy pasek klinowy. Dodatkowo wymieniliśmy jedną rurkę, bo przetarła się, sparciała i przeciekała. A jeszcze wymieniliśmy olej i filtry. Na tym zakończyliśmy i pojechaliśmy na krótką wycieczkę po wyspie.

Jutro rano wypłyniemy w kierunku wyspy Faial do Horty. Mamy nadzieję uciec przed zbliżającym się sztormem.

Wyspa Sao Miguel

15 listopada, poniedziałek

Lądowej części rejsu ciąg dalszy: wyspa Sao Miguel. Pogoda się poprawiła, zatem wyruszyliśmy wypożyczonymi autkami na zwiedzanie. Wypełnione załogą i bagażem corsa i yaris dostały niezły wycisk na wulkanicznych podjazdach. W zapachu hortensji i palonego sprzęgła cześć załogi zwiedziła na początek południowe wybrzeże wyspy, tj. okolice Villa Franca do Campo z widokiem na wystający z oceanu przy brzegu krater Ilheu de Villaa. W tym samym czasie, w niejasnych okolicznościach (bo przecież nie z winy przewodnika, hłe hłe….) pozostała część ekipy znalazła się na drugim krańcu wyspy. PODOBNO widziała Calderę wulkanu otaczającą Sete Cidades i dwa jeziora o różnych kolorach, a także zażyła gorących kąpieli oceanicznych na zachodnim krańcu. Wszyscy wiemy jednak, że to co mówią należy podzielić przez 10.
Wieczorem spotkaliśmy się na spożywaniu lokalnych specjałów, a w tym szczególnie godnej polecenia kiełbaski (kaszanki?) z grillowanym ananasem. Tak tak, nie ma ściemy. Tego na prawdę warto spróbować. 

Jednak Terceira

14 listopada, niedziela

Ten etap był zaskakująco krótki. Po wyjściu z portu i przepłynięciu paru mil spotkała nas niemiła niespodzianka. W myśl reguły: złośliwość rzeczy martwych, po kilku złowrogich odgłosach skapitulował silnik. Doraźna brygada co bardziej kumatych domorosłych mechaników (na co dzień raczej humanistów) orzekła, że na wodzie się tego naprawić nie da.
IMG_7693
W międzyczasie zapadł zmrok, a prognozy wskazywały raczej na hardkorową jazdę niż niedzielny spacerek. Decyzja: Wracamy. Czyli wzywamy kogo trzeba, niech nas zholuje z powrotem do portu. Tak też się stało. Akcja poszła bardzo sprawnie i bezpiecznie. RIB przybył po około godzince. Zaparkowali nas w poprzednim miejscu. Lepiej byłoby trochę głębiej w porcie, ale nie dano nam wyboru.
PHOTO-3
No cóż…po dłuższej naradzie i konsultacji z armatorem postanowiliśmy uratować pozostały nam na Azorach czas. Jeden dzień na zwiedzanie całej Terceiry, a potem samolocikiem powrót na San Miguel. Czyli w zasadzie zgodnie z planem, tylko środek transportu inny- tak dla urozmaicenia. Zwiedziwszy skąpane w deszczu i mgle
IMG_7700
„najwspanialsze punkty widokowe Azorów” odpaliliśmy gitarę i osuszyliśmy płynne zapasy. Atmosfera nie siadła, oj nie….Zatem Statek widmo pozostawiamy przywiązany czym się da w dobrych rękach: z duchem paska klinowego za sterem.
c45861c4-
Wszystko pod kontrolą.

Trochę deszczyku

13 listopada, sobota

Nocny przelot z San Jorge na Terceirę nie należał do najprzyjemniejszych, a to z powodu ulewnego deszczu.

IMG_7659 IMG_7666

Kolejne wachty  były wprost zachwycone pobudką, a w środku stopniowo przybywało mokrych łachów. Na szczęście łajba ma trochę patentów a’la suszarnia.

74af5ed8-

Także nie ma to tamto: około 10.00 przybyliśmy do Angra De Heroismo, miasta wpisanego na listę dziedzictwa UNESCO. Ze względu na deszczyk  zmieniliśmy koncepcję zwiedzania z widokowej na sakralno-muzealną. Kolorowe domki i kręte uliczki też robią dobrą robotę. Warto to miejsce odwiedzić.

IMG_7670 IMG_7673 IMG_7681

Około 17.00 oddaliśmy cumy. Oj mocno popracowały tego dnia. Zapada zmrok. Rozpoczynamy ponad 24 godzinny powrót na San Miguel. 

Z miejsca na miejsce, z wiatrem wtór…

12 listopada, piątek

Dzisiejsze smsy o godz. 0943 – Olek: Wychodzimy do Velas.  Bolek: Dopiero? Mieliście wczoraj…  O.: Rozwiało się i na noc nie było po co.  B.: Słusznie, lepiej się napić wina wieczorem.

A o godz. 2013 – Olek: Wyszliśmy z Velas i płyniemy na Terceirę. Bez wina?

Później przyszła relacja:

W piąteczek 12 listopada o 07.30 rano, kursem NE przy korzystnym wietrze w porywach do 20 węzłów ruszyliśmy z Faial na San Jorge. Ta podłużna wyspa przywitała nas niezwykle ciasnym i złowrogim porcikiem Velas, niemalże wykutym w bazaltowej skale. Z plusów dodatnich wskazać należałoby słońce i temperaturę około 25 stopni. Gdy z ojczyzny docierają do nas wieści o wymianie opon na zimowe, docenia się takie rzeczy…
Z uwagi na krótki postój ograniczyliśmy się do spacerku po mieście i pobliskich punktach widokowych. Aha, ponieważ kapitanowi wypadał kambuz, na dowód szacunku (nie lizusostwa!) zjedliśmy „na mieście”. Warto zaznaczyć, że miejsce to słynie z wyjątkowych serów. Był to dobry dodatek do serwowanej w jednej z nielicznych knajpek rybki dnia i owoców morza. 
Około 17.00 po krótkich manewrach przy portowym „CPN-ie” rozpoczęliśmy nocną żeglugę w kierunku następnej wyspy: Terceira. 

Capelinhos na Faial

11 listopada, czwartek

Nasze obawy się sprawdziły… Po „wieczorku” w Cafe Sport daliśmy radę obejść okolicę tylko jednego wulkanu: Capelinhos (a i to z niemałym wysiłkiem).

IMG_7543

Krajobraz niesamowicie zróżnicowany – od księżycowej pustyni aż po amazońską dżunglę. Wyprawa na pół dnia. Buciory trekkingowe okazały się niezbędne. Dobra! Warto było w nich siedzieć w tym Ryanairze.

e61e0b31- IMG_7614 IMG_7611 IMG_7600 IMG_7598

Po półgodzinnym prysznicu i innych kolacjach regenerujemy się. Czeka nas nocne wyjście z Horta. Kierunek nieco zmodyfikowany z uwagi na zmianę prognozy: San Jorge zamiast Graciosy.
A i jeszcze ciekawostka: w oknach budynku, w którym znajduje się min. Cafe Sport widnieją pokaźne zdjęcia różnych żeglarskich legend. Wśród nich „nasz” Krzysztof Baranowski. Miła niespodzianka.

IMG_7538
Zatem przygoda trwa… 

LM 235: Olek, przy pomocy załogi, nadaje z Horty

10 listopada, środa

Załoga Olka Gruszczyńskiego nadaje z Horty:

Meldujemy, że kolejna załoga SY Lady Melina w ramach własnego projektu: „Rejsy bez granic” wyruszyła późnym popołudniem 8 listopada obierając kurs w kierunku Faial.
IMG_7518
Po 45 godz. rejsu w zmiennych warunkach pogodowych, ale niezmiennie dobrych nastrojach dotarliśmy do legendarnej Horty,
IMG_7529
gdzie planujemy obowiązkowy wieczorek integracyjny w Peter’s Cafe Sport (bierzemy gitarę- może nas nie wyrzucą…).
IMG_7533
Jutrzejsze Święto Niepodległości, jeśli pogoda pozwoli zamierzamy uczcić zdobyciem dwóch wspaniałych wulkanów na tej wyspie: Capelinhos i Caldeira. Zobaczymy czy warto było siedzieć 6 godzin w samolocie w górskich butach…Kolejne relacje wkrótce.
Pozdrawiam, Marek Zieliński

Się wreszcie ruszymy

5 listopada, piątek

Już pojutrze, w tę niedzielę 7 listopada, Lady Melinę posiądzie ekipa Olka Gruszczyńskiego. Przez 10 dni mają zamiar zrobić kółeczko po Azorach i wrócić na Sao Miguel.

A zaraz po nich, w środę 17 listopada jacht przejmuje następna załoga. Na razie jest nas czterech pięciu: Mirek, Zbyszek, Andrzej i ja, czyli Bolek (i Tadek) . Przylatujemy nieco wcześniej, żeby pozwiedzać uroki wyspy Sao Miguel (tu filmik na Yuotube). Już w sobotę 13-go będę z trzema dziewczynkami: Hanią, Ewą i Kaziutkiem. 14-go dolatują chłopaki. 17-go dziewczynki wracają, a chłopaki zmierzą się od razu z oceanem. Do domu wracamy w środę 24 listopada z Terceiry.

Azory10

Ponieważ jest nas obecnie czterech, mamy wolne koje. Serdecznie zapraszamy do Załogi! Podaję dla informacji, że lot w dwie strony z Wrocławia z bagażem podręcznym kupuje się w tej chwili za ok. 600 zł (bagaż dodatkowy 10 kg, to wydatek 200-250 zł).

Temperatura powietrza 20-22 st. C, a oceanu niezmiennie 22 st C.

Koniec etapu 231: PDL-PDL

17 października, niedziela

Zakończył się kolejny etap ladymelinowej covidovej oceanicznej peregrynacji. Pierwszy azorski. Przepłynęliśmy :) mil, przez :) godzin. Ale zdecydowanie większość na żaglach!

Dzięki Andrzejowi udało nam się znaleźć przyczynę niedomagań autopilota, które bardzo utrudniły nam przeskok z Madery dwa tygodnie temu (banalnie poluzowane śrubki styków kabli w szafce nawigacyjnej). A dzięki zdalnej pomocy Olgierda M. wymieniliśmy antenę AIS – teraz sygnał jest wreszcie ciągły. Trochę roboty jeszcze zostało – kto jest chętny do pomocy? Lady Melina czeka, a ja z nią.

Dziękuję Załodze. Bolek R.

PS. Bilety z powrotem z Ponta Delgada przez Londyn Stansted do Wrocławia kupiliśmy w ostatnim dniu za 429 zł (dzień wcześniej były po niecałe 300 zł), co z biletami na Azory z Warszawy za 403 zł, o czym pisałem na wstępie relacji z etapu, dało niecałe 850 zł. No, jak ktoś chciał wziąć dodatkowy bagaż, musiał dopłacić po ok. 150 zł w każdą stronę.

Szybka decyzja – porcelana

16 października, sobota

Dzień 7
Wszyscy spontanicznie zdecydowaliśmy się na powrót do domu. Jeszcze przed wylotem mi i Marcinowi udało się zwiedzić fabrykę porcelany znajdującą się 10 km od Mariny w Ponta Delgadzie.

IMG-20211018-WA0002 IMG-20211018-WA0003

Dostaliśmy się tam taksówką, której kierowca był tak miły i tak dużo nam poopowiadał o tym, jaka jest wyspa, na której żyje od urodzenia. Dzięki kierowcy i temu, jaki dla nas był, przekonaliśmy się, jak ufni i pomocni potrafią być ludzie żyjący na wyspie Sao Miguel. Coś niesamowitego. Po powrocie do Mariny dokończyliśmy pakowanie i na szybko skoczyłam z Marcinem zjeść miejscowego burgera z bułką z mąki świętojańskiej, był naprawdę przepyszny. Potem z resztą ruszyliśmy na lotnisko, gdzie rozdzieliliśmy się na czas podróży.

Laura

Run na wodę

15 października, piątek

Dzień 6 
W KOŃCU zdecydowaliśmy się gdzieś popłynąć. Trochę nam to zajęło. Mówiąc „nam” mam na myśli młodsze 4/6 załogi. Te trzy osoby wraz ze mną, przynajmniej ostatnio, źle znoszą podróże morskie. Ale udało się – sprawnie wypłynęliśmy w morze z zamiarem zobaczenia bezludnej wysepki znajdującej się przy Sao Miguel. Zaraz po wypłynięciu było nam dane zobaczyć stadko delfinów płynących obok Lady Meliny.

20211015_112312m

Aczkolwiek po niedługim już czasie zaczęło nam się robić, krótko mówiąc, niedobrze. W związku z tym zawinęliśmy z powrotem do portu. Ja tam się cieszę, że chociaż te kilka godzin spędziliśmy na oceanie i co najważniejsze, że udało się mi wraz z załogą pokazać mojemu chłopakowi – Marcinowi – namiastkę pływania po oceanie.
Wieczorem po powrocie wszyscy zjedliśmy pyszną kolację.

20211015_212256

Leniwie i deszczowo

14 października, czwartek

Dzień 3
To był leniwy dzień, bez planu i niezorganizowany, ale bardzo miło go wspominam, tak, jak resztę dni spędzonych na wyspie, z racji klimatu tam panującego, tych zmian w pogodzie, ludzi i ich kultury oraz samego faktu przebywania w innym kraju. W ten dzień pokupowaliśmy pamiątki i zobaczyliśmy co tam „innego” mają w sklepach.

20211014_172922m

Dzień 4
Zaczęłam z Marcinem od pysznej lokalnej sałatki w restauracji na przeciwko Mariny. Co prawda codziennie na jachcie były śniadanka i obiadki, ale i tak poza jachtem coś tam podjadaliśmy z lokalnej kuchni. Powiem tak, każdy może tam znaleźć coś dla siebie. W razie czego – dla wybrednych jest McDonald ‘s.

IMG-20211018-WA0005

Dzień 5
W ten dzień pogoda się troszkę popsuła i cały dzień padało i wiało tak, że siedzieliśmy sobie na jachcie. Nie obyło się bez gry w Chińczyka i Piotrusia, było przy tym całkiem śmiesznie.

IMG-20211018-WA0004

W opisie Laury wkradł się ciekawy błąd. Opisane trzy dni, to w zasadzie dwa – środa i czwartek. W końcu nie wiem, kiedy jedli pyszną sałatkę…

Autem po Sao Miguel

13 października, środa

Jak młoda załoga się spręży, to może coś opublikuję. Obiecali…

Tak, jest! To jest opis wtorkowego dnia. Dzięki Laurze.

Dzień 2
Po odespaniu podróży wyruszyliśmy na krajoznawczą wycieczkę wynajętym wcześniej samochodem. Pogoda dopisała tak, że udało nam się w dobrych warunkach podziwiać znajdujące się na wyspie jeziora i jeziorka np. Lagoa Verde i Lagoa Azul, nie wspominając o przepięknych wzgórzach.

IMG-20211018-WA0015

W zasadzie każda przejechana przez nas droga czy ścieżka po bokach pokryta była kulami koloru niebieskiego, różowego, bądź białego. Niestety o tej porze roku większość była przekwitnięta, ale i tak hortensje robiły wrażenie.

IMG-20211018-WA0009 20211012_133946m

Znaleźliśmy się również na czarnej plaży Mosteiros, gdzie udało nam się trochę pokąpać w wulkanicznych jeziorkach.

20211012_143506m 20211012_142905m

Odwiedziliśmy również gorące źródła Caldeira Velha z zamiarem kąpania, jednakże małe w ostatnich dniach opady w konsekwencji spowodowały wyschnięcie basenów. Mimo wszystko przyroda otaczająca termy zapierała dech w piersiach. Polecam odwiedzić tamtejsze termy, chociażby ze względu na widok wrzącej z natury wody.

IMG-20211018-WA0008

Warto dodać, że na Sao Miguel co rusz będziemy mogli ujrzeć pasące się krowy, jest ich na wyspie naprawdę dużo.

Po drodze przystanek w Porto

11 października, poniedziałek

„Dzień 1.
Po dość uporczywej dla mnie i Marcina podróży wraz z resztą załogi dotarliśmy do Porto, które było miejscem naszej przesiadki na trasie Warszawa – Ponta Delgada. Korzystając z chwili czasu na lotnisku przed kolejnym docelowym już lotem zwiedziliśmy kawałek, swoją drogą pięknego Porto.

20211011_134322m 20211011_123000m

Malownicze, strome i wąskie uliczki otulone roślinnością, różnorodnymi kafelkami i kwiatami, wydają się być domeną tego miejsca.

IMG-20211017-WA0007 IMG-20211017-WA0008

Z całą załogą usiedliśmy w jednej z kawiarni i wypiliśmy sobie coś dobrego na zdrowie. Wieczorem dotarliśmy samolotem do Ponta Delgada i tam udaliśmy się na kochaną Lady Melinę wypożyczonym busem.”

Laura

IMG-20211018-WA0018

Etap 231: Ponta Delgada – …

6 października, środa

Sformowała się następna załoga: Andrzej Szlezak z córkami, Laurą i Julią oraz ich partnerami – Marcinem i … hm, zapomniałem jego imienia, ale sobie przypomnę. Ruszamy w nocy z niedzieli na poniedziałek 10/11 października z Warszawy przez Porto. Wczoraj bilety w tamtą stronę kupiłem za 403 zł (to tak dla informacji dla następnych chętnych). O lotach pisałem tu: Loty na Azory.

Temperatura 20-22 st C.

Koniec etapu 229: Jesteśmy na Azorach!

1 października, piątek

Po pięciu i pół dobach żeglugi z Madery dopłynęliśmy na Azory na wyspę Sao Miguel. Było bardzo spokojnie, między 2 a 3 st. B w pierwszej części z lewego baksztagu, a w drugiej 1-2 B z prawego baksztagu. Więc 2/3 czasu przepłynęliśmy spalając diesla. Mały wyż azorski przesuwał się razem z nami. A może my z nim? W każdym bądź razie przepłynęliśmy ponad 550 Mm.

20211001_095638m

Widzieliśmy delfiny, ja też wieloryby (ale to nie jest zaliczone, bo tylko ja je widziałem), przepięknie gęstą Drogę Mleczną i miriady gwiazd na czarnym niebie, grzywacze(!) na gładziutkim, całkowicie spokojnym :) Oceanie Atlantyckim,

20210930_103905m 20210930_102736m

skały wystające tuż nad lustro wody, a sięgające swoją podstawą głębokości ponad 5000 m.

20210930_115641m 20210927_062944m

Przeszło nad nami i zmoczyło parę  ciepłych szałerków, ale też postraszyły nas ogromne cumulonimbusy, z których gęsto lało dookoła, a na nas nie spadła ani kropelka deszczu.

IMG-20211001-WA0021 IMG-20211001-WA0020

Trzygodzinne wachty mijały miło i szybciutko. Normalny strój, to koszulka z krótkimi rękawkami, krótkie spodenki i sandały (to u mnie, chłopaki mieli ciut cieplejsze ubiory, ale to zmarzlaki).

W marinie w Ponda Delgada w nocy nakazano nam do rana stanąć przy wydzielonej kei w celach kwarantanny. Po porannym okazaniu certyfikatów szczepienia p/covidowi zwolniono nas z robienia testów i w konsekwencji z dalszej kwarantanny. Po załatwieniu wszystkich formalności stwierdziliśmy, że najlepsze połączenie lotnicze mamy za sześć godzin, kupiliśmy bilety, spakowaliśmy się, taksówką zrobiliśmy „turystyczny” objazd miasta i dotarliśmy na lotnisko.

20211001_173825m

Z różnymi przygodami dotarliśmy pociągami z Warszawy do Wrocławia. I w tym miejscu serdecznie pozdrawiam poznanych w pociągu Wierę z Białorusi i jej chłopaka Kornela (pamiętajcie, że popłyniemy razem!).

Ot, Lady Melina czeka na Załogi, czyli na Was.