Górki czy Hel?

29 września, czwartek

Po roboczym, pracowitym i ciężkim wczorajszym dniu dzisiaj raniutko rześko wstaliśmy, zrobiliśmy kilka wejść na maszt i ruszyliśmy dalej na wschód.

20160929_075512m 20160929_080747m

Wiał ciepły południowy wiatr o sile 5-6 B. Na żaglach mijaliśmy szybciutko Stilo, Białogórę, Dębki, Karwię, Jastrzębią Górę. Przy Rozewiu nieźle dupnęło 8 bofortów, zakręciło nami, kazało zrzucić bezana i mocniej zarefować się. Osiągaliśmy rekordowe prędkości 9 węzłów. Władysławowo, Jurata i Jastarnia mignęły tylko. Postanowiliśmy płynąć do Górek Zachodnich. Minąwszy Hel przedarliśmy się przez gęsto idące do i z Trójmiasta statki. Aż tu nagle na UKF-ce wywołuje nas ORP Kormoran i uprzejmie prosi o zmianę kursu. Wypadło na Hel i tu ostatecznie równo o zachodzie słońca zacumowaliśmy. Swoje rozbujane kroki chętnie skierowaliśmy do tawerny Kapitan Morgan.

20160929_195717m

Następnie swoje rozbujane kroki chętnie skierowaliśmy do koi na jachcie. Dobranoc.

Księstwo Łeba

28 września, środa

Jeszcze przed północą dotarliśmy do Łeby. Ponieważ obiecałem pewnej babci, całkiem nowej babci Weronice, że zaraz po przypłynięciu spełnię toast „dziecko opite nie będzie chorowite”, więc to natychmiast uczyniliśmy.

20160928_000530m

Ze względu na silny wiatr, przed którym uciekliśmy do Łeby (bo w Ustce jest port, ale nie ma mariny) cały dzień spędziliśmy bardzo pożytecznie.

20160928_104245m 20160928_110515m 20160928_142733m 20160928_145711m

Między innymi poprawiliśmy łożyska zwijacza grota przy noku bomu oraz zrobiliśmy cytrynówkę…

Darłowo – (Ustka) – …

27 września, wtorek

Port Darłowo jest ładnie odnowiony. Przed odejściem od kei zrobiliśmy spacer po Darłówku i na plażę oraz zjedliśmy smażoną świeżo złowioną rybę.

20160927_105015m20160927_114422m 20160927_105910m 20160927_110238m

Po rozsunięciu kładki (szkoda, że nie podniesieniu starego mostu zwodzonego) popłynęliśmy w kierunku czasowo zamykanego ze względu na ostrzał rejonu 6.

20160927_124623m 20160927_100749m

Naszym celem była Ustka. Jeszcze w trakcie spokojnej żeglugi odebraliśmy komunikat Witowo Radio – wieczorem będzie duło. Plany musiały ulec zmianie – pędzimy do Łeby.

Pisane prosto z morza w drodze do Darłowa

26 września, poniedziałek

Raniutko poszliśmy na wycieczkę po Kołobrzegu. Ponieważ okazało się, że Maciek urodził się w tym pięknym mieście, a ojcowie Mirka i Leszka G. zdobywali twierdzę Kolberg, postanowiliśmy to uczcić kuflem piwa na Rynku. Potem ruszyliśmy na plażę.

20160926_123842m 20160926_124356m

W słoneczny wrześniowy dzień miasto tętniło życiem, ale nam spieszyło się na jacht.

20160926_132702m 20160926_133107m 20160926_102044m 20160926_133214m

Włączyliśmy katarynę i tak to trwa do tej pory, bo wieje nic, a jeśli już, to wprost w roześmiane nasze twarze. Nie wiem, czy zauważyliście, że pływamy zabezpieczeni. Już tak się do tego przyzwyczailiśmy, że nawet przygotowania żurku z jajkiem i kiełbasą i jego konsumpcja nie powodują osłabienia naszej ostrożności.

20160925_175249m 20160926_150122m 20160926_145504m 20160926_150742m

To piszę już po zacumowaniu: O dziewiątej wieczorem dotarliśmy do Darłowa i nawet zmieściliśmy się pod mostem  (przesuwanym). Mimo, że od razu poszliśmy spać, z tego powodu byliśmy bardzo szczęśliwi…

20160926_234348m

Świnoujście – Kołobrzeg

25 września, niedziela

Po odpowiednich(!) przygotowaniach, przed południem ruszyliśmy ze Świnoujścia. Od razu postawiliśmy żagle i swoje dzioby skierowaliśmy na wschód. Dobrze wiało do szóstej popołudniu, ale o dziewiątej niestety zmuszeni zostaliśmy uruchomić silnik, bo inaczej nie trafilibyśmy chyba nigdy do Kołobrzegu. A tak równiutko o północy stanęliśmy w marinie Solna.

20160926_101145m 20160926_101300m

Ponieważ dzisiejsza data jest dość specjalna, pozwoliliśmy sobie na toast „za cudowne ocalenie…” 

LM.9 – ze Świnoujścia do … gołą babę z Pucka

24 września, sobota

Wczoraj w jednym pociągu relacji Katowice – Szczecin znalazło się sześciu wspaniałych: Maciek jechał ze Śląska, dwa Leszki i Marek z Wrocławia, a Mirek i Zbyszek z Głogowa wsiedli w Lesznie. A ja prosto z wesela pod Kaliszem dosiadłem się w Poznaniu i uzupełniłem do równej siódemki. Ponieważ z wesela nie wraca się z pustymi rękami, podróż minęła nam rach-ciach. Wysiedliśmy w Świnoujściu i opanowawszy pierwej pizzerię udaliśmy się na zasłużony spoczynek.

20160925_175218m

Przerwa na południowe klimaty

23 września, piątek

Lady Melina tydzień odpoczywa w Świnoujściu, ale koleżeństwo nie próżnuje. Jedna ekipa, powiedzmy okołorościsławicka, smakuje Chorwację, a druga – wrocławska – greckie Cyklady. Oto krótkie notki od tej drugiej z różnych dni:

„Jesteśmy na Tinos. Jutro w planach Mykonos z wypadem na Delos”. ” To My! Zdjęcie załogi z Sarakonikos. Siedzimy w Polonii i odreagowujemy trudy dnia. Za dużo piękności, jak stwierdziła Kasia”.

IMG-20160925-WA0000

„Milos, Afrodyta i powiew starożytności. Dobrze, że mamy w załodze Paulinkę 20+”.

IMG-20160925-WA0002 mms_img541145932

Duńskie śledzie na koniec LM.8

17 września, sobota

„Podróż z Rønne do Allinge, przeniosła nas w czasie i miejscu, tzn. jeśli chodzi o czas to nie jesteśmy do końca pewni, natomiast miejsce przypominało skrzyżowanie Bornholmu z Pyramiden na Spitzbergenie. Opuszczone uliczki, zamknięte knajpy, gdzieniegdzie snujący się wiekowy Duńczyk, zupełnie nie przypominały Bornholmu, jaki znamy z letnich miesięcy. Dość powiedzieć, że byliśmy jedynym jachtem w zazwyczaj dość zatłoczonym porcie.

20160916_082847m 20160916_084255m
O istniejącej tutaj niegdyś cywilizacji przypominało tylko nadal otwarte Netto i automat do opłat portowych. Na szczęście w markecie udało nam się zdobyć główny cel naszej wyprawy na Bornholm czyli legendarne śledzie z Christiansø , których niemal cały zapas wykupiliśmy ze wszystkich okolicznych sklepów (czyli dwóch).

Śledziowa uczta trwała do późnych godzin nocnych, na wszelki wypadek połączyliśmy ją z wypędzaniem złych duchów z naszego Jonasza. Nie do końca jestem przekonany, czy to śledzie, czy rum, czy też moje groźby, ale chyba zadziałało, bo poranne wiatry wreszcie były sprzyjające.

20160916_160743m

Dość powiedzieć, że większość trasy powrotnej pokonaliśmy z prędkością grubo powyżej 7kn, a średnia z ostatniego przelotu wyszła niewiele mniejsza. Dopiero jak zaczęliśmy moczyć bom w wodzie, przypomniałem załodze, że Melina to ciężki stalowy jacht i po prostu nie wypada nam pływać z taką prędkością.

W naszej wycieczce na bliską północ przepłynęliśmy 410 mil w czasie 80,5h z czego 50,5h na żaglach.

Michał Z.  z załogą”

Bornholm, czyli wszystko dla załogi

15 września, czwartek

 
„Po intensywnym kontakcie z cywilizacją w stolicy Danii, załoga zapragnęła spokoju, ciszy i kontaktu z naturą. Ponieważ prognozy, wskazywały na to, że gdzie byśmy nie popłynęli, to i tak kiedyś będziemy mieli wiatr w twarz, więc wybór padł na Bornholm. Zwłaszcza, że jeden z załogantów nigdy tam nie był, a bardzo by chciał.
Niestety ten załogant, występujący pod pseudonimem powiedzmy…

thJ04AMWA0d  „Jonasz”

zapomniał się przyznać, że już kilka razy uczestniczył w rejsach na tę piękną wyspę, ale jakoś nigdy nie udało mu się jej odwiedzić.
Problemy zaczęły się już kilka godzin za Kanałem Falsterbo. Wiatr, który miał odkręcić z E na SE, ani myślał to zrobić i cały misterny plan przebiegłej halsówki spalił na panewce. W dodatku koło północy osłabł tak bardzo, że musieliśmy włączyć silnik. Niestety silnik też nie popracował długo i pozostała nam żmudna halsówka pod przeciwny wiatr. Może nie byłoby to takie złe, gdyby centralnie na naszej trasie nie wypadła budowa farmy wiatrowej, nerwowe okręty Nato, routa statków i egipskie ciemności wrześniowej nocy.

LM.8 Kop - Born
Załoga zaczęła szybko szukać jakiegoś rozwiązania, by odczynić ten zły urok. Wyrzucenie kolegi Jonasza za burtę uznaliśmy za rozwiązanie zbyt radykalne, zwłaszcza, że z braku kuli armatniej nie za bardzo mieliśmy go czym obciążyć, a biorąc pod uwagę warunki istniało ryzyko, że sam dopłynie wpław do Szwecji, szybciej niż my na Bornholm.

th1d th2d
Jednak nie poddaliśmy się. Po okrążeniu farmy, rozwiązaniu drobnych problemów z napędem, postawiliśmy znowu żagle i czasem wspomagani silnikiem wyruszyliśmy w drogę do Rønne na Bornholmie. 

20160915_115140m 20160915_133731m

Mało tego, tuż po zacumowaniu podjęliśmy decyzję, że nazajutrz o świcie (czyli koło 14) ruszamy do Allinge, aby nasz Jonasz mógł poczuć atmosferę prawdziwie Bornholmskich portów. W Allinge w miejscu neolitycznego kultu zamierzamy odczynić uroki nad Jonaszem, tak żeby już więcej nie stwarzał podobnych problemów, a jeśli przewidziana na tę okoliczność dawka rumu nie pomoże, to nie pozostanie nam nic innego, jak zostawić go na wyspie.

20160915_130511m
W sumie dosyć mu się tu podoba (a spróbowałby powiedzieć po tym wszystkim, że nie), więc chyba nawet za bardzo by się na nas nie obraził.
Pozdrawiamy z płaskiego wrześniowego Bałtyku”.

Parówki, czy piwo?

13 września, wtorek

Nadeszła oczekiwana rewelacja. Oto ona:

„Obiecałem Armatorowi kilka słów relacji, w związku z czym przerywamy intensywne zwiedzanie Kopenhagi, by podsumować w krótkich (co na pewno się nie uda) żeglarskich (to już prędzej) słowach kilka ostatnich dni.

Niezwłocznie po odebraniu jachtu ruszyliśmy w kierunku Kopenhagi. Niestety w naszym przypadku niezwłocznie oznaczało, tuż po zjedzeniu obiadu, zrobieniu zakupów, zaparkowaniu samochodu i zapakowaniu lodówki jachtowej. Ta ostatnia czynność zajęła nam niestety najwięcej czasu, głównie ze względu na mikroskopijne rozmiary ww. Po odebraniu prognoz zapowiadających iście Chorwacka pogodę, stanęliśmy przed jednym z najtrudniejszych pytań, jakie może zadać sobie żeglarz: parówki czy piwo? Po długich dyskusjach załoga doszła do zgodnego wniosku, że parówki na ciepło smakują znacznie lepiej niż piwo, w związku czym w lodówce umieściliśmy piwo. A parówkami nakarmiliśmy ryby.  Ze względu na wspomniane wcześniej warunki pogodowe, w zasadzie w tym momencie kończą się emocje związane z żeglugą. Wrześniowy Bałtyk pozazdrościł Adriatykowi i w nocy staliśmy głównie przed dylematem, czy nałożyć tylko t-shirt, czy może jednak jakiś windstoper.

20160910_183235m 20160910_190015m

Postawione w Świnoujściu żagle zdjęliśmy dopiero przed Kanałem Falsterbo, a jedyny zwrot w czasie rejsu zrobiliśmy tylko po to, żeby śpiący pod pokładem nie nabawili się odleżyn.

20160911_180208m

W późnych godzinach wieczornych w niedzielę zacumowaliśmy w Królewskim Jacht Klubie w Kopenhadze. W poniedziałek o świcie (czyli koło 12) ruszyliśmy na zwiedzanie.

20160913_100924m 20160912_155004m

Ponieważ Bolek prosił mnie wyraźnie o zdjęcia, dzisiaj rano podjąłem się tytanicznej pracy zrobienia zdjęcia kopenhaskiej Syrence. Wróciłem z 4 siniakami, ale się udało. O ile z tłumem Amerykanów z wielkiego cruisera poszło całkiem sprawnie (wystarczyło krzyknąć, że w budce z lodami dają hamburgery), to Japończycy stawiali zacięty opór (tłum na zdjęciu). Koniec końców dzięki zastosowaniu kilku najlepszych technik Judo udało mi się dopchać do barierki i zrobić zdjęcie.

20160913_101312m 20160913_101135m

Jak tylko skończę pisać tę relację (i opatrzę rany), to ruszamy w kierunku następnego portu.

Pozdrawiam
Michał”

LM.8 – do Kopenhagi i z powrotem

11 września, niedziela

Tylko 14,5 godziny trwał postój Lady Meliny w kraju. Wczoraj (w sobotę) już o godzinie 1730 załoga Michała Zagrodnika oddała cumy w marinie w Świnoujściu i ruszyła na północ. W nocy o godz. 0400 zrobili zwrot przez rufę 20 mil na E od Arkony, o godz. 1600 przepłynęli pod mostem zwodzonym w Kanale Falsterbo, a o godz. 2100 stanęli w porcie królewskim w Kopenhadze.

Czekamy na relację i zdjęcia.

Fri również walczy

9 września, piątek

Nie tylko Lady Melina porusza się po Bałtyku. Ze Szwecji wraca Fri z Jackiem P. i Maćkiem T. na pokładzie. Po mojej zaczepce „ładnie meandrujecie”, otrzymałem dwie nieco sprzeczne odpowiedzi:

„Po wejściu we mgle i nocą do ciasnej dziurki zamierzamy się uchlać ze szczęścia z okoliczności przyrody i za cudowne ocalenie. Dziś wiało w mordę. Jutro mamy zamiar wykorzystać pomyślny wiatr. Może przejdziemy Kalmarsund. Potem ma nieźle wiać z południa. Będzie walka.”

„Nie będzie silnie wiało. Będziemy pewnie jechać jak Bóg da, na żaglach bądź silniku.”

Będzie walka…

…,a tu manewry

8 września, czwartek

Otrzymałem ciekawy mail, który dotarł do mnie wczoraj późnym wieczorem:

„Witaj. Prawie od tygodnia nie mamy kontaktu ze światem, a tu najpierw twój telefon z pytaniem, czy potrzeba coś zorganizować dla naszego powrotu, a zaraz potem nagle pojawia się holownik, który jedzie prosto na nas.

20160907_151401m

Myśleliśmy, że jest podesłany przez ciebie, żeby nas podholował, a okazało się że to Bundesmarine i zaczęła się wojna: okręty podwodne i atak z powietrza komandosów. Na dowód wysyłam kilka fotek. Na szczęście wylegitymowaliśmy się, że my też z Nato i płyniemy dalej.”

20160906_133720m 20160906_133833m 20160906_133812m 20160906_133829m

A tymczasem dzisiaj w południe wpadli na chwilkę do Lubeki, szybko zjedli podobno najsmaczniejsze śledzie na Bałtyku i ruszyli dalej w kierunku, jak to mają ostatnio w zwyczaju, wschodnim.

Wreszcie ku cywilizacji?

7 września, środa

Dotychczasowe osiągnięcia załogi Jurka, to porty leżące zdecydowanie bardziej na zachód niżby można się spodziewać (zwłaszcza mając na uwadze zaplanowany na sobotę cel). W niedzielę Laboe, w poniedziałek Eckernforde, a we wtorek Kappeln… Hm. Nieco zaniepokojony zadzwoniłem do Jurka z zapytaniem, czy coś się stało z kompasem i mapami i czy może planować już jakiś manewr awaryjny? Spokojny, tubalny głos Jurka uspokoił mnie, że przecież jest dopiero środa i właśnie zamierzają skierować się na wschód, czyli tam, gdzie jest właściwa cywilizacja. Zastanawiają się, czy nie wpaść jeszcze dodatkowo na chwilę po drodze do Lubeki… Trzymajmy kciuki.

LM.7 – rejs trochę powrotny

5 września, poniedziałek

W sobotę, kiedy to młodzież przekazała jacht nieco starszym, rozpoczął się następny etap ladymelinowej wyprawy po zachodnich zakamarkach Bałtyku. Ten etap prowadzi Jurek Pękalski, a w załodze ma jeszcze pięciu dojrzałych załogantów. Celem tygodniowej peregrynacji jest powrót do kraju, a konkretnie do Świnoujścia. Zaczęli płynąc wczoraj, czyli w niedzielę. Cel leży na wschód od portu wyjścia (Heiligenhafen), więc ze zdziwieniem obserwowałem położenie i kierunek płynięcia jachtu, bo ten był zachodni. I faktycznie przed północą dotarli do Laboe. No cóż, świat jest okrągły i do celu można dopłynąć z drugiej strony. Tylko czy w tydzień…?

Koniec harcerskiego LM.6

3 września, sobota

„Ostatni etap naszej podróży to kurs z Marstal do Heiligenhafen. Ani i Arkowi bardzo zależało na uchwyceniu piękna tego pierwszego, dlatego z samego rana wędrowali to w górę, to w dół (stąd też panorama mariny z lotu ptaka), co stanowiło wspaniałą rozgrzewkę, gdy Lady tańczyła później na falach.
20160902_065914m
W obu portach czuliśmy się bardzo dobrze – urokliwe duńskie miasteczko cechowało się klimatem ery żaglowców, gdzie oprócz pięknych drewnianych jachtów przy kei można było się natknąć się na wraki i rekonstrukcje szkunerów, z kolei niemiecka przystań tętniła portowo-turystycznym życiem, którego byliśmy troszkę spragnieni.
Trzymając się prawego halsu, dzięki nabytym umiejętnościom i niezawodnemu bezanowi (uwielbiamy ten żagiel za to, jak trzyma jacht w kursie ostro na wiatr), opuściliśmy terytorium Danii i po symbolicznej wymianie bander pod prawym salingiem wpłynęliśmy na wody terytorialne Niemiec.
20160902_140319m
Powitał nas na nich lekki deszcz, który na szczęście nie zakłócił nam wieczoru. Kilka spacerów pozwoliło nam się nacieszyć atmosferą Heiligenhafen, a zwiedzanie zakończył Obiad Kapitański.

Pozostało nam tylko przekazać sklarowany jacht kapitanowi Pękalskiemu.

 

Podczas naszej podróży pokonaliśmy 217 mil morskich w ciągu 44 godzin. Przeszliśmy pod 4 niezwykłymi mostami, pokonaliśmy Mały i Duży Bełt oraz odwiedziliśmy 4 wyspy: Fyn, Samsø, Langeland i Ærø. Mimo że sonda wskazywała czasem głębokość 0.0 m, uniknęliśmy mielizn, postawiliśmy wszystkie cztery Melinowe żagle, w które łapaliśmy wiatr dochodzący czasem do 20 węzłów (Samsø). Rejs rozbudził w nas na nowo żeglarskie marzenia, za co Asocjacji i Przyjaciołom Stanicy bardzo dziękujemy. Niestety, prezes rejsu się nie ujawnił, dlatego na pewno będziemy chcieli naszą przygodę powtórzyć.

 

Do zobaczenia na Lady!

Załoga Kadrowa Harcerskiego Ośrodka Wodnego „Stanica”

IMG_7337m

Klar portowy

2 września, piątek

Już prawie zakończył się rejs harcerzy ze Stanicy. Stanęli ostatecznie w Heiligenhafen.

20160902_222514m 20160903_115036m

Nie przesłali żadnych informacji, bo jeszcze muszą sklarować jacht. Tak się krzątają, że aż AIS zaobserwował wzmożone ruchy stojącej przy kei Ledy Meliny :)

20160903_115105m

Marstal po raz trzeci, poezja po raz pierwszy

1 września, czwartek

Załoga dotarła do Marstal. Lady Melina w tym roku jest już tam po raz trzeci. Warto, bo miasteczko jest faktycznie niezwykłe. Zdjęcia z wcześniejszych wizyt można obejrzeć w relacjach tutaj i tutaj.

Za to wierszowana relacja jest przekazana po raz pierwszy. Poetami okazali się Arek i Kuba:

„Łasica z krzaczka jeżynki zajadała,
Ania z przyjaciółmi w drugą stronę na rowerku jechała. 
Konrad i Arek w morzu się kąpali,
a Zuter i Kuba Łasicy pomagali.
W porcie nie zostawiliśmy zgliszczy,
linie wiatru rufą przeszliśmy.
Żagle w górę powędrowały,
Ania z Misią dewiację wyliczały, 
w obliczeniach  się machały.
Gdy Konrad spał na koi,
Kuba krzyczał że się boi,
gdy ledwo mieścił się przy boi.
Dalby w porcie wąsko były,
Lady Meliny nie wpuściły.
Cieniasy na kei stały 
i z nas się śmiały,
gdy zacumowaliśmy, 
szczeny im poopadały.
Plac zabaw ogarnęliśmy,
siniaki sobie na nim nabiliśmy.”
IMG_7313m 20160901_091609m IMG_7316m